Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2011.05.23

Niedoceniany plac w Rzeszowie

Oceniając architekturę wokół nas mamy skłonność do zauważania przede wszystkim budynków, które zachwycają nas swoim pięknem i niepowtarzalnością. Czasami warto jednak zwrócić uwagę na coś innego - na relacje jakie tworzą między sobą budynki w krajobrazie miasta. Zauważymy wtedy, że to właśnie te relacje tworzą charakterystyczny klimat miejsca. Tworzą go w stopniu chyba nawet większym niż najwybitniejszy artyzm pojedynczego budynku. Gdy przebywamy na przykład na uliczkach starego miasta często podświadomie odczuwamy wartość takiego przestrzennego dialogu. Mimo że niekoniecznie go „słyszymy”.

Jednym z takich miejsc w Rzeszowie, które mają kapitalną wartość urbanistyczną, jest otoczenie placu przed Instytutem Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego przy ulicy Dąbrowskiego. Całość założenia powstała praktycznie na „surowym korzeniu”, gdy w latach 50-tych XX wieku rozpoczęto tu budowę nowego osiedla robotniczego WSK. Wszystkie budynki zaprojektowano w obowiązującym wówczas stylu realizmu socjalistycznego. Według jego kanonów architektura miała być „rodzima w formie i socjalistyczna w treści”. W praktyce oznaczało to budowanie obiektów klasycystycznych, ale w przeskalowanych formach mających świadczyć o potędze władzy proletariatu.

Tymczasem, o dziwo, architektura placu i całego osiedla jest jakby inna. Nie przytłacza monumentalizmem a skala pierzei urbanistycznych jest dobrze dostosowana do skali człowieka. Wielkością bardziej przypomina stare ryneczki zabytkowych miast niż socjalistyczne place defilad. W efekcie powstała sympatyczna przestrzeń przyjazna ludziom, pozwalająca poruszać się w niej z poczuciem swoistego bezpieczeństwa. Mimo że w ostatnich latach coraz większa liczba samochodów wokół skutecznie podkopuje przyjemne wrażenia, to wciąż wyraźnie czuć walory tego miejsca.

Dominującym budynkiem placu jest oczywiście siedziba Instytutu Muzyki - dawny dom kultury. W jego elewacjach od razu rzucają się w oczy starannie wykonane detale i kolorowe, malowane fryzy. Podobne detale, choć nieco skromniejsze, posiadają otaczające budynki mieszkalne. Sklepy i usługi funkcjonujące pod zadaszonymi podcieniami w parterach tych budynków powodują, że miejsca te tworzą realną i zapraszającą przestrzeń publiczną.

Przedłużeniem kompozycyjnej osi placu jest podłużny skwer po przeciwnej stronie ulicy Dąbrowskiego. Niestety, w nieprzemyślany sposób zasadzone kiedyś drzewa, a potem jeszcze postawione przypadkowe kioski, zupełnie zaciemniają logikę tego założenia. W ogóle skwer ten przybrał bardziej formę „małpiego gaju” niż zieleni mającej podkreślić walory przestrzeni. Dla pocieszenia mogę dodać, że zieleń i mała architektura na samym placu przed Instytutem Muzyki zdradzają bardziej przemyślana rękę planisty. Widać, że zagospodarowano ją niedawno i to z dobrym zrozumieniem początkowego założenia.

Zabudowa placu po remoncie przeżywa dziś drugą młodość. Szkoda tylko, że nie zdecydowano się tu na drastyczne ograniczenie ruchu samochodów. Na pewno pozwoliłoby to na pełne wyeksponowanie tej doskonałej przestrzeni miejskiej.

Warto zauważać takie miejsca i warto o nie dbać. Obecnie do wyjątku należą inwestycje, które tworzą większe zespoły przestrzenne, zespoły budynków tworzących jakąś całość urbanistyczną. Dlatego projektanci nie zawsze mają skąd brać dobry współczesny przykład harmonijnie zakomponowanej przestrzeni publicznej. A w tym wypadku jest on przecież na wyciągniecie ręki. W stylu, co prawda dość archaiczny, ale mimo to wciąż wartościowy.

Tekst i zdjęcia do fotoreportażu: Wojciech Młocki



inż. Władysław Hennig, rzeszowski architekt i urbanista, były prezes rzeszowskiego SARP.

Okazuje się, że nie tylko architektura placu warta jest przybliżenia. Równie ciekawa jest jego historia powstania i renowacji po latach zaniedbania. Poniżej prezentujemy rozmowę z rzeszowskim architektem Władysławem Hennigiem. Opowiada on między innymi o perypetiach związanych z niedawną przebudową Instytutu Muzyki.

Z Władysławem Hennigiem o placu przy ul. Dąbrowskiego rozmawia Katarzyna Hadała



Ekspozycja frontowa i otoczenie budynku Instytutu Muzyki robią przesympatyczne wrażenie. To prawdziwa perełka w naszej architekturze.

Detale elewacji głównego budynku odrestaurowano na najwyższym poziomie.

Plac tworzą przede wszystkim nieco tylko skromniejsze budynki boczne. Fontanna i zieleń podkreślają przestrzeń publiczną mieszkańców. Szkoda, że tyle jej zabrały samochody.

Markizy i podcienia pierzei dodatkowo dodają atmosfery miejsca publicznego. Tylko dlaczego zarządca budynków nie zadbał żeby anteny satelitarne schować na dachu?

Takiego detalu może pozazdrościć większość współczesnych bloków mieszkalnych

Zaprojektowana na placu zieleń nie przytłacza i stanowi subtelną oprawę przestrzeni spotkań i odpoczynku. Gorzej z tym jak wyglądają znaki drogowe.

Plac i budynek dobrze prezentują się też spod podcieni... gdyby nie te samochody.

Brak umiaru w organizacji ruchu to chyba już nasza miejska tradycja.

Od strony schodów budynku instytutu kiedyś wyznaczono oś widokową w głąb założenia urbanistycznego. Dziś jest widok na przypadkowe drzewa i budki kiosków.

Tak wygląda „małpi gaj” z bliska.                                  

A tak wygląda całe założenie w widoku z góry na zdjęciu satelitarnym (fot. Google Earth).

Kompozycja przestrzenna i dobry detal architektoniczny rozciągały się kiedyś również na tyłach budynku instytutu. Teraz widać tu odciśniętą łapę upływającego czasu.

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
Malutka> Jestem pod wrażeniem! Nigdy w ten sposób nie patrzyłam na ten fragment zabudowy Rzeszowa. Wyobraziłam sobie co by było gdyby udało się zachować tę oś widokową. Oj! Byłoby ciekawie! Może więcej takich miejsc tutaj opiszecie?
Aga> Do kompletu przydałoby się wspomnieć o położonym w tym samym ciągu innowacyjne odnowionym budynku jakiegoś urzędu (o zielonej elewacji). Na szczęście kolorek już trochę zbladł.
bombardier_kowalski> Uprzejmie informuję, że teren naprzeciwko Instytutu Muzyki, po drugiej stronie ulicy Dąbrowskiego, do ulicy Żwirki i Wigury włącznie, od paru lat posiada uchwalony plan miejscowy, uwzględniający oś kompozycyjną osiedla przełamaną osią budynku Instytutu Muzyki, z założeniem przywrócenia dla przestrzeni publicznej rzeźby "Zdobywcom Przestrzeni", która kiedyś dumnie stała przed Domem Kultury WSK (w miejscu dzisiejszej fontanny), a obecnie schowana jest wśród gęstniejącej zieleni kilkadziesiąt metrów obok. Niestety, termin realizacji ustaleń tego planu jest nieznany, pomimo niegdysiejszego zainteresowania niektórych radnych, wyrażanego przez nich w lokalnych mediach...
miejski> @ bombardier. Takie życie kolego. Tylko niektórzy radni zauważają potrzebę rewitalizacji miejsca a stary Ferenc i tak to pieprzy... Gratuluję obiektywizmu kolego.
bombardier_kowalski> @ miejski Tych właśnie radnych miałem na myśli, którzy kiedyś zabiegali medialnie, wzywali i apelowali... Ówczesna okazja polityczna przeminęła, a razem z nią cała ta ich aktywność i troska o wartościowe miejsca.
 
Węgrzy postanowili wydobyć na światło dzienne dawne malowidła będące manifestacją sojuszu naszych państw.
Mieszkańcy buczą, młodzież wściekła, a kolejne projekty Ferenca przepadają sromotnie. Czar jego rządów przygasa.
Ta rewolucja już się w świecie rozpoczęła. W Polsce także trwają prace nad elektrycznym samochodem dla miasta.
Na których osiedlach to się uda? Mieszkańcy coraz częściej chcą ograniczeń w dostępności terenu pod swoimi blokami.
Rezydent zaprosił na spotkanie inwestorów, a nie sąsiadów kontrowersyjnych wieżowców. Czeka go NIESPODZIANKA.
Kolejna inwestycja miejska idzie w odstawkę, a prezydent Ferenc próbuje to tłumaczyć marzeniem o antycznej Grecji.
W terenach rekreacyjnych będzie więcej komercji. Wizja wciąż się zmienia, ale pewne jest, że będzie atrakcyjnie.
To miasto powiatowe powinno być wzorem dla Rzeszowa. Tam wiedzą jak zawstydzić wykonawcę naszej ul. 3 Maja.
Ekolodzy zażądali, aby przed budową tego obiektu inwestor wyłapał z ziemi i przesiedlił na inną działkę wszystkie krety.
Nie tylko płyty granitu są źle ułożone. Prawdopodobnie kostka granitowa w ogóle nie spełnia wymogów zlecenia.