Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2012.06.11

Klęska z integracją dzieci niepełnosprawnych

Integracja dzieci niepełnosprawnych w miejskich szkołach ponosi klęskę. Mówią o tym nieoficjalnie nauczyciele w to zaangażowani. Jeśli władze edukacyjne nie zauważą problemu, szkody będą narastać, również wśród dzieci zdrowych.

Dużo mówi się o potrzebie integracji niepełnosprawnych ze społeczeństwem, o jej pozytywnym wpływie na innych ludzi, a szczególnie na młode pokolenie. Celem tworzenia szkół i klas integracyjnych było przede wszystkim stworzenie warunków do pełnego rozwoju dzieciom niepełnosprawnym. Dzieci w gronie rówieśników, lepiej miały się rozwijać, uczyć się nie tylko wiedzy książkowej, ale też funkcjonowania w społeczeństwie. Obecność w szkole kolegów i koleżanek, którym czasem trzeba pomóc, pozwalała zrozumieć i poznać ich problemy. W ten sposób dzieci zdrowe miały uczyć się pomagania innym, tolerancji, dostrzegania potrzeb i problemów drugiego człowieka, a więc rozwijać wrażliwość i empatię.

Integracja w przedszkolu i szkole dzieci zdrowych i niepełnosprawnych powinna mieć więc same zalety. Postanowiłam zbadać, jak sprawdza się ten system w praktyce i jakie przynosi efekty. Gdy spotkałam się z dwójką nauczycieli znających temat, dowiedziałam się wielu niepokojących rzeczy.

Szara rzeczywistość

Przede wszystkim klasa czy szkoła, w której uczą się dzieci niepełnosprawne musi spełniać duże wymagania, kadra musi być specjalnie szkolona, ilość opiekunów też musi być większa. A więc szkoła taka jest droższa od typowej.

Jeden z moich rozmówców, pedagog, który wiele lat przepracował w różnych palcówkach szkolno – wychowawczych, od razu zwrócił moją uwagę, że nauka w placówce integracyjnej musi być tworzona inaczej niż w zwykłej szkole: „Kształcenie dzieci niepełnosprawnych wymaga odpowiednich pomocy naukowych, np. dla dzieci słabo widzących - plansz z odpowiednio dużymi literami, a także zajęć, np. dla niepełnosprawnych ruchowo - ćwiczeń rehabilitacyjnych. Nauka powinna być poza tym dostosowana do ich możliwości tak, by ani nie zaniżać poziomu dzieciom zdrowym, ani nie być zbyt trudną dla niepełnosprawnych. Dlatego niezmiernie ważna jest klasyfikacja dzieci do danych klas.”

Niepełnosprawność to pojęcie szerokie. Nie można nikogo urazić, nie można dzieci „wstawiać” do określonych kategorii, ale trzeba to powiedzieć wprost: innej opieki potrzebuje osoba na wózku, innej osoba mająca zaburzenia psychiczne, a jeszcze innej osoba mająca problem z poruszaniem się. Wrzucenie wszystkich do jednego worka (szkoły), stworzyło dziś mieszankę, która nie wpływa pozytywnie na nikogo.

Oczywiście żaden nauczyciel publicznie nie przyzna się do tego, że w jego szkole jest źle, nikt nie chce rozmawiać na ten temat podając swoje nazwisko. Dziś walczy się o ucznia jak o produkt i o przetrwanie kolejnego roku szkolnego. W prywatnych rozmowach nauczyciele jednak opowiadają, że cały system niezbyt dobrze działa.

Przykłady łączenia dzieci

Akceptacja niepełnosprawności w społeczeństwie wciąż nie jest duża. Jeszcze niedawno rodzice obawiali się zapisywać dzieci do klas integracyjnych. Boimy się odmienności, a inny to nie znaczy zły czy groźny. Dziś takich obaw jest już może mniej, ale co tak naprawdę oznacza ta inność? Łączenie dzieci bez przemyślenia wcale nie musi przynosić dobrych efektów.

Tłumaczy to nauczyciel jednego z rzeszowskich przedszkoli, w którym stworzono grupę dzieci niepełnosprawnych: „Dzieci niepełnosprawne ruchowo mają problemy z poruszaniem się. Ich umysł natomiast pracuje tak jak każdego innego dziecka. Ale dzieci niepełnosprawne intelektualnie mają zaburzenia lub choroby na tle psychicznym i to one sprawiają największy problem wychowawcom i otoczeniu. Zasady postępowania z takimi dziećmi, ich możliwości edukacyjne są zupełnie inne niż dzieci, które posiadają pełną sprawność umysłową. Dzieci te mogą być pobudzone, krzyczą, czasami przeklinają, zachowują się obscenicznie, nie kontrolują swoich odruchów itd. Bywa i tak, że rodzice tych dzieci nie wiedzą jak z nimi postępować, nie są więc one nauczone czy przyzwyczajone do różnych społecznych sytuacji, co stwarza dodatkową trudność wychowawczą, o edukacyjnej nie wspominając. Trudno jest wtedy prowadzić jakiekolwiek zajęcia, gdy choćby jedno z dzieci w grupie nie może usiedzieć na miejscu choćby minutę albo co chwilę krzyczy?”

Przerwa dla wszystkich jest okazją do obserwacji jak zachowują się dzieci i te zdrowe, i te niepełnosprawne. Dzieci jak to dzieci, są często okrutne w swoich sądach i postępowaniu.

„Integracja dzieci niepełnosprawnych stwarza na co dzień ogrom wyzwań - przyznaje nauczyciel jednej z integracyjnych szkół w Rzeszowie. - Na przykład dzieci słabo widzące ciągle gubią swoje rzeczy, a te zdrowe czasami podsuwają im do zjedzenia różne niby smakołyki, które nie są jadalne. To pokazuje, że praktycznie cały czas trzeba te dzieci mieć pod opieką. Zdrowe dzieci mają w sobie wrodzony pęd do przodu i bycie gdzieś pierwszym. W tej sytuacji te, które z racji na ułomność wolniej się poruszają, zostają na końcu kolejki do zabawy, po obiad itd. Jeszcze inaczej jest z dziećmi pobudzonymi. Za tymi trzeba wręcz biegać po szkole. Są oczywiście też tacy, którzy zachowują się tak jak ich rówieśnicy i poza swoją niesprawnością fizyczną nie różnią się niczym od pełnosprawnych uczniów.”

Znaczącą rolę w wychowaniu i przygotowaniu każdego dziecka do chodzenia do szkoły czy przedszkola odgrywa środowisko rodzinne. Gdy mamy do czynienia z dzieckiem niepełnosprawnym pochodzącym ze środowiska patologicznego, to już można mówić o sporym problemie. Problem ten uwidoczni się w pełni na szkolnym korytarzu. Nauczyciele nie radzą sobie z dziećmi zdrowymi, z tzw. normalnych rodzin – powiedzmy to sobie wprost. A jak radzą sobie z dziećmi z rodzin trudnych? Gdy do tego dochodzi niepełnosprawność umysłowa – to już jest tragedia!

Wnioski

Komu służy taka integracja prowadzona trochę na siłę? Jeśli przez jedno dziecko nie można prowadzić zajęć, jeśli wszystkie dzieci uczą się przeklinać od jednego, chorego? Nauczyciele nie są w stanie panować nad wszystkimi. Oczywiście takie zachowania zdarzają się także dzieciom pełnosprawnym. Jednak posyłając dziecko do szkoły integracyjnej, rodzice mają raczej na uwadze ich dobro, a nie demoralizację czy pogłębienie stanu choroby. Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie wszystkie dzieci niepełnosprawne radzą sobie z tą sytuacją. Wcale się nie integrują, a tym bardziej odcinają od grupy, która jest „inna”.

Pedagog z którym rozmawiałam tak podsumowuje rozważania o integracji w szkole: „Wszystko zależy od rodzaju niepełnosprawności i szkoły – jej wyposażenia i nauczycieli. Dobrze sprawdzają się ośrodki specjalne przeznaczone dla dzieci z określoną niepełnosprawnością, np. słabo widzących. W takim ośrodku jest wszystko co właśnie tym dzieciom jest potrzebne, dostosowane do ich potrzeb i możliwości, do nauki i rehabilitacji. Ale nad masowymi rodzajami integracji trzeba się zastanowić.”

Myślę, że szkoła integracyjna nie jest dla każdego. Powinny być ustanawiane jakieś zasady doboru dzieci do klas czy grup, np. według rodzaju niepełnosprawności. Z pewnością integracja niepełnosprawnych dzieci jest potrzebna, ale warto najpierw odpowiedzieć sobie jak ją skutecznie prowadzić. Jak na razie szkoły nie radzą sobie z integracją żadnego typu, ani dzieci tzw. trudnych, ani niepełnosprawnych. Dopóki gonić się będzie tylko za tym, by tylko utrzymać klasy i zebrać odpowiednią ilość uczniów na kolejny rok – to takie integrowanie nie ma sensu.

Małgorzata Dolińska

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
 
Zamek w Dębnie jest wyjątkowy w skali kraju. Jako jeden z nielicznych zachował kształt i bogactwo sprzed wieków.
Gdy mamy już działkę i niezbędne finansowanie, nadchodzi pora na trudny wybór projektu wymarzonego domu.
Plany inwestorów: Kamila Foka i Mariusza Cybulskiego na rozwój historycznego śródmieścia miasta.
Statystyki dotyczące czytelnictwa w Rzeszowie i w kraju różnią się. To fenomen, czy specyfika naszych bibliotek?
W Odrzykoniu znowu weryfikuje się wiedza o rycerstwie. Mity powoli ustępują miejsca prawdziwemu obliczu historii.
W mieście czy na przedmieściu? Ceny działek bardzo różne ale i jedne i drugie działki mają swoje dobre i złe strony.
Kładka na Wisłoku ma coraz większy ciężar do zniesienia. W wielu miastach przymyka się po prostu na to oko.
Tuż przed Dniem Ojca warto przyjrzeć się, jak bardzo zmieniły się modele wielu rodzin. Ojciec stał się inny.
Ktoś wykonał ruch godny pochwały. Po banalnych koszach z Dubaju, w śródmieściu pojawiły się nietypowe drzewka.
Klęska z integracją niepełnosprawnych
Szkoły integrujące dla dzieci niepełnosprawnych to wymóg współczesności. Tyle, że efekty ich działań mogą szkodzić.