Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2012.10.15

Nasz Teatr - Niezwykłe epizody z życia Czecha

Dla każdego kto zna i lubi literaturę Oty Pavla, adaptacja sceniczna jego prozy wydaje się karkołomnym i ryzykownym przedsięwzięciem. „Śmierć pięknych saren” to wyznanie, wręcz spowiedź dziecka, które opowiada losy swoje rodziny. Szczególny charakter tej literatury, bierze się także stąd, że powstała jako wynik terapii cierpiącego na chorobę psychiczną autora.

Otton Popper, bo tak w rzeczywistości nazywał się Ota Pavel pochodził z czesko – żydowskiej rodziny. Urodził się w Pradze w 1930 roku i przez większą część życia zajmował się... sportem. Uprawiał wiele dyscyplin, ale nie został zawodowym sportowcem lecz dziennikarzem. Był sprawozdawcą Czechosłowackiego Radia, pisał dla gazet sportowych, publikował reportaże z olimpiad i mistrzostw świata, prowadził wywiady z najwybitniejszymi sportowcami. Pierwsze książki Oty Pavla poświęcone były sportowi. Świetnie rozwijająca się kariera dziennikarska została przerwana przez chorobę psychiczną, która zaczęła się w trakcie igrzysk olimpijskich w Innsbrucku w 1964r. Pod wpływem silnych emocji, powróciły nieoczekiwanie wspomnienia z okresu II wojny światowej.

Z czasem ataki choroby były tak silne, że kontynuowanie pracy dziennikarskiej stało się niemożliwe. Lekarze w ramach zajęć terapeutycznych, zalecili pacjentowi spisywanie wspomnień z dzieciństwa. Tak narodził się pisarz Ota Pavel, tak powstały książki: „Śmierć pięknych saren” w 1971r. i ''Jak spotkałem się z rybami '' (wydana już po śmierci autora). Literatura ratowała Pavla przez 10 lat. Choroba zwyciężyła go w 1973r. Zmarł mając zaledwie 43 lata. Pozostawił po sobie niewiele, (odnaleziono jeszcze rękopis jego opowiadań „Jak tata przemierzał Afrykę”) ale wartość literacka autobiograficznych tekstów, zwłaszcza „Śmierci pięknych saren” porównywana jest do dzieł Bohumila Hrabala i Ladislava Fuksa. Stanowi dziś klasykę literatury.

W 1986r. Karel Kachyna jeden z najwybitniejszych czeskich reżyserów filmowych przeniósł na ekran historie rodzinne Popperów. Film nie był dziełem doskonałym, ale spopularyzował książki Pavla i w jakimś sensie przetarł szlak, dla innego niż tylko literackie traktowanie jego prozy. Zwłaszcza zagranicą, pojawiło się sporo realizacji teatralnych jego tekstów. W Polsce „Śmierć pięknych saren” przedstawiali na scenie min. Maciej Górski, Wojciech Zeidler, a ostatnio w Teatrze im. W. Siemaszkowej Paweł Szumiec.

Jak powiedział mi reżyser rzeszowskiej inscenizacji, największym problemem z jakim musiał się zmierzyć, była kwestia przełożenia na język sceny szczególnego języka prozy. „Śmierć pięknych saren” to opowiadanie w pierwszej osobie. Co więcej, to przenikające się połączenie szczerości wypowiedzi samego Pavla, ze stylizacją literacką. Co ciekawe, Paweł Szumiec nie rezygnował z narratora na scenie (w tej roli znakomity Robert Żurek). To jego wspomnienia kierowane do widzów, niejako zamieniają się w obrazy i konkretne sytuacje. Poznajemy losy rodziny, a przede wszystkim niezwykłą postać ojca - Leona Poppera, sprzedawcy lodówek i odkurzaczy szwedzkiej firmy Elektroluks.

Reżyser zgrabnie podzielił tekst na trzy epoki, w których przyszło żyć bohaterom. To czas dzieciństwa narratora, wojny i okres komunizmu. Przed naszymi oczami rozgrywają się więc rozmaite epizody i rodzinne sceny, które mkną niczym filmowe kadry, zostawiając nam sugestywny obraz czasów, zdarzeń i relacji międzyludzkich. Zmieniają się realia, ale świat w którym funkcjonuje rodzina Popperów nie traci swoistej urody. Chciało by się powiedzieć „czeskiego uroku i poczucia humoru”. To świat traktowany z dystansem i autoironią, nawet wtedy gdy bohaterowie stają się ofiarami holokaustu, czy doświadczają absurdów i grozy komunizmu. Zawsze potrafią na horyzoncie dostrzec jasny punkt. To świat po czesku uporządkowany. Wynalazek zupełnie nie znany nam Polakom.

Na dodatek Leon Popper, główny bohater tego świata, wcale nie jest postacią nieskazitelną. To raczej naiwny marzyciel, gotów zrealizować każde szaleństwo bez względu na koszty finansowe, czy moralne. Przypomina Don Kichota, czy antybohaterów w rodzaju Obywatela Piszczyka i Lejzorka Rojtszwańca. Z pewnością, Bóg nie powołał Leona do wielkich czynów, a raczej do prozy życia, a i ta sprawia mu problemy. Popper ma jednak, podobnie jak jego rodzina cudowną umiejętność radzenia sobie z porażkami i podnoszenia się z klęsk.

Pawłowi Szumcowi udało się znakomicie przenieść pavlowski styl mądrego, mówienia o bliźnich i zwracania uwagi na zwyczajną codzienność. W niemal filmowym stylu kolejnych sekwencji, skupia naszą uwagę na pozornie nic nie znaczących epizodach z życia Popperów. Konsekwentnie buduje jednak klimat magicznej rzeczywistości, która budzi emocje. Bez wątpienia inscenizacyjnym pomysłom reżysera sprzyjają aktorzy, świetnie rozumiejących język Pavla i ducha jego postaci. Robert Chodur w roli Leona Poppera stworzył jedną z najlepszych swoich kreacji. Znakomicie balansuje na granicy groteski i tragizmu. Śmieszy naiwnie zakochany w żonie swojego szefa, głęboko porusza, gdy przemawia do psa Holana i prosi go o pomoc. Podobnie Robert Żurek w roli Oty – narratora. Wyrośnięty syn, nic nie traci z naiwności dziecka, które ciepło, choć z dystansem opowiada losy rodziny. Szczególnej zaś uwadze, polecam znakomitą scenę konfrontacji narratora z narodowcami. Widzom ukazuje dosłownie - nagą prawdę.

Inscenizacja Pawła Szumca otwiera nowy sezon artystyczny Teatru w Rzeszowie i jest to otwarcie bardzo udane. Może to znak czegoś więcej niż tylko interesującej inauguracji?

Adam Głaczyński



„Śmierć pięknych saren” wg. prozy Oty Pavla w reż. Pawła Szumca w Teatrze im. W. Siemaszowej. Fotografie: Jerzy Lubas.

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
Jola> Czytałam książkę "Śmierć pięknych saren" bardzo dawno temu. Poruszyła mnie, ale do takiej literatury chyba trzeba bardziej dojrzeć. Z książkami jak z filmem, często bywa tak że po latach ten sam obraz przekazuje nam zupełnie coś innego, czego nie widzieliśmy wcześniej. Chętnie wybiorę się do teatru, może odkryję coś nowego?
 



W czasach rozwoju nauki mało kto traktuje to poważnie. A jednak co jakiś czas słyszymy o nawiedzonych miejscach.
Jak znane instytucje często wykorzystują zapał ludzi? Pod płaszczykiem wolontariatu zdobywają tanią siłę roboczą.
Czy po sukcesach żużla i siatkówki sztuki walki będą kolejną wizytówką naszego miasta?
Wciąż jeszcze na ślepo zachwycamy się życiem z Zachodu. Tymczasem Oni zazdroszczą nam autentycznych wartości.
Władzom pozostało już niewiele czasu. Czy nasze miasto ma szansę, by zaimponować mieszkańcom innych miast?
Popularyzowanie nauki ma coraz atrakcyjniejsze formy. W Rzeszowie młodzi naukowcy wkraczają w przestrzeń.
Z wycieczek do innych miast przywieziemy ciekawe gadżety. Z Rzeszowa wrócimy niestety z... kalendarzem.
W zunifikowanym świecie cenimy niepowtarzalność. Taka jest biżuteria tworzona w pojedynczych egzemplarzach.
Niezwykłe epizody z życia Czecha
W Teatrze W. Siemaszkowej nastąpiła inauguracja sezonu niezwykła, choć ryzykowną sztuką. Efekt jest znakomity.
Jak dużo dzieli sport żużlowy i książki, albo Polskę i Anglię? Rzeszowska pisarka spróbowała już wszystkich sfer.