Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2012.11.05

Wolontariat - czy to nie oszukaństwo?

Wolontariusz to osoba, która dobrowolnie i bezinteresownie poświęca swój czas i zdolności innym. Idea szczytna, ale dzisiaj zbyt wykorzystywana. Pod płaszczykiem wolontariatu często zdobywa się tanią siłę robocza.

Na pracy wolontariuszy opiera swoją działalność wiele instytucji: schroniska, świetlice, hospicja, stowarzyszenia, a nawet różne firmy. Kuszą one szansą zatrudnienia tych, którzy się „sprawdzą”. Inni zapewniają, że zdobyte w ten sposób doświadczenie zaowocuje w przyszłości. Czy jednak często nie jest tak, że pasjonaci i osoby chętne do poświęcenia się, są po prostu wykorzystywane?

Duże fundacje dbają o swoich wolontariuszy. Zapewniają im szkolenia, bezpłatny dojazd, czasem ubezpieczenie. Są to instytucje, które działają w dużych miastach i mają swoje filie rozrzucone po całej Polsce. Gorzej jest z lokalnymi organizacjami bazującymi na bezinteresownej pracy. Zarówno prowadzonymi przez miasto, jak i organizacje społeczne.

Najwięcej wolontariuszy skupiają w swoich szeregach różnego rodzaju placówki wychowawcze (schroniska, świetlice dla dzieci) i organizacje charytatywne niosące pomoc potrzebującym. Wolontariusze to zwykle osoby na emeryturach lub uczniowie. Są jednak i tacy, którzy szukają swojego miejsca w życiu i po prostu... pracy.

Dotarłam do osób angażujących się w wolontariat. Oto wypowiedź jednej z byłych wolontariuszek świetlicy działającej przy kościele:

„Jestem nauczycielką i lubię pracę z dziećmi. Jednak w Rzeszowie nikt nie chce mnie zatrudnić. Pomimo moich zdolności, tradycji rodzinnej, wygranych konkursów, innych prac i realizowanych pasji, które wiążą się z wyuczonym przeze mnie zawodem. Jedynym wyjściem, by kontynuować pasję i mojej zdolności, był wolontariat. Trafiłam do jednej ze świetlic prowadzonej przy parafii przez osobę świecką. Dyrektor tej świetlicy oczywiście jest na etacie i zarabia. Znajomi namawiali mnie, że to okazja, by poznać ludzi i wkręcić się gdzieś do pracy. Tymczasem to ode mnie oczekiwano, że nie tylko poświecę świetlicy cały swój czas (bo przecież nie pracuję, więc nic nie robię i mogę pojawiać się na każde zawołanie), ale też przyniosę ze sobą materiały na zajęcia. Tak to odebrałam.

„Gdy zaproponowałam zajęcia, dyrektor podszedł do tego z entuzjazmem. W dniu realizacji okazało się, że nie ma materiałów, by je przeprowadzić, pomimo że uzgodniliśmy wcześniej co będzie potrzebne. A wystarczyło trochę skrawków czegokolwiek, papierów, bibuł, tkanin, wstążek. Nie przypuszczałam, że będzie też brakować nożyczek, czy kleju. Ja wtedy sama nie pracowałam, co miałam zrobić? Zakupy dla świetlicy?

„Zdziwiło mnie też to, że nie szanuje się wolontariuszy. Odwoływanie zajęć bez uprzedzenia to już była przesada. Przychodzili tam różni ludzie, np. by prowadzić zajęcia na zasadzie korepetycji. Dzieci mogły korzystać za darmo z pomocy np. w nauce angielskiego. Ale dyrektor nagle wymyślił coś innego i nawet nie uprzedził wolontariuszy, że zmienił plan. Kilka osób przyszło na darmo, niektórzy nawet dojeżdżali z daleka. Skoro poświęcam mój czas i moje zaangażowanie, to jak można nawet nie poinformować o zmianach, czy trudnościach np. w zdobyciu materiałów do zajęć?”

Trzeba zatem zdawać sobie sprawę, że bycie wolontariuszem to także wydatki. Trzeba dojeżdżać, załatwiać, czasem coś kupić. Zatem wcale nie jest to dobre zajęcie dla osób niepracujących.

„To przykre, bo nie mogę nic robić ani dla pieniędzy, ani nawet za darmo.” – mówi inna osoba, bezrobotna, która zrezygnowała z pracy wolontariusza z powodu kosztów.

„Gdy szukałam pracy, znajomi namawiali mnie, żebym działała charytatywnie. Przyznaję, że to tylko zabierało mi czas. Nic nie zyskałam. Tam gdzie byłam, mogłam najwyżej zjeść jakiś posiłek „przy okazji”, albo dostać jakiś używany ciuch. To też się przydaje, ale przecież to nie jest sposób na przeżycie dla osoby, która nie ma NIC.”

Wykorzystywanie bezrobotnych idzie nawet dalej. Jak ocenił to były instruktor zajęć teatralnych dla dzieci w Gminnym Domu Kultury w pobliżu Rzeszowa:

„Wolontariuszy chętnie przyjęłyby kierownictwa wielu domów kultury. Ale pod warunkiem, że odwali się za nich kawał roboty, plus swoje wolontariuszowe obowiązki. Zajęcia najlepiej samemu rozreklamować, oplakatować i jeszcze dopasować grafik do wolnej sali.”

Poszukiwał on pracy także w samym Rzeszowie i odwiedził kilka różnych domów kultury. Z taką postawą szefów placówek spotkał się wiele razy.

Według moich rozmów okazało się, że obecnie wolontariat wcale nie pomaga w znalezieniu pracy, tym bardziej, że dotyczy on zwykle zawodów, w których pracy po prostu nie ma - praca pedagogiczna, opiekuńcza, medyczna. Do tego nie każda pomoc i nie każda osoba chcąca pomagać jest witana z entuzjazmem. A przecież powinno się szanować i cenić takich ludzi, którzy sami z siebie chcą pomóc.

Oto spostrzeżenia osoby, która chciała zostać wolontariuszem:

„Osobiście rozmawiałam z kierownikiem świetlicy prowadzonej przez stowarzyszenie wspomagające rodziny mające różnego rodzaju problemy. Nasłuchałam się o trudnościach i potrzebach placówki. Zostawiłam swoje dokumenty, opowiedziałam o sobie, co mogłabym robić (świetlica miała działać za kilka tygodni). Potem nikt się nie odezwał. Przypomniałam się znowu za jakiś czas. I nic. Za to w Internecie wiele razy pani prezes stowarzyszenia ogłaszała, że poszukuje wolontariuszy. Nie bardzo rozumiem takie zachowanie. Nikt mi ani nie odmówił, ani nie przyjął.”

Cała sytuacja z którą się zapoznałam rozmawiając z wolontariuszami, to błędne koło. Działając w systemie wolontariatu pomagamy, ale chyba nieskutecznie. Potrzebujących przybywa, a środków na działalność nie. Wspomagające placówki i instytucje są niewątpliwie potrzebne, ale czy nie trzeba zweryfikować ich praktyk?

Zastanawiam się przy tym, czy rzeczywiście obecna pomoc wolontariuszy jest realna, skoro zaczynają pomagać już nawet ci, którzy sami potrzebują pomocy? A u podstaw tego leży brak pieniędzy i brak pracy. Jeśli wolontariat będzie traktowany przez jego organizatorów jako sposób na znalezienie taniej siły roboczej w zamian za złudną nadzieję pracy, to myślę, że zaprowadzi to donikąd. Trudno jest pomagać innym, gdy samemu potrzebuje się pomocy. Taka działalność potrzebuje lepszej organizacji i niestety, więcej środków.

MADA

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
Ewa> Artykuł trochę uogólnia bo bardzo wielu mlodych ludzi angazuje sie w wolontariat i wcale nie oczekuje wynagrdzenia ani przyjęcia do pracy. Dla nich jest to po prostu frajda działalności w wieku kiedy nie trzeba jeszcze zarabiać. Ale to prawda, że wielu szefów ośrodków i osób do nich się zgłazsających traktuje wolontariat jako wstęp do pracy. A to juz zupełnie co innego. Stąd pewnie te rozczarowania i żale.
omp> Powinno się jasno oddzielać wolontariat przy akcjach społecznych od wolontariatu jako bezpłatnej pracy świadczonej dla podmiotów gospodarczych. Niech się to nazywa praktyką, stażem albo jeszcze inaczej. Uniknie się wtedy takich nieporozumień jak przytoczone w artykule.
Sanger> Niestety autorka artykułu ma rację. Idea wolontariatu często jest dezawuowana. Robią to zwykle skądinąd przyzwoite instytucje poszukując oszczędności. Ale przy okazji wpędzają ludzi w gorszą sytuację niż umowy śmieciowe. Szkoda że artykuł nie nazwał po imieniu tych kościołów, gmin i instytucji miejskich które to stosują. Taka publikacja to powinien być kubeł zimnej wody.
anna> Nie chodzi tu o o to, że wolontariuszami są tylko Ci co chcą pracować i nie zdają sobie sprawy, że wolontariusz to darmowe zajęcie. Chodzi przede wszystkim o to, jak Ci ludzie są traktowani. Odwoływanie zajęć i nawet nie informowanie o tym wolontariuszy, lekceważenie, nie udzielanie informacji, czy wreszcie nie przyjmowanie oferowanej chęci pomocy (wypadałoby choć coś odpowiedzieć) - to jest problem. A w końcu organizacje tego typu powinny dbać tez o jakość swoich usług, a te świadczą przecież wolontariusze.
 



Znany jako wybitny aktor teatralny. Fenomenem jest to, że robi jedne z najlepszych skrzypiec w Polsce.
Zapytaliśmy rzeszowian o ich opinie w sprawie okrągłej kładki. Jeszcze żadna inwestycja nie budziła takich emocji.
W najbliższą sobotę zapowiadają się huczne uroczystości. Kto wpadł na ten pomysł i ile pieniędzy to pochłonie?
W czasach rozwoju nauki mało kto traktuje to poważnie. A jednak co jakiś czas słyszymy o nawiedzonych miejscach.
Wolontariat - czy to nie oszukaństwo?
Jak znane instytucje często wykorzystują zapał ludzi? Pod płaszczykiem wolontariatu zdobywają tanią siłę roboczą.
Czy po sukcesach żużla i siatkówki sztuki walki będą kolejną wizytówką naszego miasta?
Wciąż jeszcze na ślepo zachwycamy się życiem z Zachodu. Tymczasem Oni zazdroszczą nam autentycznych wartości.
Władzom pozostało już niewiele czasu. Czy nasze miasto ma szansę, by zaimponować mieszkańcom innych miast?
Popularyzowanie nauki ma coraz atrakcyjniejsze formy. W Rzeszowie młodzi naukowcy wkraczają w przestrzeń.
Z wycieczek do innych miast przywieziemy ciekawe gadżety. Z Rzeszowa wrócimy niestety z... kalendarzem.