Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2012.03.06

W miastach coraz więcej chorych - na miasto

Mieszkańcy małych miejscowości coraz bardziej lgną do dużych miast. Tu łatwiej o pracę, tu wygodniej się żyje. Tymczasem naukowcy odkryli, że życie w dużych miastach znacznie częściej wywołuje poważne nerwice. Znaleźli też kilka tego przyczyn.

Zespół lekarzy z Heidelbergu pod kierunkiem Andreasa Meyer-Lindenberga odkrył, że życie w dużych miastach wpływa na zmianę pracy ludzkiego mózgu, w niektórych przypadkach także na jego budowę. Ma to wpływ na wiele zachowań człowieka, jednak najważniejszym skutkiem wydaje się być coraz większa podatność mieszkańców miast na nerwice i depresje. Zjawiska tego nie można wytłumaczyć jedynie tempem życia i stresem wynikającym z nierealizowania swoich aspiracji zawodowych. Pod tym względem znacznie gorsze warunki panują niekiedy w mniejszych miejscowościach, a tam postęp niekorzystnych stanów psychicznych nie jest tak duży. Dlatego miejskie depresje muszą mieć też i inne przyczyny.

Wytłumaczenie może kryć się w zupełnie innym miejscu - w wielkości przestrzeni zajmowanej przez każdego z nas. Człowiek jest istotą społeczną ale potrzebuje jednocześnie poczucia bezpieczeństwa i przestrzeni prywatnej. I to nie tylko swojego własnego „miejsca do życia”. Człowiek potrzebuje także na co dzień odpowiedniej odległości od innych ludzi. Zjawisko tzw. dystansu socjalnego jest znane w przyrodzie, ale każdy z gatunków ma określoną dla siebie przestrzeń prywatną innej wielkości. Podobnie jest u ludzi. Najmniejsza odległość prywatna dla dwojga znajomych to ok. 45-60 cm. Poniżej tej odległości para ludzi wchodzi już w tzw. dystans intymny.

Tymczasem życie w mieście bardzo często zmusza człowieka do łamania komfortowej bariery dystansu socjalnego. Łamania wbrew podświadomemu poczuciu zagrożenia. Tak dzieje się w zatłoczonych autobusach, w kolejkach w sklepie, w windach, w przychodniach zdrowia(!). Wreszcie sam ruch pieszy na chodnikach i przejściach dla pieszych często zmusza do skracania tego dystansu.

Psychika ludzka nie akceptuje tego, ale zazwyczaj nic na to nie może poradzić. Tylko w skrajnych sytuacjach człowiek nie wytrzymuje i np. wysiada z autobusu. W większości przypadków natomiast pasażerowie mimo dyskomfortu godzą się z taką sytuacją. Sami tego nie kontrolują, ale często nie umieją wtedy powstrzymać podświadomej wrogości do innych ludzi w pobliżu. Właśnie zbyt częste doświadczanie takich stanów stresu i napięć, wg lekarzy z zespołu Andreasa Meyer-Lindenberga, po pewnym czasie może sprzyjać powstawaniu poważnych nerwic a nawet depresji.

Analogiczne zjawiska w postrzeganiu przestrzeni przez człowieka, występują także w większej skali: pomiędzy wejściami do mieszkań w bloku, pomiędzy prywatnym oknem a publicznym chodnikiem, pomiędzy rozłożonymi kocami do wypoczynku na trawie. Tu ludziom potrzebne są większe odległości do zachowania poczucia bezpieczeństwa. To tzw. dystans publiczny. Jeśli określić jego odległość na ok. 5-6 m, to okaże się, że i te bariery w naszych miastach są często łamane. Stąd może, mimo wciąż wielkiego pędu do życia w dużym mieście, większość mieszczuchów marzy o domku z ogródkiem na przedmieściu. Domku oddalonym od innej zabudowy, z kameralnym podwórkiem, które zrekompensowałyby ciągłe narażanie się na zbytnią bliskość innych ludzi w mieście.

Niebezpieczne zmniejszanie stref prywatnych to nie jedyne powody podatności na stres w mieście. Kolejna przyczyna wynika z samej przyrody. Każdego roku w miesiącach jesiennych i zimowych, kiedy słońce szybko zachodzi, a w ciągu dnia często zakrywają go chmury, ludzki organizm produkuje zbyt dużo melatoniny. Hormon ten powstaje właśnie pod wpływem braku światła i potrzebny jest nam do regulowania zasypiania, budzenia się i faz snu.

Niestety odpowiada także za starzenie się komórek ciała. Nadmiar melatoniny może przy tym wpędzić człowieka w poważne kłopoty, może on popaść w czasową, zimową depresję. Jej objawy mogą być dodatkowo potęgowane przez częsty w mieście tryb życia: późne chodzenie spać, krótkie przebywanie na świeżym powietrzu, spędzanie czasu w zamkniętych pomieszczeniach. Człowiek czuje się wtedy senny, zmęczony, smutny. Stan ten nie jest jeszcze trwałą depresją, ale połączony z innymi czynnikami stresowymi i nerwicowymi, może wpędzić w długotrwałą apatię, brak motywacji i siły do działania.

Dlatego właśnie w miesiącach zimowych potrzebna jest szczególna dbałość o dobre samopoczucie w mieście. Częste spacery, wyjścia do parku, może nawet wyjazdy za miasto - jednym słowem korzystanie z przestrzeni. To najlepsza odtrutka na miejski gwar, tłok i brak słońca. Wielkie miasta to tak naprawdę niedawny wynalazek człowieka. Ale wygoda życia i pracy może mieć swoje koszty. Wiele jeszcze będziemy musieli zrozumieć i się nauczyć, żeby miasto było w pełni bezpieczne dla naszego zdrowia.

M.K.

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
Archi ktoś> Jest znacznie wiecej absurdów urbanistycznych które demotywują człowiekowi życie w mieście. Problem w tym, ze ani urbaniści ani tym bardziej politycy nie chcą poznawać i stosować sie do współczesnych odkryć socjologii miasta. A Rzeszów pod tym względem tkwi jeszcze daleko w połowie XX wieku.
Ewa> Całe szczęście będzie już coraz cieplej i słoneczniej :) Idzie wiosna :)
 



Znany jako wybitny aktor teatralny. Fenomenem jest to, że robi jedne z najlepszych skrzypiec w Polsce.
Zapytaliśmy rzeszowian o ich opinie w sprawie okrągłej kładki. Jeszcze żadna inwestycja nie budziła takich emocji.
W najbliższą sobotę zapowiadają się huczne uroczystości. Kto wpadł na ten pomysł i ile pieniędzy to pochłonie?
W czasach rozwoju nauki mało kto traktuje to poważnie. A jednak co jakiś czas słyszymy o nawiedzonych miejscach.
Jak znane instytucje często wykorzystują zapał ludzi? Pod płaszczykiem wolontariatu zdobywają tanią siłę roboczą.
Czy po sukcesach żużla i siatkówki sztuki walki będą kolejną wizytówką naszego miasta?
Wciąż jeszcze na ślepo zachwycamy się życiem z Zachodu. Tymczasem Oni zazdroszczą nam autentycznych wartości.
Władzom pozostało już niewiele czasu. Czy nasze miasto ma szansę, by zaimponować mieszkańcom innych miast?
Popularyzowanie nauki ma coraz atrakcyjniejsze formy. W Rzeszowie młodzi naukowcy wkraczają w przestrzeń.
Z wycieczek do innych miast przywieziemy ciekawe gadżety. Z Rzeszowa wrócimy niestety z... kalendarzem.