Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2015.08.12

Nowe atrakcyjne miejsce
w Bieszczadach

Pogoda tego lata wybitnie sprzyja ucieczkom z miasta. Jeśli tylko macie ku temu możliwości, wybierzcie się do Terki w Bieszczadach. W wyjątkowej gospodzie znajdziecie cudowną przystań do wypadów ku dzikiej przyrodzie.

Widok na Terkę.

Wiecie, czym są stolniki mnicha? Albo że pierogi ruskie to potrawa wywodząca się od nazwy województwa ruskiego, istniejącego do XVIII wieku, a które obejmowało między innymi ziemie Bieszczadów? Dlaczego chcąc spróbować regionalnej, bieszczadzkiej kuchni, trzeba wybierać potrawy z ziemniaków? Jednym ze sposobów na oswajanie regionu jest smakowanie lokalnej kuchni – dzięki temu można wiele nauczyć się o tym, jak żyli ludzie, udać się w swoistą podróż do przeszłości. Dziś chcę Was zaprosić do tego, by oswoić Bieszczady właśnie od kuchni. I chodzi tu nie tylko o potrawy lokalne, ale też o sposób ich podawania i wszystko, co się z nim wiąże. A czy jest lepszy moment na takie wyprawy niż wakacje?

Terka. Obecnie nieduża wieś leżąca dokładnie w połowie drogi między Cisną a Polańczykiem. Pola, lasy, pagórki; mnóstwo zieleni, ziół, łąk wypełnionych brzęczeniem owadów, zapachem mięty i nostrzyka. Natura, dzikość, brak dostępu do Internetu – dla mnie to nieodzowny element wakacyjnego wypoczynku. Dlatego też ciągle wracam w góry – żeby oderwać się od szybkiego tempa życia w mieście, żeby móc pobyć choć chwilę w „tu i teraz”, poczuć tę osobliwą i nadwyrężoną przez sposób wielkomiejskiego życia więź z naturą.

Dobry wypoczynek nie może obejść się bez kulinarnego obżarstwa, to jest chciałam napisać: szaleństwa. Choć obrzeża lasów pełne są jagód, czernic, mięty, dzikich jabłoni, to głodnemu turyście to raczej nie wystarczy. Kiedy już przejdzie się tropem wysiedlonych po II wojnie światowej bieszczadzkich wsi, oprócz odkrywania – bardzo często trudnej i krwawej – historii tych terenów, chciałoby się zasmakować kuchni opartej na recepturach pamiętających czasy naszych dziadków. Takie miejsce od niedawna jest w Terce: to „Gospoda pod Monastyrem” usytuowana u podnóża góry Monastyr, na której do XVII wieku stał prawosławny klasztor. Żeby do niej dotrzeć, na szczęście nie trzeba przedzierać się przez zarastające zbocza Monastyru. Gospoda stoi przy drodze przecinającej Terkę.

Widok na klimatyczny budynek nowej gospody w Terce.

Za ladą stoi młody chłopak, Karol. Stoi to za dużo powiedziane, raczej krząta się, bo to przyjmuje zamówienia, to podaje potrawy do stolików, to napełnia cukier w cukierniczkach, i tylko w przerwach ma chwilę czasu, żeby ze mną porozmawiać.

– Gospoda to od zawsze było marzenie mojego taty, i wreszcie w zeszłym roku udało się je nam zrealizować. Wszyscy w rodzinie wciągnęli się w pomoc tacie. Mama jest kucharką, ja i brat pomagamy w kuchni, tata nad wszystkim czuwa – opowiada Karol między wydaniem placków po bieszczadzku i nalewaniem piwa.

Przy okazji dopytuję, czy „placki po bieszczadzku” mają coś wspólnego z Bieszczadami.

– Coś wspólnego? Chyba tylko nazwę – dopowiada chłopak. – Tak się już utarło, że placki ziemniaczane z gulaszem tak się u nas nazywają. Ale potrawą typowo stąd są stolniki mnicha; kiedyś bardzo popularne, a teraz często nawet miejscowi nie wiedzą, co to za danie.

Stolniki mnicha oparte są na składnikach, których zawsze pełno było w wiejskim gospodarstwie: ziemniakach, serze, jajkach. Oprócz tego podstawę dla kuchni Bieszczad stanowi mleko i kapusta – mięso na wsi jadało się tylko od święta... Ale oczywiście w menu Gospody znajdziecie i schabowego, i inne mięsne wariacje. Oprócz tradycyjnych pierogów ruskich są też pierogi z mąki razowej z kapustą.

– Tak, kiedyś na wsiach i takiej mąki się używało do robienia pierogów – odpowiada Karol na moje pytanie, czy aby na pewno to nie jest tylko współczesna moda na pełne ziarno i czy to też jest potrawa regionalna.

W Gospodzie można zjeść proste, smaczne dania, które przyrządzane są według domowych receptur rodziny Pasławskich, a więc takich, które wielokrotnie były testowane na wszystkich członkach rodziny. Sądząc po tym, jak chłopaki uwijają się w gospodzie, można sądzić, że receptury rodzinne mają moc! Ja jestem za każdym razem zachwycona zupami, które serwują; trudno taki smak odtworzyć u siebie w domu, kiedy nie ma się do dyspozycji warzyw pochodzących z własnej, certyfikowanej, ekologicznej uprawy, kiedy nie ma się własnej śmietany, jaj itp. Pasławscy prowadzą certyfikowane gospodarstwo, więc na tyle, na ile mogą sobie pozwolić, używają swoich produktów w kuchni. Jakich przypraw dodają, tego Karol nie chce zdradzić; wspomina tyko o czosnku niedźwiedzim, którego jest pełno na tych terenach.

– Nasz cel to dać dobrze zjeść i to tak, aby ludzie poczuli się jak w domu. Dajemy duże porcje, bo wolimy, żeby nasi goście zostawili trochę na talerzach, niż żeby poczuli się nieugoszczeni.

Gospoda zapewnia także osłonięte miejsce na świeżym powietrzu.

Widać, że turystów odwiedzających Bieszczady taka filozofia przekonuje – parking przed Gospodą jest pełen i nieraz w godzinach szczytu trzeba czekać na wolny stolik.. Gospoda to biznes rodzinny – wszystkim, którzy ja tworzą, tak samo zależy na tym, żeby goście poczuli się u nich dobrze, jak w domu. Zawsze, kiedy opuszczałam Gospodę, zadawałam sobie pytanie: „Czemu taka kuchnia nie mogła powstać w Krakowie czy Rzeszowie? Tak smaczna, prosta, i jeszcze w tak przystępnych cenach?”. Zaraz też sobie odpowiadam: „Bo w kuchni wszystko ma znaczenie: składniki, z których się gotuje, ale też postawa ludzi, którzy tworzą takie miejsce; nie mówiąc już o czystej glebie i bieszczadzkim powietrzu”. Myślę, że ta postawa ludzi ma tutaj ogromne znaczenie; kiedy odwiedzam Gospodę, czuje się zawsze ugoszczona i dlatego też tak chętnie tam wracam. Obok potraw typowo lokalnych to jest kolejna cecha regionu: otwartość ludzi, ich gościnność i chęć podzielenia się tym, co dobre.

Skoro już mowa o dzieleniu się tym, co dobre, to na deser można zjeść ciacho z owocami, które piecze... Karol.

– W planach moich rodziców miałem być Karoliną, więc nie miałem wyjścia: musiałem nauczyć się piec ciasta – śmieje się Karol. – Podzieliliśmy się domowymi obowiązkami z bratem: Konrad gotuje razem z mamą, a ja zajmuję się pieczeniem.

Jak mu to pieczenie wychodzi, możecie przekonać się sami, odwiedzając jeszcze tego lata „Gospodę pod Monastyrem” w Terce. A kiedy siądziecie wieczorem przy regionalnym piwie, możecie podpytać Karola o historię regionu – wie o niej naprawdę sporo. A że o wysiedleniach bieszczadzkich wsi, czyli o „akcji Wisła” w szkołach nie uczą, warto przyjść i posłuchać: posmakować nie tylko lokalnych potraw, ale też zanurzyć się w historii regionu i dać się ugościć. Do zobaczenia w „Gospodzie pod Monastyrem”!

Monika Proszak



Dawna drewniana zagroda w okolicach Terki zwana chyżą.

Pochmurna panorama Terki.

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
Jaro> Zgadzam się z Panią Moniką w stu dziesięciu procentach co do Gospody i serwowanego tam jedzenia oraz co do uroków Terki i okolic. Polecam też lane Leżajskie piwo w sklepiku przy Rondzie Danuta oraz wybornego pstrąga z grilla w Smażalni Córka... (przy wjeździe do wsi od strony Bukowca) :-)
 



Inne miasta Polski już opracowały spójną wizję przestrzeni śródmieścia. Teraz są naciski, aby Rzeszów też to zrobił.
Czy Rzeszów może walczyć tylko o pozycję w II lidze? Firma doradcza PwC analizuje potencjał polskich miast.
Pochodzenie niechcianych barokowych rzeźb z ogrodzenia pałacu Lubomirskich jest bardziej intrygujące niż sądzono.
To zakrawa na skandal podobny do tego z udziałem Maneta Tyle, że problem nie jest z obrazem, tylko z jedzeniem.
Święto Niepodległości obchodzono do tej pory sztampowo. Tymczasem I LO zorganizowało w tym roku niespodziankę.
Przeprowadzono prosty eksperyment i podsumowano stopień atrakcyjności jazdy i kontakty między ludźmi.
Konkretyzuje się plan lokalizacji baz wojsk amerykańskich w Polsce. Obronę przewidziano z daleka od Rzeszowa.
Odważna architektura olbrzymich fal tsunami w Rzeszowie? Inni mogą mieć inne, ale równie egzotyczne skojarzenia.
Zmiany w Polsce są przesądzone. Ważne jest jednak, kto będzie o nich decydować. Prześwietlmy to grono polityków.
Islam staje się częścią naszego świata. Fundamentalizm jest czymś więcej, niż tylko wprowadzaniem szariatu.