2014.03.24
Rosja wykorzystuje niepowtarzalną szansę
Wydarzenia na Krymie i wokół Ukrainy wywołują naturalne zainteresowanie również środowisk lokalnych w Rzeszowie. Prezentujemy opinię o przemyślanej polityce Rosji i o jej zabezpieczeniach finansowych w konflikcie z Zachodem.
Panie Bartłomieju. W tekście „Na Rosję użyją banków, a nie tanków” wyraził pan nadzieję, że uzależnienie dochodów Rosji w około 50 % od sprzedaży ropy naftowej daje możliwość ekonomicznej presji świata zachodniego na Putina i zmuszenie go do przestrzegania prawa międzynarodowego. Powołał się pan przy tym na przykład Ronalda Regana, który kilka dekad wcześniej obniżył cenę ropy naftowej na rynkach światowych, a tym samym dochody Moskwy i zmusił Związek Radziecki do zmiany polityki.
W olbrzymim stopniu zgadzam się z pańskimi argumentami. Jednocześnie chce zwrócić panu uwagę, że możliwość wpływu na politykę Rosji przez obniżkę cen ropy nie jest tak prosta jak pan to przewiduje. Zawirowania międzynarodowe raczej powodują zwyżkę cen towarów wrażliwych. Od wybuchu konfliktu na Ukrainie cena ropy co prawda nie rośnie. Widać nawet jej pewne osłabienie.
W kulminacyjnym dniu starć w Kijowie, 22 lutego, gdy inwestorzy mogli przewidywać skomplikowanie się sytuacji gospodarczej wokół Rosji, cena ropy skoczyła ze 108 do około 110 dolarów za baryłkę. Natomiast w chwili wkroczenia wojsk rosyjskich na Krym, 2 marca, podniosła się jeszcze do około 112 dolarów. Od tego dnia cena ropy systematycznie maleje i pod koniec ubiegłego tygodnia wynosiła 105 dolarów. Jest to spadek o ponad 6 procent. Można przypuszczać, że w jakimś stopniu jest to wynikiem działań gospodarczych Stanów Zjednoczonych, o których pan pisał.
Uważam jednak, że nawet duży spadek cen ropy do 90 lub 80 dolarów za baryłkę nie zrobi na Rosji najmniejszego wrażenia. Rosja rozpoczęła konflikt z Zachodem w doskonałym dla siebie momencie. Cena ropy naftowej już od 3 lat (od 2011r.) utrzymuje się na rekordowo wysokim poziomie 100-120 dolarów za baryłkę. Nie tylko zapewnia to Rosji stałe i bardzo duże dochody w handlu zagranicznym, pozwalając jej na bieżąco gromadzić rezerwy finansowe i być w dużej mierze odporną na zewnętrzną presję. Obecna cena ropy daje także Rosji wystarczający margines bezpieczeństwa, aby nawet przy pewnym spadku jej ceny wciąż ekonomicznie czuć się niezagrożona.
Dynamika wzrostu cen ropy ma dłuższą historię niż ostatnie rekordowe 3 lata. Tworzenie się finansowych podstaw ekspansywnej władzy Putina w Moskwie sięga 2001 roku. Od tego to czasu przez kilka lat cena ropy nieprzerwanie rosła rozpoczynając od bardzo skromnego poziomu 21 dolarów za baryłkę. Do roku 2008 wzrosła prawie 7-krotnie osiągając maksimum na poziomie 140 dolarów. To ten okres zapewnił Rosji osiągnięcie olbrzymich zysków w handlu zagranicznym i pozwolił Moskwie zgromadzić rezerwy walutowe na poziomie prawie 450 mld dolarów. Stawia to Rosję w gronie dobrze zabezpieczonych finansowo państw świata. Dla porównania Polska ma zgromadzone rezerwy (oceniane jako względnie spore) w wysokości 106 mld dolarów, Niemcy 250 mld dolarów, a Ukraina tylko 17 mld dolarów.
Jeżeli Zachód i Stany Zjednoczone chcą zrobić na Rosji wrażenie ceną ropy, to musiałaby ona spaść co najmniej do poziomu z przed roku 2008, czyli do 50-60 dolarów za baryłkę. Była to cena, przy której Rosja o wiele mniej zarabiała na handlu zagranicznym, a jej gospodarka była bardziej wrażliwa na ogólny klimat ekonomiczny i polityczny wokół niej. Tylko powrót do takiej ceny po pewnym czasie zagroziłby podstawom ekonomicznym Rosji, zmusił do drastycznego ograniczenia importu, spowodował reperkusje społeczne i zachwiał władzą na Kremlu.
Dlatego zgadzając się co do zasady z pańską argumentacją, trzeba przyjąć, że jeśli Zachód chce powstrzymać Putina w najprawdopodobniej dopiero rozpoczętym jego marszu podboju, to skala działań ekonomicznych USA i Europy musi być znacznie większa i wymagać o wiele więcej czasu.
Rozczarują się wszyscy ci, którzy spodziewają się szybkich rozstrzygnięć w sprawie Ukrainy. Osobiście przewiduję raczej kilkuletnie (wieloletnie) zmagania w tej sprawie. Zmagania będą wokół Krymu, wokół statusu wschodniej Ukrainy, wokół dostawy gazu na Ukrainę, wokół prowokowania problemów społeczno-ekonomicznych na Ukrainie, wokół relacji Rosji z Zachodem, a przede wszystkim także wokół apetytów Rosji na kolejne kraje dawnego imperium. Im dłużej to będzie trwało, tym prawdopodobnie więcej pól sporów i konfliktów przy wydatnym udziale Rosji będzie się pojawiało. Dlatego przy takiej długotrwałości przewidywanego konfliktu trzeba się raczej nastawić na cierpliwość i nadzieję, że zachodnie, w tym polskie elity, będą traktowały problem ze śmiertelną powagą.
Coraz więcej zachodnich polityków potwierdza w swoich wypowiedziach, że tak jest. Francja zapowiedziała to, co jeszcze kilka tygodni temu było nie do pomyślenia, że wstrzyma dostawę dwóch budowanych dla Rosji lotniskowców klasy Mistral. Podobnie Niemcy zablokowały dostarczenie przez firmę Rheinmetall AG kompleksowego centrum szkolenia bojowego dla rosyjskiej armii. Tu najprawdopodobniej nie chodzi już o sankcje. Polityka Rosji została odebrana na Zachodzie nie jako jednorazowy wyskok Putina, ale jako przemyślana strategia odbudowy imperium. Być może Rosja ma na to jedyną i niepowtarzalna szansę jeśli weźmie się pod uwagę zgromadzone przez nią środki finansowe oraz militarne i jednoczesne nieprzygotowanie Zachodu. Zachód powinien więc reagować na wszystkich polach.
Dlatego, żeby zorientować się w sytuacji oprócz cen ropy, jak radził pan Bartłomiej, trzeba też obserwować konkretne czyny polityków Stanów Zjednoczonych i UE.
Stanisław Michalski