2012.03.19
Na Uniwersytecie krytycznie o władzach miasta
W dniu 15 marca na Uniwersytecie Rzeszowskim odbył się panel naukowy poświęcony sposobom na budowanie wizerunku miasta. Jednym z zaproszonych prelegentów był prof. Lewis Jillings z Pennsylwania State Uniwersity. W dyskusjach niezmiernie ważny był temat Rzeszowa. Naukowcy okazali się bardzo krytyczni względem dokonań naszych włodarzy.
Budowanie wizerunku miasta to coś więcej niż tylko rozdmuchany marketing. To budowanie długotrwałych wrażeń dotyczących danego miejsca, opartych na rzeczywistym jego doświadczeniu, a nie tylko na jego reklamie. Im lepszy prawdziwy wizerunek, tym miasto staje się bardziej atrakcyjne. Daje to przede wszystkim większe szanse na przyciągniecie aktywnych jednostek i jego rozwój ekonomiczny. Poniżej przedstawiamy najważniejsze myśli wyłapane z całego dnia spotkań i dyskusji o tym problemie.
Dla kogo wizerunek?
Prof. Stanisław Czaja (Głogów) zwrócił uwagę, że budowanie wizerunku miasta nigdy nie powinno być jednowymiarowe. Istnieje co najmniej kilka dużych grup społecznych odpowiedzialnych za rozwój miasta i do każdej z nich trzeba umieć trafić z właściwą ofertą.
Na inne cechy miasta będą zwracali uwagę obecni jego mieszkańcy, a trochę inne rzeczy będą interesowały mieszkańców okolicznych miejscowości, których miasto chce przekonać do zamieszkania w nim. Podobnie co innego zainteresuje czasowych gości - turystów, a co innego będzie ważne dla potencjalnych inwestorów.
Tymczasem miasta często poszukują uniwersalnej marki promocyjnej zdolnej przekonać wszystkich. Poprzestanie na lansowaniu tylko takiego jednowymiarowego wizerunku jest poważnym błędem, utrudniającym rozwój - uważa prof. Czaja. I rzeczywiście, o ile bowiem sloganowa marka może sprawdzać się w przypadku dużych metropolii mających już swój status, to w przypadku mniejszych miast, taki wymyślony marketingowy „wytrych” z góry odczytywany jest jako przesadzona reklama i przestaje spełniać swoją rolę.
W tym kontekście na panelu nie można było uciec od odniesienia się do sposobu promocji Rzeszowa jako „Stolicy Innowacji”. Prof. Czaja dyplomatycznie mówił o kłopotach z tym wizerunkiem. Natomiast dyskutanci w kuluarach mogli już sobie pozwolić na znacznie bardziej bezpośrednie uwagi.
Niezrozumienie designu miejskiego
Ważnym elementem budowy wizerunku miasta jest tworzenie charakterystycznego designu miejskiego. Chodzi tu głównie o małą architekturę w śródmieściu, o tablice informacyjne na budynkach, o wyposażenie miejsc i budynków publicznych, czy wreszcie o reklamy.
Poprzez relatywnie niewielkie nakłady, dobry design może zadecydować o sposobie postrzegania całego miasta. Podobnie - bałagan w tej sferze bardzo szybko przenosi się na niekorzystną jego ocenę. Najlepszym miejscowym przykładem, na który zwrócił uwagę dr Mariusz Palak (URz) jest budynek Millenium Hall, który mimo dobrej architektury, wiele stracił przez chaotycznie zawieszone reklamy.
Reklamy na Millenium Hall
Kłopoty z tworzeniem dobrego designu omówiła dr Paulina Rojek-Adamek (Tychy) na przykładzie miast Górnego Śląska. Mimo, iż podnoszenie wartości estetycznej miast przez nowoczesny design zostało wpisane do strategii rozwoju województwa Śląskiego już w 2002 roku, to cały czas można zauważać jeszcze niedostateczne zrozumienie wagi tego problemu. Według obserwacji dr Rojek winę za to ponoszą zarówno samorządowcy jak i prywatni przedsiębiorcy. Każda z tych grup ma inne, ważniejsze wg nich priorytety rozwoju, natomiast dobry design często jeszcze jest traktowany jako niepotrzebna fanaberia.
To tylko pokazało się, że niewłaściwe tworzenie elementów przestrzeni miejskiej, zwłaszcza reklam, jest bolączką nie tylko Rzeszowa. Dr Rojek nie znalazła jednak recepty jak szybko to zmienić. Trzeba przede wszystkim kształtować świadomość elit: samorządowców i inwestorów - zauważyła, to oni w pierwszej kolejności odpowiadają za tą sferę.
Znaczenie historii i symbolu
Symbole wynikające z historii miast zawsze stanowiły ważne elementy tożsamości każdego z nich. Wiele światowych doświadczeń na temat historycznych i kulturowych źródeł w kształtowaniu współczesnego miasta przytoczył prof. Lewis Jillings. Jednak najbardziej interesująca była analiza współczesnej symboliki Rzeszowa przeprowadzona przez dr Mariusza Palaka (URz).
Chaotyczne decyzje i niski poziom artystyczny symboli. Tak można podsumować rzeszowskie doświadczenia ostatnich lat w ocenie dr Palaka. Jednym z przykładów jest proces powstawania pomnika poświeconemu legendarnemu trenerowi Kazimierzowi Górskiemu. Został on postawiony w bardzo eksponowanym miejscu, w pobliżu rzeszowskiego ratusza. Główny element pomnika został wykonany przez jednego z uczniów liceum plastycznego, ale nie jest on zbyt udany bo kompozycja sugeruje bardziej piłkę ręczna niż piłkę nożną. Autorstwo pozostałej część pomnika dr Palak przypisał jednemu z miejskich urzędników. Całość sprawia wrażenie spontanicznej ale mało przemyślanej inicjatywy, nie mającej przede wszystkim logicznego uzasadnienia w symbolice miasta.
Pomnik Kazimierza Górskiego. W tle widoczny budynek ratusza
Podobne nieprofesjonalne wrażenie sprawia pomnika wielkiego Polaka Jana Pawła II. Pomnik bardziej przypomina małe popiersie patrona w szkolnym korytarzu, niż monument poświęcony ważnej postaci. Autorem kompozycji był jeden z radnych miejskich. Dyskutanci panelu zwróciła później uwagę na inne przykłady nie do końca trafnych połączeń: na placu czczącym Ofiary Getta stoi pomnik żołnierzy Armii Czerwonej, a na placu upamiętniającym żołnierzy Cichociemnych ulokowano obeliski z nazwiskami rzeszowian, którzy zginęli w Oświęcimiu.
Na tle tych świadectw kultury i historii w Rzeszowie, najbardziej konsekwentnie wyróżnia się Pomnik Walk Rewolucyjnych. Może właśnie dlatego wciąż jest najbardziej znanym symbolem miasta. To jednak może świadczyć, że Rzeszów zatrzymał się w sferze tworzenia swoich czytelnych symboli jeszcze w dalekiej, minionej epoce.
Co z tego?
Powyższe uwagi to jedynie próba syntetycznego i z konieczności skrótowego rzucenia okiem na całodzienny panel naukowy. Wydarzenie to powinno być uznane jako ważne, ponieważ pozwoliło ocenić zmiany zachodzące w naszym mieście bez spłycającego, politycznego, albo personalnego kontekstu. Dobrze byłoby gdyby podejmowane treści mogły trafić przede wszystkim do władz miasta, jako merytoryczna podstawa weryfikacji działań.
Czy tak będzie? Nie wiem, bo nie zauważyłem wśród słuchaczy panelu żadnego decyzyjnego reprezentanta urzędu miasta. Wśród prawie dwustu uczestników byli głównie studenci i pracownicy naukowi. Ale to też dobrze. To tacy właśnie ludzie powinni w najbliższym czasie przejawiać inicjatywę w ocenie działań władz i w odpowiednim wyborze kierunków rozwoju na przyszłość.
Całe szczęście całość głównych wystąpień panelu ma zostać wkrótce opublikowana drukiem. Może wtedy będzie z niej nie tylko intelektualny, ale także praktyczny, miejski użytek?
Piotr Łoziński