Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2014.02.17

Pokochać galicyjskość Rzeszowa

Publicyści „Polityki” bardzo się pomylili nie doceniając wartości miast galicyjskich. Również my nie powinniśmy odreagowywać narzucanych nam w ten sposób kompleksów. Przyjrzyjmy się, jak wiele rzeczy Rzeszów zawdzięcza „galicyjskości”.

Można powiedzieć, że ogólnopolska publikacja „Polityki” poświęcona Rzeszowowi zrobiła w naszym mieście furorę. Wiele treści w niej zawartych było bardzo trafnych, jednak jeden z jej fragmentów wprawił mnie w wielkie zdumienie. Autor z nieskrywanym lekceważeniem wypowiadał się w nim o nikłych walorach odrestaurowanej rzeszowskiej starówki oceniając, że rynek nasz „ujmuje co najwyżej tradycyjną galicyjską prowincjonalnością”.

Czy aby autor z centralnej części Polski na pewno wie o czym pisze, gdy z galicyjskiego charakteru miasta wyraźnie robi synonim prowincjonalnego zacofania? Pewnie nie, ale do pewnego stopnia można mu wybaczyć, bo również wielu mieszkańców Rzeszowa kojarzy „galicyjskość” głównie z zacofaniem. Proponuję zatem Czytelnikom najpierw krótką wycieczkę w przeszłość. Dla przypomnienia, jakie wartości wokół nas funkcjonują.

To prawda, że teren południowej Polski zapisał się w ostatnich dwóch stuleciach olbrzymim rozdrobnieniem gospodarstw rolnych, a skutkiem tego biedą mieszkańców wsi i wielka falą emigracji za ocean. Czy jednak z tego jednego zjawiska należy wyciągać tak ogólny wniosek o zacofaniu Galicji? Jeśli przyjrzymy się rozwojowi w tym czasie galicyjskich grodów, to zobaczymy obraz o zupełnie innej wymowie. W rzeczywistości te wykpiwane cechy galicyjskich miast w porównaniu z cechami np. miast centralnej Polski powinny być raczej oznaką miejskiego rozwoju, a nie zacofania.

Otóż w latach rozbiorów, miasta Galicji i ich życie miejskie było znacznie silniejsze, niż na sąsiadujących ziemiach Królestwa Kongresowego. W czasie tym, sytuacja polskich miast zaboru rosyjskiego była nie do pozazdroszczenia. Nie dość, że po I Rzeczpospolitej nie odziedziczyły one silnego mieszczaństwa, to jeszcze ich rozwój pod panowaniem rosyjskim układał się gorzej niż kiepsko. A już największą klęską miast kongresówki były represje, jakie władze rosyjskie zastosowały po upadku powstania styczniowego we wszystkich dziedzinach życia.

To prawda, że największe miasta zaboru: Warszawa, Łódź i do pewnego stopnia Białystok imponująco rozwijały się ludnościowo, ale wynikało to przede wszystkim z tego, że tylko w tych miastach koncentrował się jakikolwiek przemysł tej części Polski. Jednak rozwój tych miast nie odbywał się równomiernie na wszystkich polach. Ani poziomem zagospodarowania, ani kulturą, ani poziomem schludności i tradycją życia miejskiego nie mogły one stworzyć prawdziwego wizerunku miasta europejskiego. Co oczywiste, w większości pozostałe miejscowości tej części Polski były zaledwie cieniem zjawiska, które moglibyśmy uczciwie nazwać miastem. Szczególnie na ziemi lubelskiej i świętokrzyskiej panowała smutna stagnacja. Między innymi dlatego właśnie w zaborze rosyjskim główną ostoja polskiej kultury długo pozostawały nie miasta, ale dwory szlacheckie.

Zupełnie inaczej było w Galicji. Początkowo miasta były tu równie słabe, jak na innych ziemiach Polski. Jednak Austriacy postępowali w swoim zaborze zupełnie inaczej niż Rosjanie. Przede wszystkim nie ograniczyli swobód kulturalnych i nie zabronili używania rodzimego języka. Z biegiem czasu wprowadzili nawet samorząd narodowy w regionie. To dość szybko doprowadziło zarówno do rozwoju ekonomicznego, jak i kulturowego. Żadne z miast Galicji nie osiągnęło w tym czasie co prawda imponującej wielkości Warszawy (500 tys. mieszk.) i Łodzi (200 tys. mieszk.), ale rozwijały się one w sposób o wiele bardziej zrównoważony. Poziom kultury, zagospodarowania i zwykłego zadbania był tu nieporównywalnie większy. Kwitło życie intelektualne, rozwijały się organizacje społeczne, podtrzymywano kontakty z Wiedniem, Pragą i Budapesztem.

To właśnie spowodowało, że na miasta Galicji w dużym stopniu zaczęły oddziaływać wzorce cywilizacyjne państw Zachodu. Nie wszystkie wpływy zapewne były równie pożyteczne, jednak w miarę swobodny przepływ myśli powodował, że galicyjskie miasta stawały się coraz prężniejsze, a obraz budownictwa coraz bardziej zbliżał je do wizerunku innych miast pod rządami Habsburgów.

Przez całą Galicję od Tarnopola i Lwowa przez Przemyśl i Tarnów do Krakowa miasta rozwijały się w specyficznym środkowo-europejskim stylu. Bardziej przypominały przez to klimatem dobrze rozwinięte, choć wcale nie wielkie miasta Czech, Słowacji i Węgier, niż w większości ruderowate, brudne, kulturalnie represjonowane i gospodarczo zacofane miasta Kongresówki.

Na tym tle sytuacja Rzeszowa wyglądała również całkiem obiecująco. Co prawda miasto dopiero aspirowało do rangi dużego ośrodka. Rzeszów nie mógł się jeszcze porównywać z bardzo dużym, jak na owe czasy Przemyślem, ale dorównywał już starodawnemu Jarosławowi. Należał do 12-tu miast Galicji, które przekroczyły magiczną wtedy liczbę 10 tys. mieszkańców. Nowe kamienice na dzisiejszych ul. 3 Maja, Kościuszki i przy rynku wyraźnie wskazywały na wielkomiejskie aspiracje Rzeszowa. Elita kulturalna Rzeszowa nie miała jeszcze tego poziomu co w wymienionych konkurencyjnych miastach, ale to właśnie one stanowiły charakter Galicji. Nie mówiąc już o naprawdę metropolitalnym Lwowie i również sporym Krakowie.

To teraz wróćmy do naszej współczesności. Czy biorąc pod uwagę te cechy „galicyjskości” naprawdę tak powinniśmy się jej wstydzić? Chyba zbyt często bezkrytycznie popadamy w narzucone nam kompleksy. Narzucone bez zrozumienia, bo patrząc z perspektywy Warszawy, Poznania lub Gdańska bardzo łatwo popełnić błąd, gdy jedynie w wielkości miasta i bezkrytycznej nowoczesności widzi się sens wartości miejskich Rzeszowa. A przecież niezależnie od nowoczesnego rozwoju miasta powinno się ROZUMIEĆ i PIELĘGNOWAĆ swoje tradycje miejskie.

Jednak odreagowanie takich kompleksów najmniej pożądane skutki wywołuje wtedy, gdy dotyczy rządzących miastem lub inwestorów. Bez trudu możemy wskazać w Rzeszowie różne inwestycje, które nie wykazały się zrozumieniem historycznego otoczenia. Ale twórcy tych inwestycji zapewne nadal są zadowoleni. Ich myślenie wydaje się konsekwentne. Można je zobrazować takimi słowami: „Patrzcie to nasze, nowoczesne i jest jeszcze lepsze niż u was.”

Takie bywa niestety antidotum na kompleks „galicyjskości” lub kompleks „Polski B”. Ten wyścig w pragnieniu dogonienia innych dużych miast Polski prowadzi jednak donikąd, bo porusza tylko mentalne pragnienia nowoczesności, a tak naprawdę niszczy wartość miasta.

Grzechów tych bardzo starych i tych całkiem niedawnych jest bez liku. Wysokie wieżowce na Słowackiego zamiast niskich nastrojowych kamienic. Intensywny ruch i parkujące w centrum samochody, zamiast dobrych warunków dla ruchu pieszych. Przypadkowo zakomponowana fontanna multimedialna, zamiast kompleksowego zagospodarowania całej położonej w tym miejscu niecki po dawnych stawach przyzamkowych równie nowoczesnym założeniem wodnym. Okrągła kładka urastająca do rangi symbolu miasta, zamiast ochrony widoków wartościowej architektury urzędu wojewódzkiego. Wreszcie planowane polerowane płyty posadzki ul. 3 Maja, zamiast kocich łbów płyty rynku.

A wystarczy najpierw ZROZUMIEĆ, a potem ZAKOCHAĆ się właśnie w tej historycznej prowincjonalności Galicji. Wtedy rządzący i inwestorzy będą tworzyli miasto nowoczesne, ale jednocześnie z charakterem. Tak postępuje się w każdym kraju, gdzie tradycja jest ROZUMIANA. Wystarczy pojechać do średniej wielkości miast Słowacji, Czech, Austrii i Niemiec. Całe szczęście w Rzeszowie też można znaleźć inwestycje tworzone w tym duchu.

Można też dla porównania zapoznać się z inną tradycją budowania miasta i pojechać do Kaliningradu albo Charkowa. Ale to już inny krąg cywilizacyjny, gdzie dobre NOWE ma w całości zastąpić złe STARE.

Szahin

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
Darek> Kiedyś Przemyśl i Tarnów były wielkości Lublina. Świat się zmienił a jednak nadal Lyblin jest dwa razy większy od Rzeszowa :(
gość> Zgadzam się z diagnozą autora. Wiele rzeczy w mieście się realizuje ale przy zupełnym braku wiedzy.
pisul> Blisko polowe swojego zycia mieszkalem w najwiekszych miastach Polski. Rzeszowianie roznia sie od reszty i to bardzo. Chodzi mi o podejscie do zycia. Przecietny Warszawiak to cwaniak i oszust. U nas wystarczy uscisk dloni i umowa slowna. W stolicy nawet umowa na pismie to malo :) oni w krwi maja szwindel i pogon za kasa jak szczury. Krakow to centusie. Nigdy nie bedzie takiego rozwoju inwestycji co we wrocku czy warszawie. Teraz chca z pieniedzy z budzetu zeby cala Polska zrzucila im sie na drogi bo zachcialo im sie olimpiady. W planach maja metro ale zeby bylo taniej polowa na powierzchni :) Im blizej granicy z bylym zwiazkiem radzieckim tym moze biedniej ale uczciwiej i na luzie bez pospiechu. Wroclaw piekny ale tyle co mowy niemieckiej to szok. Jesli cos buduja to inwestorem her Renate.
Slavo> Czy te dane z mapy mają jakieś podstawy czy to tylko przybliżona hipoteza?
Grafic> @ pisul. Czyli jednym słowem jako społeczeństwo Rzeszowa jesteśmy biedni uczciwi i zakompleksieni?
jasiop> pisul - dzięki, na prawdę dzięki za te Twoje barwne i jakże żartobliwe wpisy, bez nich życie było by takie smutne ... ;-)
izbowa> To Krosno i Jasło były wtedy nawet mniejsze od Sanoka i Gorlic? A może to pomyłka?
Jan> W sumie autor dokonał bardzo trafnych spostrzeżeń. Ale jest to sytuacja, którą trudno będzie szybko zmienić. Większość społeczeństwa Rzeszowa nie ma tradycji życia w mieście, tzn w mieście historycznym. Większość jako przybysze z całego regionu poznawała tylko miasto socjalistyczne... nowe miasto. Jak zatem mieli zrozumieć jaki jest prawdziwy klimat miasta galicyjskiego? Nawet w Przemyślu, Jarosławiu, może trochę mniej w Tarnowie, tamtejszym decydentom też trafiało sie podejmować decyzje degradujace przestrzeń miasta. A co dopiero w Rzeszowie, gdzie nikt o tym nie miał i wielu nadal nie ma pojęcia. Proces edukowania się społeczeństwa, inwestorów i tych którzy zasiadają w ratuszu to sprawa niestety długotrwała. Można mieć tylko nadzieję, że do tego czasu uda się uniknąć poważniejszych wpadek, których nie dałoby sie odwrócić.
Szahin> Wyjaśniam niektóre wątpliwości zgłoszone przez Czytelników. Dane na mapie nie są hipotezą, zostały zaczerpnięte przeze mnie z 15-tomowego dzieła wydanego w latach 1880-1902 pt. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. Krosno i Jasło rzeczywiście były w tym czasie małymi miasteczkami. W 1879 Krosno liczyło 2.318 mieszkańców a kilka lat później zanotowano 2.593 mieszk. W Jaśle natomiast w czasie wydawania słownika naliczonoło 2.962 mieszkańców.
Tom> Panie Szahin odwaliłeś kawał dobrej roboty. Jeśli możesz idź za ciosem i pokarz rozwój demograficzny z 1921 r, 1931 (spisy powszechne), 1970 i 2113. To będzie bardzo dobry przegląd rozwoju ludnościowego miast , w tym i miast regionalnych stycznych do Podkarpacia. Wiem, że to zajmie trochę czasu, jednak warto by było to przeanalizować. Dziękuję za artykuł.
Andy> Takie były czasy. W latach 60. i 70. wszędzie w Polsce budowano takie modernistyczne klocki jak wieżowce na Słowackiego i budynek NOTu, ten na zdjęciu.
Archi ktoś> Można mieć doskonałe diagnozy, ale może ktoś podejmie się wyjaśnić, jak zlikwidować te "modernistyczne klocki" na Słowackiego i NOT??? Prawda jest taka że musimy przyzwyczaić się do ich obecności!
 
Czy atrakcyjna działka przy rynku znajdzie swoje przeznaczenie?
Szkoleniowcy Wojsk Specjalnych formują Podkarpacką Brygadę OT.
Teren przy ul. Granicznej pod ładne osiedle będzie sprzedany rolnikom.
Sytuacja wokół popularnej galerii staje się coraz bardziej zagadkowa.
Ten festiwal nieoczekiwanie obrasta nowymi inicjatywami.