Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2015.06.15

Czy w Polsce jest sens mówić dziś
o Galicji?

Używanie terminów „Galicja” lub „Małopolska” było kiedyś powodem poważnych sporów o znaczeniu ogólnonarodowym. Dzisiaj „galicyjskość” coraz bardziej staje się terminem szanowanym w polskiej świadomości. Ale czy słusznie? Używa się go w poważnie zmienionym znaczeniu, podczas gdy większą realną wartość ma on dziś nie dla Polaków, ale dla sąsiednich Ukraińców.

Chusta Galicyjska, mal. Włodko Kostyrko 2009 r.

Termin „Galicja” na dobre zadomowił się w słownictwie dotyczącym polskiej kultury. Dopóki używanie tego terminu jest sposobem na podkreślenie pewnej specyfiki kulturowej południowych ziem Polski, to nie powinno to dziwić. Jednak ostatnimi czasy z galicyjskości coraz częściej tworzy się rodzaj mitu, który próbuje odmalować nam czasy zaboru austriackiego jako okres niemalże idyllicznego szczęścia regionu godny sentymentalnych wspomnień, a może nawet będący powodem do podkreślenia już nie tylko specyfiki, ale wręcz odrębności kulturowej tych ziem. Mit ten wyraża się nie tylko w poważnych aktach twórczych, ale także w drobnych zjawiskach kultury masowej przejawiających się w zainteresowaniu formami, potrawami, czy choćby ozdobami kojarzonymi z okresem panowania Habsburgów. Te niewinne zjawiska łącznie tworzą klimat popularyzacji i aprobaty dla galicyjskości. Zastanawiam się, jakie mogą być szersze następstwa kulturowe tego trendu.

Co ciekawe, zjawisko to występuje zarówno po polskiej, jak i po ukraińskiej stronie granicy. Kto ma rzeczywiste powody do takiego idealizowania w postrzeganiu spuścizny okresu XIX wieku i czy my nie powinniśmy podejść do tego tematu z większą dozą świadomości? Czy coś takiego jak Galicja w ogóle dziś istnieje? A jeśli istnieje, to czy na pewno wiemy, w jakim znaczeniu my używamy tej nazwy?

Austriackie i polskie interpretacje

Termin „Galicja” wymyślili Austriacy w XVIII wieku chcący koniecznie zilustrować swoje prawa do ziem zabranych Polsce w czasie rozbiorów. Pełna nazwa ziem zaboru austriackiego miała więc brzmieć Kraj koronny Galicji i Lodomerii, co w ścisłym znaczeniu powinniśmy tłumaczyć i wymawiać nie inaczej, tylko jako księstwo halickie i włodzimierskie. Halicz i Włodzimierz były to dwa miasta leżące na dzisiejszej zachodniej Ukrainie, a będące w średniowieczu stolicami niewielkich księstw rozdrobnionej wtedy Rusi Kijowskiej. Powołując się na rzekome prawa korony węgierskiej do tych stolic Austriacy jeszcze kilkadziesiąt lat przez pierwszym rozbiorem Polski włączyli ich nazwy w zgermanizowanej formie do tytulatury przysługującej cesarzom z dynastii Habsburgów. Jednak potem jeszcze bardziej nadinterpretując te tytuły, rozciągnęli uzurpację prawną swojego panowania znacznie szerzej, na całe południowe tereny Polski piastowskiej, aż po Sandomierz i Kraków. Te piastowskie ziemie zaczęli nazywać Galicją Zachodnią w odróżnieniu od „ruskiej” Galicji Wschodniej.

Polacy bardzo niechętnie przyjmowali austriacką terminologię geograficzna. Widoczne było, że w wyniku jej stosowania miały zniknąć najważniejsze polskie identyfikacje terytorialne. W pierwszej kolejności chciano wymazać ze sfery publicznej termin Małopolska, gdyż w zbyt oczywisty sposób przypominał on o polskiej państwowości. Również Kraków, jako stolica polskich królów pod panowaniem austriackim sukcesywnie tracił na znaczeniu na korzyść Lwowa. Niestety, każde nowe polskie pokolenie w okresie zaborów coraz bardziej akceptowało oficjalne nazewnictwo austriackie w swojej świadomości.

Z terminem „Galicja” postanowiono zerwać dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Wtedy to powrócono do oficjalnego używania nazwy Małopolska. Niejako w odreagowaniu na germanizowanie polskich identyfikacji terytorialnych, rozciągnięto geograficzne rozumienie Małopolski znacznie na wschód. Dla określenia Galicji Wschodniej pojawił się termin Małopolska Wschodnia obejmujący tereny polsko-ruskie odrodzonego państwa – nie tylko ziemię rzeszowską, przemyską i sanocką, ale także lwowską, halicką, tarnopolską i Pokucie.

Galicja Wschodnia i Zachodnia, oraz Małopolska Wschodnia i Zachodnia. Rys. Wikimedia Commons.

Co prawda dla takiej interpretacji istniały przesłanki prawne jeszcze z okresu przedrozbiorowego. Za ostatniego z Jagiellonów, w chwili zawarcia Unii Lubelskiej, Wielkie Księstwo Litewskie przekazało do Korony południowe ziemie ruskie, a Korona formalnie włączyła je do prowincji małopolskiej. Było tego sporo, bo aż po Dniepr i po Dzikie Pola. Mimo tego formalnego aktu, tak szerokie określenie Małopolski w okresie I Rzeczypospolitej nigdy szerzej się nie przyjęło. Termin Małopolska Wschodnia zrobił więc karierę dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym XX wieku.

Wbrew pozorom w tych sporach nad nazwami nie samo ich brzmienie było najważniejsze, ale to, jakie wartości oraz treści identyfikacyjne i kulturowe one za sobą niosły.

Ukraińska legenda założycielska

Jak łatwo się domyśleć, zaproponowane powyższe polskie nazewnictwo było i nadal jest, nie do zaakceptowania dla ukraińskiego ruchu narodowego. Jego aktywiści, czasami wbrew elementarnej logice, starają się wyplenić wszystko co polskie z terenów na wschód od linii Sanu. W okresie zaborów, gdy rozbudzała się świadomość Ukraińców, powstały zręby współczesnej identyfikacji kulturowej tego narodu. Termin „Galicja” nie tylko nie stanowił dla tej identyfikacji problemu, ale pozwalał na odnalezienie pewnej tożsamości terytorialnej. Wobec braku tradycji własnego państwa dla Rusinów z zaboru austriackiego Galicja stanowiła zatem namiastkę terytorialną ojczyzny.

Tylko pozornie wydaje się to sprzeczne z kontekstem obcego panowania austriackiego na tych terenach. Habsburgowie z premedytacją w wielu możliwych formach wspierali aktywność środowisk ukraińskich, aby przeciwstawić ją polskiej dominacji w ekonomii i kulturze regionu. Dzięki temu okres galicyjski pozwolił na wytworzenie się silnej świadomości elit ukraińskich w wyraźnej opozycji do polskości. Wsparcie austriackie zaowocowało nawet tym, że wśród ludności ukraińskiej pojawił się już wtedy program terroryzmu skierowanego przeciw Polakom. To w jego wyniku został na przykład zamordowany w 1908 r. we Lwowie cesarski namiestnik Galicji Andrzej hrabia Potocki.

O ile dla Polaków więc czasy galicyjskie były następstwem dramatu rozbiorów, to dla Ukraińców rozpoczynały one okres politycznego i społecznego zaistnienia.

Gdy po rewolucji komunistycznej w ramach Związku Sowieckiego powstała wielka socjalistyczna republika Ukrainy, nowym władzom absolutnie nie w smak była tradycja galicyjskiej odrębności zachodnich Ukraińców. Stąd następne dziesięciolecia przebiegały pod znakiem próby rozpuszczenia świadomości ukraińskiej w tożsamości wielkoruskiej. Mitem założycielskim nowej Ukrainy miała być nie wspólna historia z narodami Europy zachodniej, ale zwycięstwo nad wrogimi Niemcami. Jeszcze dziś prezydent Rosji Władimir Putin przekonuje, że dla niego Rosjanie i Ukraińcy są tym samym narodem.

Obecnie mieszkańcy Ukrainy są już w innym stadium swojej świadomości, ale w związku z tym z chęcią wracają do spuścizny XIX-wiecznej Galicji, zwłaszcza na zachodzie kraju. Szczególnie ostatnie dziesięciolecia przebiegają pod znakiem renesansu galicyjskości za naszą wschodnią granicą.

Podkreślanie galicyjskości zachodnich ziem Ukrainy ma wielkie znaczenie kulturowe i państwowe. W pierwszej kolejności pozwala na odwołanie się Ukraińców do bycia częścią zachodnioeuropejskiej kultury. Nie tylko w okresie panowania Habsburgów, ale także w okresie średniowiecznym. Na piedestale stawia się jedynego króla Rusi Halickiej – Daniela I Halickiego koronowanego przez legata papieskiego.

Podkreślanie galicyjskości w drugiej kolejności pozwala na płynne przejęcie do ukraińskiej narodowej spuścizny większości kultury materialnej tych ziem. Pod szyldem galicyjskości Ukraińcy do dorobku swojej tożsamości przyjmują renesansowe, barokowe i klasycystyczne zabytki kraju, które w rzeczywistości należą do dorobku kultury polskiej. Własnością ukraińskiej tradycji kulturalnej stają się zabytki metropolitalnego Lwowa, a także zamki w Zbarażu, Kamieńcu i inne. Niestety, często dochodzi w podobnych wypadkach do tendencyjnego naginania interpretacji historii, aby obiekty te w możliwie maksymalny sposób wyrażały tożsamość ukraińską.

Wszystkie te zabiegi mają ten walor, że na nowo związują kulturę ukraińską ze światem zachodnim, jednak nie można przeoczyć faktu, że w dużym stopniu łączy się to także z obudzeniem resentymentów antypolskich. Która z tych cech galicyjskości okaże się bardziej trwałą w kulturze ukraińskiej, pokaże dopiero czas.

Polski fałszywy mit

Biorąc pod uwagę ten szczególny, narodowotwórczy sens ukraińskiej legendy regionu, trochę dziwnie i bez zrozumiałego celu wyglądają dziś zauważalne gdzieniegdzie próby podobnego renesansu spuścizny Galicji w Polsce. Nie o używanie nazwy przecież głównie chodzi, ale o możliwość potraktowania czasów Galicji jako szczególnie wartościowego okresu dla naszej tożsamości. Czy kulturze polskiej jest to do czegoś potrzebne? Trudno byłoby budować silną tożsamość kulturową Polski pomiędzy Wschodem i Zachodem w oparciu o identyfikację z rzeczywistością społeczną wytworzoną w ramach obcego państwa. Całe szczęście polskie przywoływanie galicyjskości jest (jak na razie?) o wiele, wiele słabsze niż na Ukrainie Zachodniej.

Każdy naród w swojej świadomości zbiorowej powinien pielęgnować najważniejsze treści swojej historii będące zarazem jego mitami założycielskimi. Wydaje mi się, że w przypadku Polski, okres Galicji na jeden z takich mitów słabo się nadaje.

Nie oznacza to, że nie należy doceniać twórczości polskich artystów z tamtego okresu, ani że nie należy pielęgnować XIX-wiecznych zabytków Przemyśla, Jarosławia i Rzeszowa. Ani że nie należy zauważyć specyficznego charakteru rozwoju miast południa Polski przypadającego na okres panowania Habsburgów. Wręcz przeciwnie, należy nawet ZROZUMIEC i ZAKOCHAĆ się w małopolskich (lub jeśli kto woli – galicyjskich) cechach naszego regionu i jego twórczości. Chodzi tylko o to, aby nie tworzyć z galicyjskości wartości samej w sobie, prowadzącej w konsekwencji do podkreślenia okresu jej trwania jako wyjątkowego w naszej historii. Takie pielęgnowanie galicyjskości stanie się tylko iluzoryczną i fałszywą idyllą. Przecież dla Polski za mitem Galicji w rzeczywistości kryje się upadek państwa, dominacja zaborcy na okupowanych ziemiach, półkolonialny wyzysk przez habsburskie imperium, oraz szukanie ratunku historii w panowaniu wyidealizowanego obcego władcy.

Szahin

  

„Polityka” tu się myli. Nie odreagowujmy narzuconych kompleksów.
Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
historiaroja> Dla Polski dawnej Galicji już nie ma. Na terenach CK będących dziś w Ukrainie prawie połowa mieszkańców to byli Polacy. Jeżeli nie zostali pomordowani to ich potomkowie żyją teraz na Śląsku. Ten świat już przepadł i nie przywrócą go ckliwe wspominki.
Sanger> @ historiaroja. Śmieszy mnie trochę ta maniera nadużywania skrótu CK we wszystkich możliwych sytuacjach gdy mówi się o czasach austriackich. Niektórzy sami ulegają modzie na galicyjskość ;)
Adam> Patrząc na dołączona mapę to widać że historyczna małopolska jakoby kończy się przed Rzeszowem a dalej zaczynają się już historyczne ziemie ruskie. A co w takim razie z ziemiami Lędzian i Przemyślem. Zostały one włączone na samym początku do polskiej państwowości przez Bolesława Chrobrego. Rusini nazywali Lędzian Lachami czyli ... Polakami. Więc jakie to ziemie ruskie?
Slavo> "...za mitem Galicji w rzeczywistości kryje się upadek państwa, dominacja zaborcy na okupowanych ziemiach, półkolonialny wyzysk przez habsburskie imperium, oraz szukanie ratunku historii w panowaniu wyidealizowanego obcego władcy." Wszystko się zgadza, dziś poza mniej brutalnym nazwaniem rzeczywistości politycznej mamy prawie dokładnie to samo.
papamobile> A ja szanuję tradycję czasów galicyjskich. Wtedy na terenie naszych ziem powstały nowoczesne ruchy polityczne, społeczeństwo przygotowało się do budowy niepodległego państwa. To trzeba docenić w historii Polski.
Powrót do copu> Galicyjska to może być dzisiaj co najwyżej kuchnia. Tradycja Galicji poza tym zbyt kojarzy się z biedą aby uchodziła za mit założycielski.
 
Czy atrakcyjna działka przy rynku znajdzie swoje przeznaczenie?
Szkoleniowcy Wojsk Specjalnych formują Podkarpacką Brygadę OT.
Teren przy ul. Granicznej pod ładne osiedle będzie sprzedany rolnikom.
Sytuacja wokół popularnej galerii staje się coraz bardziej zagadkowa.
Ten festiwal nieoczekiwanie obrasta nowymi inicjatywami.