Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2016.11.21

Te główne filary festiwalu „Źródła Pamięci…” trzeba pielęgnować

Początkowo Festiwal „Źródła Pamięci. Szajna Grotowski Kantor” mógł uchodzić za lokalne pasjonackie przedsięwzięcie miłośników teatru. Dziś wyrósł na jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych Rzeszowa o wymiarze międzynarodowym. Teraz tylko trzeba tego nie popsuć.

„LUSTRO” w reż. Leszka Mądzika. Widownia tuż przed rozpoczęciem spektaklu.

Pozwoliłam powoli dojrzewać swoim uczuciom po Festiwalu „Źródła Pamięci. Szajna, Grotowski, Kantor” sprzed dwóch tygodni i dopiero teraz napiszę, czym był dla mnie tegoroczny festiwal. Właśnie tak! Nie chcę opisywać po kolei, co się wydarzyło, ale jakie wrażenie zrobił na mnie w całości. Chcę już wybiegać myślami w przyszłość i zastanawiać się, jakie obrazy przyniesie następna edycja za rok. Dlatego z wielką przyjemnością zadedykuję te myśli dyrekcji Teatru Maska, dyrektor artystycznej festiwalu Anecie Adamskiej oraz wszystkim artystom i współpracownikom angażującym się w to wydarzenie.

Czy festiwal miał jakąś myśl przewodnią? Jeśli tak, to uwydatniła się ona w sposób całkowicie spontaniczny. Kolejne spektakle przebiegały pod znakiem szukania sensu współczesnego świata, sensu życia, sensu przemijania, wiary w coś lub w kogoś, zrozumienia doczesności i wieczności. To chyba naturalne, że artyści właśnie teraz zapragnęli o tym mówić. W momencie, gdy coraz częściej pytania tego typu w naszym świecie trafiają w próżnię… Czy jest jeszcze miejsce na trzecią drogę, na uwzględnienie w naszym świecie duchowości człowieka i wartości wyższych? Ja oczekuję od sztuki, że takich odpowiedzi właśnie będzie próbowała udzielić.

Treść sztuki narzuca współczesne życie, natomiast formuła jest od tego wolna. Sama nawet staje się inspiratorką życia. To właśnie zauważyłam w tegorocznym festiwalu. Nastąpiła u mnie konfrontacja ocen. Otóż niedawno ktoś powiedział mi, że w Rzeszowie nie mamy takiego naprawdę wyjątkowego i niepowtarzalnego festiwalu teatralnego. Kiedyś były takie próby. Choćby festiwal VizuART miał spore predyspozycje, aby stać się tym wyjątkiem ściągającym do Rzeszowa twórców z Polski i całego świata. Postawił bowiem na coś zupełnie nowego, chciał wyeksponować walory scenograficzne i kostiumograficzne sztuki teatralnej. Zaczął się obiecująco, jednak odszedł razem ze swoim pomysłodawcą. Ale czy rzeczywiście nie ma w Rzeszowie zjawisk festiwalowych na podobnie nowatorskim poziomie?

No to zastanówmy się, jaka wartość powstała w życiu kulturalnym miasta dzięki „Źródłom Pamięci…”. W ostatnich latach widać, że festiwal nieprzerwanie przyciąga do Rzeszowa osobowości teatru i takich twórców, których często trudno ubłagać organizatorom innym festiwali teatralnych w Polsce by do nich przybyli. Co ich przyciąga?

Rozmawiając tego roku z reżyserami i artystami zrozumiałam, że niezwykle doceniają oni rzecz ulotną – klimat festiwalu. Może dzięki temu, że nie jest on organizowany w formule konkursowej (nie ma tu nagród ani wyróżnień), zespoły nie dwoją się i nie troją, aby „wypaść jak najlepiej” i „zdobyć tradycyjny laur”. W to miejsce pojawia się otwarte i pełne poszukiwań zagłębienie się w sztukę. Reżyserzy dyskutują z widzami niezrażeni uwagami, czasami sami poszukują opinii niedoświadczonych widzów nieprzyzwyczajonych na co dzień do sztuki scenicznej. W czasie spektakli reżyserzy nierzadko sami zajmowali miejsce wśród publiczności jednocześnie nadal kierując przebiegiem przedstawienia. Prawdziwe zjednoczenie się z odbiorcą… Nie ma tu znanej gdzie indziej przepaści między twórcą, a odbiorcą, dystansu pomiędzy gwiazdą, a widzem.

I właśnie dzięki temu to teatralne wydarzenie powołane do życia 5 lat temu, staje się coraz bardziej wyjątkowym wydarzeniem kulturalnym. Daje nam możliwość tworzenia kultury spotkań, takich spotkań, rozmów i przeżyć, które jeszcze bardzo długo pozostają w naszej pamięci.

Przechodząc do uwag na temat prezentowanych przedstawień, pozwolę sobie tym razem na opuszczenie wymieniania walorów i cech poszczególnych reżyserów, aktorów i sztuk prezentowanych na festiwalu. Niech mi to będzie wybaczone. Oddanie wszystkim sprawiedliwości wymagałoby obszernej recenzji każdego spektaklu. W to miejsce podzielę się tylko jednym, za to najgłębszym wrażeniem, jakie przeżyłam, i które w doskonały sposób ilustruje charakter nowatorskiego wciąż dorobku trzech „ojców założycieli” festiwalu.

To był pierwszy z festiwalowych dni, dotarłam nieomal spóźniona ze swojej codzienności w tym dniu szczególnie ciężkiej i zagmatwanej. I z tego świata codzienności, który dominuje nas mnogością świateł, reklam, głośnych i cichych rozmów dookoła, weszłam na salę teatru Maska gdzie scena pogrążona była w zupełnym mroku, a w publiczność skierowane było ostre światło.

Doświadczenie z jednej strony irytujące, z drugiej zaś intrygujące. Czy to już trwa spektakl, czy po prostu w ten sposób jego twórca chce pomóc widzom zająć odpowiednie miejsce? Nagle w szeptach publiczności dało się słyszeć ciężki, wręcz chorobliwy oddech. Ucho samo zaczęło nasłuchiwać skąd dochodzi? Jakby ze sceny ale pewności nie miałam. Wszelkie szepty ludzi ucichły i dało się słyszeć już tylko ten oddech i powoli nastała całkowita ciemność. Trochę przerażający stan dla widza, bo niby jest wśród innych ludzi ale czuje się samotny, narażony na czyjś bolesny oddech, który w pewnym momencie zaczynasz czuć jako własny. Widz odczuwa lęk i potęgują mu się w głowie pytania i jakaś podświadoma chęć ucieczki z tego dziwnego świata, w którym znalazł się bez niczyjego przymusu.

Po pewnej chwili na scenie pojawiło się oszczędne światło, uwidaczniając postać człowieka, mężczyzny i już nieco lepiej się poczułam. Ktoś rzucił światło, na coś, na kogoś i zabrał od ciebie tę nieznośną myśl zastanawiania się nad sobą.

Twórca wciąż operując bardzo oszczędnie światłem, przesuwał moją uwagę między kolejnymi obrazami człowieka i jego problemów, jego myśli, chwil szczęścia i mąk realności życia. Ja jednak jako odbiorca czułam ulgę, że to nie o mnie. W pewnym momencie pomyślałam jednak – a jeżeli jednak to o mnie? Jeżeli w jakimś sensie moje życie podobne jest to tego, które w niezwykle plastyczny sposób, prawie bez słów tylko za pomocą bardzo czytelnych gestów i przejmującej momentami muzyki przesuwa się przed moimi oczami na scenie?

I nagle uświadomiłam sobie, że ten obraz sztuki od pierwszych chwil, w zasadzie od momentu, w którym weszłam na salę, wciągną mnie, jak baśniową Alicję na drugą stronę lustra, gdzie jest jakby inny świat, inne życie, a jednak bardzo podobne. Dzięki sugestywnym obrazom udało się twórcy sztuki zatrzymać mnie w tym świecie, zahipnotyzować w tych obrazach, zmusić mimowolnie do przemyśleń nad czymś więcej niż codzienność, w której żyję i czasem też nie potrafię jej zrozumieć i też męczy mnie jak tytułowego bohatera tego spektaklu.

I wreszcie koniec! Dla mnie i dla tego człowieka na scenie – ulga. Bohater spektaklu zostaje uwolniony od problemów doczesności, przenika z tego świata do zapewne jakiegoś innego ale tego już nie widzimy, obraz sceny zupełnie się zaciemnia. Wybrzmiewają ostatnie takty przejmującej muzyki, która jeszcze drga wraz z emocjami w sercu i we wszystkich trzewiach mojego ciała. Jednak cisza, która świetnie pasuje do zakończenia sztuki nie może „wybrzmieć” do końca, bo ktoś przerywa ją nieśmiało oklaskami, a potem przyłącza się do niego reszta sali. A w mojej głowie kolejne pytanie, czy dowiedziałabym się tego, co będzie dalej z tym człowiekiem, ze mną, gdyby nie brawa? Być może twórca sztuki uszczknąłby rąbka tajemnicy, co może dziać się z nami po tej drugiej stronie? A może sam jest ciekaw i oczekiwał tej odpowiedzi od nas, widzów?

Światło na powrót znowu oświetliło miejsca widowni, z której widzowie schodzą jakby spowolnieni zadumą. Znowu dominuje cisza i wzrok wielu z nas krążący gdzieś w niewyobrażalnej przestrzeni.

Spektakl, który tak dogłębnie mnie poruszył, zaczarował, zainspirował i wstrząsnął, to było „LUSTRO” w reż. Leszka Mądzika reprezentującego wraz ze swoimi aktorami Scenę Plastyczną KUL.

Leszek Mądzik zawsze zafascynowany twórczością i osobą Brunona Schulza również ten spektakl oparł na fragmentach jego zapisków. Pewną nowością dla teatru Mądzika w tym konkretnym przypadku było słowo mówione, które do tej pory Mądzik celowo omijał w swoich realizacjach. Rozmawiając potem z reżyserem na temat właśnie tego słowa w jego sztuce, nieco wątpiłam, czy był to potrzebny zabieg, ponieważ spektakl i bez nawet jednego słowa byłby pełen wspaniałych doznań dla widza… Z drugiej strony fakt, że był to fragment „Samotności” Brunona Schulza czytany przez Jerzego Radziwiłowicza, absolutnie tłumaczy ten zabieg sceniczny.

Spektakl Leszka Mądzika to doskonałe nawiązanie do Teatru Szajny, który przemawiał do widza poprzez sztukę plastyczną. Aktor stawał się tam tylko częścią pewnego obrazu i przekazu.

Przedstawiając Państwu moje przemyślenia festiwalowe jedynie w odniesieniu do „LUSTRA”, które w sposób szczególny wywarło na mnie wrażenie i zapisało się w mojej pamięci na długo, chciałam pokazać to, jak ważna jest potrzeba organizowania festiwali sięgających do dobrych, znakomitych wręcz wzorców teatru.

Kto wie, jak przeżyłabym resztę festiwalu, gdyby nie ten pierwszy spektakl? Może inny, kolejny okazałby się dla mnie tym jedynym, dzięki któremu coś wspaniałego bym przeżyła. Wszystko co widzimy i przeżywamy pozostawia w nas jakiś niewymazywalny ślad. Czasem wiemy i czujemy to od razu, niekiedy przemyślenia nad tym, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy, powracają do nas po czasie. Najważniejsze jest jednak, żeby mieć tą możliwość obcowania z różnym obliczem sztuki teatru i z ludźmi, którzy tworzą to jego współczesne oblicze.

Barbara Kędzierska



TUTAJ mogą Państwo przeglądnąć pełną galerię zdjęć z festiwalu.

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
 
Ratusz reaguje doraźnie, ale przyszłość nie zapowiada się różowo.
Węgrzy postanowili wydobyć na światło dzienne dawne malowidła będące manifestacją sojuszu naszych państw.
Od ponad dwóch dekad bawi nas i wzrusza. Niedawno świętowała zacny jubileusz pracy artystycznej. A czego teraz pragnie od życia?
Nasz własny komputer prawie jak prywatna baza danych Centralnej Agencji Wywiadowczej.
Kolejna podróż w przeszłość śladami kultowych napojów na naszych dawnych stołach i podwórkach.
Dziedzictwo krajobrazu to temat tegorocznych Pretekstów Kulturalnych. Muzealne wnętrza ożywi literatura i sztuka.
Marcin Sławiński wyreżyserował już cudowne „Szalone Nożyczki”. Czy jego nowa sztuka powtórzy ten sukces?