Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2015.10.13

Widzom pozostały trzy ważne spektakle

Nieczęsto zakończony festiwal teatru pozostawia po sobie bezpośredni dalszy ciąg. Ale w przypadku zakończonego niedawno w Rzeszowie Festiwalu „Źródła Pamięci. Szajna Grotowski Kantor” tak właśnie jest. Tegoroczna jego edycja okazała się jedną z bodaj najlepszych w historii tego festiwalu. Dlatego chcemy przybliżyć Państwu to, czego jeszcze sami wciąż możecie doświadczyć.

Tuż przed wejściem na pierwszy z festiwalowych spektakli.

Zazwyczaj bywa tak, że po skończonym festiwalu w mieście gdzie się odbywał niewiele pozostaje prócz różnej jakości wspomnień i emocji, zresztą słabnących z czasem. Po rozjechaniu się do domów spektakle festiwalowe żyją natomiast własnym życiem w różnych miastach Polski. Po tegorocznych „Źródłach Pamięci” w Rzeszowie jest inaczej, co na pewno ucieszy rzeszowską publiczność. Aż trzy prezentowane przedstawienia to sztuki naszych teatrów – premiery, które wiąż będzie można oglądać w tym sezonie teatralnym. Są to „BIEGUNY” Teatru Maska w kooperacji z neTTheatre z Lublina, „PODRÓŻ” Teatru Przedmieście, oraz „ŁAGODNA” Teatru Tańca O.DE.LA. Nie tylko z tego powodu warto zatrzymać się nad moimi wrażeniami z tych sztuk. Wszystkie trzy spektakle są nie tylko bardzo udane, ale każdy z nich reprezentuje zupełnie inną formułę artystyczną, godną do polecenia widzom.

Wstępem do piątej edycji festiwalu Anety Adamskiej i organizatorów z Teatru Maska była zaprezentowana w foyer tego teatru wystawa o znakomitej osobistości sceny, niemieckiej tancerce i choreograf tańca współczesnego – Pinie Bausch. Artystka ta miała ogromny wpływ na rozwój gatunku teatru tańca, a jej osiągnięcia stanowiły kamień milowy w sztuce. Na wystawę składał się cykl osiemnastu rysunków autorstwa znanej scenograf teatru Joanny Braun. Pani Joanna pięknie uchwyciła momenty tańca, pozy i gesty tak charakterystyczne dla tańczącej Piny. Ekspozycja nie była bardzo rozbudowana, ale chyba właśnie przez to te zaledwie kilkanaście prac pozwoliło na większe skupienie się na poszczególnych grafikach. Poza tym rozpoczęcie festiwalu wystawą poświęconą choreografii tańca w teatrze, a potem zakończenie festiwalu spektaklem teatru tańca stanowiło ciekawy zabieg kompozycyjny organizatorów. Zanim jednak dojdę do tego finałowego przedstawienia...

Rozpoczęcie Festiwalu wernisażem wystawy poświęconego Pinie Bausch.



Na początek powiało chłodem Antarktydy

Zawsze wracałam do młodzieńczej myśli, żeby kiedyś móc wybrać się na mroźny Biegun Polarny. Póki życia, póty nadziei. Okazało się, że nie ja jedna mam takie pragnienia. Cyprian Kamil Norwid, zapewne dobrze Państwu znany choćby z historii literatury, polski poeta i pisarz, a także (o czym zapewne niewielu już wie) grafik, rzeźbiarz, malarz i filozof, także miał niegdyś podobne marzenie. W pewnym momencie życia, był nawet bliski jego realizacji, gdy miał przyłączyć się do jednego ze skandynawskich podróżników. Norwida jednak ktoś ubiegł i zajął jego miejsce w tej wymarzonej ekspedycji. Ponoć poeta czuł się mocno zawiedziony, co wskazuje, jak bardzo chciał doświadczyć tajemniczej polarnej scenerii.

W tym norwidowskim i jednocześnie moim pragnieniu połączył nas Paweł Passini, znany reżyser teatralny, twórca i dyrektor neTTheatre. Zabrał on mnie, innych widzów, oraz samego Norwida na dalekie zimne pustkowia, tworząc spektakl „BIEGUNY”. To przedstawienie jest niewątpliwie hołdem dla wielkiego polskiego poety, który tak jak za życia, tak i obecnie wciąż nie jest należycie doceniany.

Paweł Passini słynący z niekonwencjonalnych realizacji teatralnych i tym razem nie zawiódł oczekiwań publiczności. Dzięki oryginalnej scenografii oraz zaskakującemu, wręcz dosłownemu wpleceniu w tą scenografię wszystkich widzów, osiągnął efekt teatru otwartego, w którym widzowie niemal na równi z aktorami tworzą treść sztuki. Każdy z uczestników po „wniknięciu” w scenerię sztuki stał się nagle pingwinem na Antarktydzie. To było niemalże realne przeżycie! To w kogo wcielił nas reżyser miało oczywiście wymowę nie tylko wizualną. Zostaliśmy obsadzeni w roli zwartego stada społecznego, wśród którego tylko jeden bohater – Norwid, odłącza się by samotnie przeżywać brak zgody na zachowanie reszty. My publiczność, celowo przez reżysera zostajemy zamknięci w obrazie homogenicznego stada pingwinów, które żyją blisko siebie, zachowują się podobnie i zapewne nawet podobnie myślą. A Norwid, jest tym spośród nas, który porzuca bezpieczeństwo i odchodzi skazując się na prawdopodobną śmierć, z natury przeznaczoną samotnemu pingwinowi na biegunie. Odchodzi dramatycznie, przejmująco, dzieląc się ze współbraćmi gorzkimi refleksjami nie pozbawionymi wszakże dozy ironii i sarkazmu. Niezwykle przejmująca jest jego mowa do Narodu pingwinów, do którego przynależy, ale którego zachowania nie akceptuje i dlatego nie godzi się być jego bierną częścią. „Odejście” Norwida nie wygląda jednak na ślepy i samobójczy gest. To raczej jego moralna konieczność do opowiedzenia się po stronie jednego z „biegunów”, który powinien być także przyszłym wyborem Narodu.

Realizacje, które kreuje Paweł Passini zazwyczaj są nietuzinkowe i zaskakują swoją formą. Czasem jednak przy tego typu produkcji można przeszarżować, przytłaczając widza nadmiarem środków przekazu, gubiąc gdzieś sens słowa, które w tym spektaklu niejednokrotnie ma większe znaczenie niż obraz. Muszę przyznać, że początkowo sama czułam się nieco oszołomiona otaczającą mnie scenografią i tym, że nie tylko stałam się jej częścią, nie tylko zrobiono ze mnie pingwina wbrew mojej woli, ale także koniecznością dostosowania pozycji ciała do woli innych osobników grupy. Może i marzę o podróży na Biegun, ale żeby od razu być nierozumnym zwierzęciem!? Początkowo było to dla mnie irytujące doświadczenie socjologiczne, choć z drugiej strony kazało mi spojrzeć na siebie pod zupełnie innym kątem. I to budziło refleksje. Także Państwu szczerze je polecam. Warto zobaczyć i przeżyć na własnej skórze tą inspirującą podróż z Cyprianem Kamilem Norwidem na jeden z biegunów człowieka.

Teatr Maska, ul. Adama Mickiewicza 13 w Rzeszowie.

Premiera spektaklu „BIEGUNY” w reż. Pawła Passiniego. 23 września 2015 r. Teatr Maska.



W podróż z Józefem

Dużo piasku, parę glinianych garnków, lampiony i kije, to cała scenografia kolejnego spektaklu „PODRÓŻ”. Jednak dzięki scenariuszowi Anety Adamskiej i aktorom Teatru Przedmieście, którzy tchnęli w te przedmioty życie, znowu odbyłam ciekawą podróż. Tym razem cofnęłam się w czasie, do starożytności, choć podróż wbrew pozorom nie odrywała nas aż tak bardzo od naszego własnego otoczenia.

Kto z nas nie zna biblijnej historii młodego Józefa sprzedanego w niewolę egipskim kupcom przez zazdrosnych braci? Choć historii takiej wcale nie musieliśmy poznawać czytając karty Księgi Rodzaju. Bardzo prawdopodobne, że wielu z nas mogło doświadczyć podobnych relacji między ludźmi także w rzeczywistości jaka nas otacza. Co prawda dziś nikt raczej nie sprzedaje innych w niewolę, jednak zawistnych braci biblijnego Józefa potrafią zastąpić nam twarze innych ludzi, czasami bardzo nam bliskich. Media regularnie co jakiś czas pokazują, że choć od tej biblijnej historii minęło już tyle wieków, to dzisiaj nadal wielu ludzi doświadcza cierpienia od swoich bliskich.

Bratobójstwa, przemoc domowa i okrucieństwo względem dzieci budzą w nas oczywisty niesmak, sprzeciw, czy wręcz przerażenie. Ale okrucieństwo bliskich może mieć też mniej drastyczne formy, które jednak zasługują na podobną moralna ocenę. W różny sposób wyrzekamy się najbliższych. Zamykamy oczy na ich potrzeby i troski, za to zazdrościmy im bogactwa, pozycji społecznej, szczęścia, a nawet miłości, której sami może nie doświadczamy. Zaślepieni zazdrością czasem nie zwracamy uwagi na to, że kierując się tymi emocjami ranimy najbliższe nam osoby. Czy zatem to dobrze być skupionym głównie na własnych korzyściach w życiu?

To trudne pytanie i równie trudna bywa odpowiedź na nie. Bo przecież nic w życiu i naszych relacjach z ludźmi nie jest dla nas idealnie białe, ani idealnie czarne, a w naturze człowieka drzemią emocje o wielu kolorach.

I właśnie te wszystkie emocje przeplatają się także w spektaklu Anety Adamskiej „PODRÓŻ”. Pradawna historia urzeka nas uniwersalnością przekazu. Józef nie wywyższa się nad innych w rodzinie i w ten sposób zdobywa miłość ojca, jednak to właśnie staje się powodem zazdrości braci. Aby pozbyć się niewygodnego konkurenta do rodzinnych wpływów wystarczy odrobina determinacji i wsparcie innych. To jednak okazało się chwilowym rozwiązaniem. Nielubiany krewny robi nieoczekiwaną karierę i po jakimś czasie jest w stanie decydować o życiu krewnych. Przeszłość ściga bohaterów mimo wydawałoby się ich szczerego żalu.

W tym właśnie miejscu tej opowieści, pewnie wielu uznałoby, że to doskonały moment dla Józefa, żeby pomścić swoją krzywdę i ukarać swoich złych braci. Ale to też doskonały moment na refleksję dla publiczności, by zastanowić się, jak w tej sytuacji postąpiłby każdy z nas? Ci, którzy znają biblijną historie lub czytali trzytomową powieść Tomasza Manna „Józef i jego bracia”, tę samą która zainspirowała Anetę Adamską do stworzenia tego spektaklu, doskonale wiedzą, że Józef wybaczył swoim braciom całe zło, które mu wyrządzili i pogodził się z nimi.

Postępowanie Józefa, u niektórych z Państwa zapewne rodzi odruch sprzeciwu. Dlaczego był tak naiwnie słaby, dlaczego skoro mógł wykorzystać posiadaną władzę, nie doprowadził do tryumfu sprawiedliwości nad braćmi? Wydaje mi się, że zdolność wybaczania to jest właśnie ten wyjątkowy dar naszej natury, który czyni nas prawdziwymi ludźmi. Pohamowanie pragnienia odwetu jest trudne, ale pozwala nam później rozumieć, że dzięki takiemu wyborowi stajemy się lepsi.

Spektakle Teatru Przedmieście w reżyserii Anety Adamskiej to zawsze ciekawe przeżycie. Nie ma tu skomplikowanej scenografii, zawiłej historii, głośnej muzyki, czy ilustracji dźwięków, które czasem zagłuszają myślenie widza. Jest za to pierwotne słowo opowiadające prostą historię człowieka, przedstawioną jednak tak, że na długo jest o czym myśleć. W inscenizacji „PODRÓŻY” w poszczególnych scenach widz łatwo może utożsamić się zarówno z Józefem, jak również z którymś z jego krewnych. Stawia się na jego miejscu, porównuje własne wybory życiowe i ocenia, jak powinien postąpić. Aż chce się wracać do tego teatru, teatru czystej formy i mocnego przekazu.

Trudno znaleźć w repertuarze Teatru Przedmieście mało udane przedstawienie, ale jeżeli chodzi o jego festiwalowy spektakl, to tym bardziej uważam, że jest to jedna z lepszych realizacji w repertuarze tej sceny. Zachęcam Państwa do odwiedzenia Teatru Przedmieście i przeżycia moralnej „PODRÓŻY”.

Teatr Przedmieście , ul. Reformacka 4 w Rzeszowie.

Premiera spektaklu „PODRÓŻ” w reż. Anety Adamskiej. 24 września 2015 r. Teatr Przedmieście.



Dostojewski w trudnym tańcu

Festiwal „Źródła Pamięci. Szajna Grotowski Kantor” rozpoczął taniec znakomitej Piny Bausch uchwycony na rysunkach Joanny Braun, a zakończył go taniec „ŁAGODNEJ” według Dostojewskiego w wykonaniu jedynego w Rzeszowie Teatru Tańca O.DE.LA.

Teatr tańca to sztuka specyficzna i nie każdemu od razu przypadnie do gustu. Są i tacy, którzy takiego teatru nie akceptują, bo dla nich w teatrze musi być słowo. Oczywiście uszanować trzeba wszystkie gusta, wolny widz teatralny ma do tego prawo. Obserwując jednak widownię zgromadzoną na festiwalu w Teatrze Maska oraz moje własne odczucia, musze przyznać, że ten teatr w Rzeszowie ma szansę na dłuższe istnienie. Jego twórców i aktorów, charakteryzuje dobry warsztat, a nade wszystko pasja i talent, bez których z pewnością trudno jest bez słów przekazać widzowi emocje, które pierwotnie ujął na papierze słowami Fiodor Dostojewski.

Z góry ostrzegam tych, którym teatr tańca kojarzy się z radosną rozrywką i obrazkami w stylu „Tańca z gwiazdami”. Tam nie zobaczycie Państwo pięknie wystrojonych pań w piórach, złotem połyskujących kreacji i tanecznych szpileczek oblepionych kryształkami Swarovskiego. Nie ma też co liczyć, na wymuskanych panów w lśniących frakach i butach lakierkach. Teatr tańca, to gra aktorów wyrażających wszystkie możliwe emocje tańcem właśnie. To język szczególny, ale przy właściwej wrażliwości widza wcale nie taki trudny do odczytania. Przecież mowa ciała jest naszym podświadomym sposobem porozumiewania się. Dzięki niej poznajemy obraz radości i szczęścia, miłości, bólu, udręki, innym razem zdrady i nienawiść, ale także szczerości i zaufania.

Powieść Fiodora Dostojewskiego „ŁAGODNA”, jest historią trudną do przekazania nawet tradycyjnym językiem teatralnym. Można się zatem tylko domyślić, że wybierając język tańca Marta Bury, współtwórczyni Teatru O.DE.LA i choreograf spektaklu, miała wraz ze swoim zespołem trudną pracę do wykonania. Sami Państwo oceńcie.

„Łagodna”, to historia widziana oczami głównego bohatera, który stając się narratorem własnego życia, opowiada osobistą historię nieudanego małżeństwa. Mężczyzna poślubia dużo młodszą od siebie kobietę, która z powodu ciężkiej sytuacji bytowej decyduje się na to małżeństwo. Mężczyzna ma jednak naturę bezdusznego skąpca. Skąpi swojej wybrance nie tylko materialnych przywilejów ale także uczucia. Poprzez nieumiejętność rozmowy, wiele wspólnych małżeńskich chwil wypełnia głuche milczenie. To tylko pogłębia impas w relacjach między młodą, pełną witalności żoną, a mężem emocjonalnym tyranem. Związek staje się coraz bardziej toksyczny, czego w końcu psychicznie nie wytrzymuje młoda małżonka. Stara się jeszcze polepszyć ich relację, przez próbę wzbudzenia u męża czułego uczucia, ale jego reakcja jest oschła na te gesty. To odpycha żonę. Dopiero gdy ona jest już zupełnie zgnębiona, zdruzgotana i chora tym brakiem emocji w ich związku, mąż w końcu uświadamia sobie, że w głębi serca kocha swoją małżonkę. Mimo to pozostaje bierny. Nie robi nic w tym kierunku, by okazać żonie swoje prawdziwe uczucie, tylko oczekuje, że to ona je w nim odnajdzie. Ciężar życiowych doświadczeń męża i jego skomplikowana psychika sprawiają, że brakiem kontaktu wpędza żonę w uczuciową otchłań. Udręczona milczeniem i surowym zachowaniem męża, zagubiona młoda żona w końcu popełnia samobójstwo.

Tak wygląda streszczenie Dostojewskiego. Teraz na scenę wchodzi Teatr O.DE.LA i ma za zadanie przekonać nas, że zrozumiemy tę historię bez słów.

Przyznam, że po spektaklu byłam niezwykle wzruszona. „ŁAGODNA” w tanecznym wykonaniu wygląda nad wyraz autentycznie. Szczególnie przejmujące są te momenty w spektaklu, gdy milknie muzyka, a aktorzy nadal opowiadają nam swoje racje tańcem. Bez słów, bez muzyki, a jednak sala wypełniona jest wyraźną emocją. Okazuje się, że czasem wcale nie trzeba nam oracji, żeby przekazać innym właściwe treści i uczucia. Myślę, że najlepszym podsumowaniem tej sztuki będzie po prostu napisać, iż „ŁAGODNĄ” w wykonaniu Teatru O.DE.LA rozumie się doskonale bez słów. Nawet więcej. Charakterystyczne dla konkretnych emocji ruchy i gesty zapadają w pamięci na dłużej, człowiek przesiąka nimi, by być może weszły one potem do jego codziennego „słownika” mowy ciała. To jeszcze jedna inspiracja tą sztuka. „ŁAGODNA” Dostojewskiego w wersji bez słów będzie zatem jedną z ważnych propozycji scenicznych najbliższych miesięcy w Rzeszowie.

Teatr Tańca O.DE.LA w Rzeszowie.

Premiera spektaklu „ŁAGODNA” na podstawie opowiadania Fiodora Dostojewskiego o tym samym tytule. Choreografia Marta Bury. 27 września 2015 r. Teatr Maska.



I to byłoby na tyle tytułem podsumowania rzeszowskich premier zaprezentowanych na V Festiwalu „Źródła Pamięci. Szajna Grotowski Kantor”. To oczywiście nie jest podsumowanie całego festiwalu, bo przecież premiery rzeszowskich teatrów, to tylko cząstka tego, co działo się w naszym mieście w czasie tego pięciodniowego święta teatru. Refleksje o całym wydarzeniu, to jednak temat na inny artykuł.

Barbara Kędzierska

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
 



Prawica w przemyślany sposób walczy o prezydenturę Rzeszowa.
Te inwestycje wciąż nie mogą wystartować. A to kluczowe trasy dla usprawnienia komunikacji miasta. Korki będą dalej.
Taki Czarny Piątek, jaki zapowiada się jutro, szybko się nie powtórzy. Amatorzy dobrych okazji powinni być zadowoleni.
Znakomity artysta i jego dzieła zagoszczą w Rzeszowie. Tego wydarzenia nie można przegapić!
Nikt tak tego nie przygotował, jak oni. Kroniki Podwórkowe przenoszą nas do naszych korzeni i wiele wyjaśniają.
Nasz własny komputer prawie jak prywatna baza danych Centralnej Agencji Wywiadowczej.
Kolejna podróż w przeszłość śladami kultowych napojów na naszych dawnych stołach i podwórkach.
Millenium Hall nie tylko dla komercji, ale także dla wartości wyższych.
Dziedzictwo krajobrazu to temat tegorocznych Pretekstów Kulturalnych. Muzealne wnętrza ożywi literatura i sztuka.