Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2011.06.12

Język też wymaga pielęgnacji

Wiadomo nie od dziś, że każda epoka, każdy czas rządzi się swoimi prawami. I nie tylko postęp techniczny czy jakieś wynalazki cechują te etapy historii ludzkości. Także to, jacy są ci, którzy ten konkretny czas tworzą. Zmieniają się mody, upodobania. Inaczej wyglądamy. I wydałaby się, że sprzyjający wszechobecny rozwój winien kształtować pozytywnie jednostkę ludzką i podnosić ją na wyższy poziom.

Pewnie w wielu dziedzinach życia tak właśnie jest. Jednakże jest co najmniej jedna dziedzina, która nie idzie dumnie w parze z tym „rozwojem” właściwie rozumianym. Tutaj wręcz można zaobserwować proces odwrotny: cofanie się i zubażanie. Gdzie to mamy takie mało chwalebne osiągnięcia? Ano na płaszczyźnie języka. Te skróty, brak zasad gramatyki...

Ktoś może zarzucić mojemu stwierdzeniu, że taki jest właśnie wymóg nowoczesnych środków komunikacji interpersonalnej. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym. Ja też korzystam z osiągnięć technicznych. Z Internetu. Z komunikatorów wszelkiej maści. Piszę sms-y. Udzielam się na forach.

I co…? I nic… Ani na jotę nie zmieniłam literackości swoich wypowiedzi, czyli można być zarówno nowoczesnym ale i kulturalnym w słowie. Czemuż więc szerzy się taka mnogość wulgaryzmów? Tekstów nabitych zniekształceniami wyrazowymi? Jakimiś dziwolągami słowotwórczymi, które de facto ze słowem nie mają wiele wspólnego? Gdzie zatraciliśmy to bogactwo polskiego języka na rzecz nowomowy, która często brzmi jak nieokreślone dźwięki przypominające początki ery ludzkiej?

Smutne jest to, że młode pokolenie zabija w sobie tę romantyczność wynikającą z bogactwa mowy. Szkoda też, że coraz rzadziej potrafimy rozmawiać ze sobą w sposób nie obrażający się wzajemnie. Czy jeśli w wypowiedzi braknie słów pełnych chamstwa i wulgarności, to taka wypowiedź nie będzie mieć przebicia? Czy ten kto klnie i ubliża innym staje wyżej w ważności swojej racji? Chyba rodzi się niektórym takie właśnie bzdurne przekonanie. Jak nie sięgnie się po żargon rodem z rynsztoka, to będzie się mało przekonywującym. Skąd ta przykra metamorfoza wśród, jakby nie było, potomków wielkich poetów i artystów słowa? Może warto by znów zawrzeć znajomość z dobrym słownikiem nie tylko pięknej polszczyzny ale i synonimów?

Czemu się we mnie obudziła taka refleksja? No cóż… Obracam się w wielu kręgach. Ale najlepszym polem do obserwacji bliźnich jest ulica. W szerokim tego słowa znaczeniu. A że jestem często skazana na korzystanie z komunikacji miejskiej, mam okazję podróżować wręcz z pełną, reprezentatywną próbką naszego społeczeństwa. I tam to się nasłucham. I przyznać się muszę, że ja – urodzona humanistka – mam niejednokrotnie problem ze zrozumieniem tego, co słyszę. Jakieś dziwnie artykułowane dźwięki pełne skrótów i obcych znaczeń. Ale zawsze za to rozumiem jedno słowo… To, którego tu nie napiszę.

No cóż. Nasz czas ma swoje wymogi. Tylko, że ten „czas” nie tworzy się sam. Czyni to zawsze człowiek. Dobrze żebyśmy pamiętali słowa ojca literatury polskiej, o tym, iż nie jesteśmy gęsiami. Kochamy się w obcych językach, a swój własny, tak piękny rzucamy na pożarcie światu. Zaszczepiamy mu różne neologizmy często nie mające nic wspólnego z naszą słowiańską kulturą. I zaśmiecamy polszczyznę, nie bacząc, że w ten sposób odcinamy się od własnej niepowtarzalnej przeszłości kulturalnej.

Tekst: Agnieszka Przywara

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
Gość> Już wielokrotnie słyszałam, żale Polaków mieszkających poza granicami kraju, że nasz język tak piękny a bez potrzeby przejmujemy jakieś (czasem dziwne) slangi i połączenia angielsko-polskie:( Ale myślę, że wciąż nie potrafimy docenić tego co mamy, tylko obce choć nawet gorsze dla nas zawsze jest "the best";)
Agn. Prz.> Niestety, bardzo często dopiero z pewnej perspektywy oceniamy to, co do tej pory stanowiło niezauważalną codzienność. Tak też jest z językiem. Zabijany przez lata zaborów zaszywał się w patriotycznych podziemiach i tam dzięki staraniom wielu osób wbrew wszystkiemu trwał. Mimo pokaleczenia przez okupantów istniał, by w epoce wolności zacząć ustępować miejsca obcości. Zalew obcobrzmiących naleciałości zaśmieca język wieszczów. Czasem mam wrażenie, że wielu moich rodaków wstydzi się polskiej mowy. A szkoda. Bo takie bogactwo wyrazów, metafor, plastyczności jakie mamy w polskim języku jest wyjątkowym tworzywem do ubierania wszelkiej myśli w słowo.
Shepard> I ta nikczemna skłonność do nazewnictwa obowiązkowo ANGLOJĘZYCZNEGO! Jakiś amok, kurteczka. :-( Miernie, biernie ? byle po ANGIELSKU. I wychodzą z tego takie gnioty jak przedsiębiorstwo kopania rowów ENTERPRISE, czy inne kwiatki. I te politowania godna obsesja skracania: WYKON, NARA, HEJKA, SREJKA. Koszmar. I wystarczy dwóch pajaców typu Wojewódzki i Figurski, którzy szerzą na antenie ogólnopolskiego radia jazgot naszpikowany takimi rodzynkami ? i w Polskę idziemy panowie! A teksty piosenek? Proszę przeczytać JEDEN, dowolnie wybrany tekst Kupichy, BEZ MUZYKI (o ile TO jest w ogóle muzyką). Proszę przeczytać bez stękania, pierdnięć i jęków wykonawcy: wyjdzie NIC. Bełkot. Głupieje nam społeczeństwo. Durnieje i się wyjaławia. Jak rozgotowana parówka. Ale skąd wzorce ma brać? Od występów Dody, Ich Troje, Natalii Lesz czy popisów scenicznych jednego radnego, któremu się wydaje, że jest lokalnym idolem estrady? Z teleturniejów dla idiotów, gdzie na proste pytanie typu: ?domek dla pszczół na dwie litery, druga EL i tak przychodzi połowa trefnych odpowiedzi? Gdzie Miliard w Rozumie? Gdzie podziała się Wielka Gra? Sonda, Kwant, Laboratorium? Dlaczego wartościowe programy typu Teatr Telewizji emitowane są około północy? W MISYJNEJ telewizji PUBLICZNEJ? Żenada, Panie i Panowie. Jak w tym dowcipie o plemnikach: PANOWIE! ZDRADA! Jesteśmy W DUPIE! S.
Malutka> Mimo wszystko w wątku o czystości języka można by się powstrzymać nawet od tej popularnej i powszedniej d... :) A co do nazewnictwa to święta racja. Dlaczego powstające obiekty typu "galerie" nie mogą nosić nazw polskich? Bo co? Mało chwytliwe? Szczerze mówiąc już mi się obija tymi wszystkimi "Hall" ; "Center" itd. No chyba, że to taki przejaw zakompleksionej innowacji :)
Shepard> To był tylko cytat. Bez tego słówka na końcu, byłby jak łuk gotycki bez zwornika. :-)))))) (i proszę, jaka ANALOGIA mi się niechcący trafiła! ) A jeśli już poruszyłaś kwestię GALERII. To jest dopiero wypaczenie terminologii, dzięki któremu słowo oznaczające kiedyś przybytek kultury i sztuki, zostało zdegradowane do poziomu wody w dolnopłuku, z kupczeniem wszelakim badziewiem w tle. S.
jagienka.prima> No cytat, cytat... :) Wystarczyło jednak dać pierwszą literkę i trzy kropeczki, każdy by zgadł... :) Jak głoszą zasady - jesteśmy kulturalni... :) No ale do rzeczy... Też mnie mdli na słowo "galeria" używane w takim to właśnie znaczeniu... I to jest genialny przykład jak nam język ubożeje... I może dlatego skoro sami degradujemy dumną polszczyznę, zastępujemy własne określenia obcymi zwrotami, które jak Shepard słusznie zauważył, brzmią niejednokrotnie śmiesznie...
Maciej Łobos> Mój syn dopiero co wrócił z "zielonej szkoły" nad morzem. Jazda obowiązkowa - Westerplatte. Po zwiedzaniu jeden z dzieciaków przybiegł pochwalić się nauczycielce: - Proszę Pani, a ja sobie kupiłem taką figurkę jak ten pomnik ŁESTERPLEJT ! Z G R O Z A !!!
Agn. Prz.> Niestety zalew "spolszczanej" angielszczyzny i nie tylko jest przerażający. Czasem powstaje taki miszmasz językowy, że trudno rozmówcę zrozumieć. Często właśnie takie łamane dialogi słyszę w autobusach. Młodzież porozumiewa się za pomocą wręcz znaków umownych, a gdy przyjdzie sklecić w miarę poprawną wypowiedź zaczyna się dramat. Przez to mam silne poczucie zjawiska zwanego wtórnym analfabetyzmem.
prof.Tarantoga> Tak to wszystko prawda, zalewaja nas słowa, powiedzonka i terminy głównie z jezyka angielskiego. Tyle ze to tak naprawdę zjawisko stałe i obecne w jezyku od tysiacleci. przecież tych naszych praprzodków ktorzy słyszeli nowe wyrazenia na nowe zjawiska tez mozna by posadzac o zasmiecanie języka wyrazami niemieckimi łacińskimi, francuskimi że o rozsyjskich nie wspomne. Teraz przyszła pora na angielski, który staje sie jezykiem miedzynarodowym wiec trudno by nie miało to wpływu na nasza polszczyzne. Dobry czy zły ten wpływ jest i bedzie Czy mamy sie tylko oburząc na używających nowych zapozyczeń tylko wtedy dopuki nie 'przyswoimy" go na stałe ? No to konsekwentnie trzeba by wyplenic cała mase słów i pojeć. Za chwile odezwa sie głosy, "no tak ale teraz to jest zalew obcych słow" więc od razu pytam : a skąd wiecie jak było kiedys ? A że pewnie bywao podobnie niech świadczy sma Rej Mikołaj i jego zdanie o gęsiach. Uff dobrze że to nie było o kaczkach bo by teraz bylo niestosowne porónanie polityczne :) Do wszystkiego nalezy podchodzic z umiarem i chyba jednak lepiej mówic komputer a nie np "liczydlak" :)
jagienka.prima> Drogi Profesorze... Nie sposób odmówić Ci racji... Ale nie tylko o zapożyczenia typu "komputer" chodzi... Najlepszy przykład podał Maciek... Samo zapożyczenie słowa, które po prostu nie ma odnośnika nie jest złe... Ale zbyt wiele mamy na siłę tworzenia nazw czy pojęć i używanie ich nawet wtedy, gdy nasz język oferuje całkiem przyjemny "zamiennik"... [choć to chyba właśnie te obcobrzmiące wyrazy są zamiennikami...] Tu jest problem, że często wolimy palnąć dziwnie brzmiące słowo [bo to jest na czasie], niż poszperać w pamięci lub słowniku i zastosować nasze rodzime... Masz sto procent racji, że do języka będą napływać nowe słowa... Ale szkoda, że często zastępujemy polskie, znacznie lepiej brzmiące, tymi z zewnątrz... Ps. A liczydlak bardzo mi się podoba... :)
alutka> Język wciąż ewoluuje. Takie jego prawo i dzieje się tak z każdym żywym, funkcjonującym językiem. Po prostu należy się z tym pogodzić a żale typy "kiedyś było lepiej" są bez sensu. Czytając polskie testy z np. XVI wieku niewiele zrozumielibyśmy bez przypisów i tłumaczeń językoznawców. Tak bardzo różnił się on od współczesnej polszczyzny. Tak samo jest z angielskim - oryginalny język Szekspira różni się znacznie od angielskiego, w którym przecież obecnie rozmawiają ludzie z całego świata, jako w języku poniekąd uniwersalnym. I bardzo dobrze, że taki język istnieje - to w końcu jednak dużo ułatwia. Ale trzeba też liczyć się z przenikania tego "uniwersalnego" języka do innych. Nic na to nie poradzimy. To tak jakbyśmy ubolewali - powiedzmy -nad tym,że czas płynie. Płynie. I my na pewno tego nie zmienimy.
 
Czy sąd okaże się łagodny dla biznesmena? Decyzja już za kilka dni.
Przed nami gospodarczy KONGRES 590 pod Rzeszowem. Władze województwa pragną, aby to była marka regionu.
TWiNN zaalarmował o tym dwa lata temu. Mogły trafić do podrzeszowskich willi. W końcu odnajdują swoje miejsce.
Już od najbliższego piątku, będzie okazja by zobaczyć współczesne oblicze teatru i podyskutować o nim.
Nasz własny komputer prawie jak prywatna baza danych Centralnej Agencji Wywiadowczej.
Kolejna podróż w przeszłość śladami kultowych napojów na naszych dawnych stołach i podwórkach.
Dziedzictwo krajobrazu to temat tegorocznych Pretekstów Kulturalnych. Muzealne wnętrza ożywi literatura i sztuka.
Marcin Sławiński wyreżyserował już cudowne „Szalone Nożyczki”. Czy jego nowa sztuka powtórzy ten sukces?