Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2017.02.20

Gdy urzędowi nie uda się odebrać maila

Nawet najlepiej zorganizowany i zinformatyzowany urząd nie uniknie pomyłek. Wtedy bezduszność urzędnika może być przyczyną dramatu człowieka. Oto krótka historia o potrzebie empatii w urzędzie.

Informatyzacja w codziennym życiu od lat jest już zjawiskiem normalnym, powszechnym i zaakceptowanym. E-urząd to także coś, co powinno być znane, bo istnieje już kilka lat. Okazuje się jednak, że nie zawsze działa to dla dobra mieszkańców.

Powiatowy Urząd Pracy w Rzeszowie ma wgląd do ubezpieczeń osób zarejestrowanych. Jeśli pojawi się informacja o zgłoszeniu danej osoby do ZUS, to jest ona z rejestru automatycznie wykreślana, bo znaczy to, że podjęła zatrudnienie, a nie zgłosiła sama tego faktu urzędowi. Sytuacja zdaje się być zrozumiała, ale nie zawsze jest to takie oczywiste, a przyjęte zasady mogą być źródłem poważnych problemów – czasami wręcz dramatycznych dla przeciętnego człowieka. Oto pewne zdarzenie, które miało miejsce niedawno. Opowieść osoby, która ze swojej strony nic złego nie zrobiła, ale to ona poniosła przykre skutki:

Tak się w życiu złożyło, że straciłam zatrudnienie i musiałam zająć się swoim zdrowiem. Pewnego dnia mój krewny odebrał zawiadomienie, które przyszło z Urzędu Pracy. W tym czasie byłam chora. Kilka dni wcześniej trafiłam na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Ponieważ mieszkam pod innym adresem niż ten, pod który przychodzą listy, ucieszyłam się, że w tej sytuacji ktoś odebrał list polecony. Jakie było moje zdziwienie, gdy poinformowano mnie, że ze względu na podjęcie zatrudnienia zostałam wyrejestrowana z Urzędu Pracy, a to oznacza także pozbawienie mnie ubezpieczenia i możliwości leczenia. Po pierwszym szoku zaczęłam zastanawiać się, o co chodzi. Na dodatek, zostałam wyrejestrowana miesiąc wcześniej! Bo z taką datą podobno zostałam zgłoszona do ZUS.

Pogrzebałam w pamięci i stwierdziłam, że zgłoszenie do ZUS to prawdopodobnie skutek umówienia się telefonicznie na podjęcie nowej pracy, do czego jednak nie doszło. Nie podpisałam żadnego dokumentu, nie byłam w pracy – gdyż właśnie wtedy ciężko się rozchorowałam. O sytuacji poinformowałam pracodawcę przed planowanym terminem rozpoczęcia pracy, kilka razy przesyłając wiadomość, a także rozmawiając telefonicznie. Firma mieści się w Krakowie, ale zatrudnia pracowników w różnych miastach, także w Rzeszowie – kontakt z nią jest telefoniczny i mailowy – co w dzisiejszych czasach jest coraz powszechniejsze.

Szybka decyzja: telefon do Urzędu Pracy i poszukiwanie urzędnika, który jest podpisany pod decyzją. Zadanie okazało się nie takie proste, trzeba było czekać, szukać pod różnymi numerami, telefonować za chwilę itd.

W końcu udało się skontaktować z właściwą osobą. Urzędnik powiedział mi, że dla niego informacja z ZUS jest miarodajna, a jak chcę to zmienić to mam udowodnić że nie podjęłam pracy. Muszę przyjść z dokumentami do urzędu. Na co ja: że przecież żadnych dokumentów nie mam, bo nie było umowy, a na dodatek jestem chora. W takim razie muszę skontaktować się z pracodawcą, a ten musi wystawi mi dokument potwierdzający moją wersję, plus wypełniony oryginalny druk ZUS o wycofaniu zgłoszenia podjęcia pracy.

Zaczęły się telefony. Osoba słaba, chora, która dowiaduje się, że została pozbawiona ubezpieczenia miesiąc temu i po uzyskaniu dokumentów (z Krakowa!) musi się jeszcze raz zarejestrować się w Urzędzie Pracy... Wesołych Świąt – bo te miały być już za 2 dni.

Udało się, mimo że pani z biura w Krakowie powiedziała mi, że raczej dokumenty prześlą mi po świętach. Natychmiast posłałam dokumenty wraz z moją korespondencją z firmą mailem do urzędu. Na drugi dzień poszłam osobiście, z pendrivem w kieszeni na wszelki wypadek, na którym nagrałam dokument. Pech chciał, że kilka dni wcześniej wysiadła mi drukarka, a naprawdę nie miałam siły biegać po mieście z jedną kartką do druku. Liczyłam na to, że to co posłałam lub to co mam na pendrivie, będzie wystarczające by sprawę wyjaśnić.

Na miejscu spotkałam się od razu z pretensjami: „no mówiłam Pani, że musi być dokument od pracodawcy!” Wyjaśniam, że posłałam maila wczoraj – przedyktowałam o której godzinie, z jakim załącznikiem, tytułem. Urzędnik szuka i szuka... i nic. Nie ma go. Podaję więc pendriva. Nie można otworzyć właśnie tego dokumentu. Dobrze że siedziałam, bo poty oblewały mnie co chwilę.

Urzędnik nie widział możliwości załatwienia sprawy, w końcu postanowił iść do informatyka. Wcześniej wszystkie maile sprawdzono w sekretariacie – nie znaleziono mojej przesyłki.

Na szczęście informatykowi udało się otworzyć z nośnika cenny dokument mieszczący się na jednej stronie. Udało się go też wydrukować. Do tego musiałam podpisać oświadczenie i znów napisać to samo co pracodawca, że nie pracowałam itd.

Wcale nie rejestrowałam się ponownie. Urzędnik anulował swoją decyzję, bez mojego udziału, choć nie radził sobie z poprawkami. Telefonował do innych, pytając „dlaczego mu się dane w systemie nie zmieniają”. Ostatecznie, po niekończących się godzinach sprawa została załatwiona. Wcale nie czułam, aby cały ten biurokratyczny kołowrót sprzyjał szaremu człowiekowi, takiemu jak ja. Otóż to – pomyślałam sobie, gdy tego słuchałam. Niekonsekwentne przepisy dotyczące zgłoszenia zamiaru zatrudnienia pracownika, a potem dodatkowy stres chorej osoby, jazda taksówkami, kłopoty urzędników z Internetem, mnóstwo pytań i niepewności co do tego, jak potraktują sprawę. Szczycimy się przyjaznością urzędów w mieście, innowacjami w obsłudze mieszkańców, życzliwością itp. Ale jeśli w jakiejkolwiek sprawie urzędowej coś potoczy się w sposób nietypowy, wszystkie te przyjazne udogodnieni nagle przestają działać. Petent przeżywa męki i boi się o ciąg dalszy. Bo przecież co z tego, że ma się słuszność, skoro litera przepisów, regulaminów itp. mówi inaczej. Czy wystarczy poprawić przepisy, czy może urzędnicy powinni być uczeni empatii?

MADA

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
 
Ratusz reaguje doraźnie, ale przyszłość nie zapowiada się różowo.
Węgrzy postanowili wydobyć na światło dzienne dawne malowidła będące manifestacją sojuszu naszych państw.
Od ponad dwóch dekad bawi nas i wzrusza. Niedawno świętowała zacny jubileusz pracy artystycznej. A czego teraz pragnie od życia?
Nasz własny komputer prawie jak prywatna baza danych Centralnej Agencji Wywiadowczej.
Kolejna podróż w przeszłość śladami kultowych napojów na naszych dawnych stołach i podwórkach.
Dziedzictwo krajobrazu to temat tegorocznych Pretekstów Kulturalnych. Muzealne wnętrza ożywi literatura i sztuka.
Marcin Sławiński wyreżyserował już cudowne „Szalone Nożyczki”. Czy jego nowa sztuka powtórzy ten sukces?