2014.12.15
Przyłączenie Trzebowniska - próżne działanie
Zabiegi o połączenie Rzeszowa z gminą Trzebownisko mają długą historię. Im bardziej intensyfikuje się te zabiegi, tym mniej jest szans na ich powodzenie. Czy obecnie podjęte przez prezydenta działania warte są swojej kontynuacji? Przewodniczący rady miasta nie daje jednoznacznej odpowiedzi.
Na najbliższej sesji, tym razem we czwartek, Rada Miasta będzie rozpatrywać projekt Prezydenta, mający na celu kolejne poszerzanie Rzeszowa. O całe gminy Trzebownisko i Krasne oraz wieś Malawę. Tutaj parę refleksji o Trzebownisku. Jednak daje się je również odnieść do Krasnego.
Jest oczywiste, że dla Rzeszowa najkorzystniejsze byłoby przyłączenie terenów wokół lotniska. Jednak wykrojenie takiego fragmentu nie zostało już raz zaakceptowane, no i jest nie do przyjęcia dla Trzebowniska. Dlatego pozostaje rozważać połączenie obu gmin. A to jest operacja już nie tak jednoznaczna. Ma swoje zalety jak i wady. Dla obu stron. Ale sądzę, że bilans byłby pozytywny.
Takie połączenie leży nie tylko w interesie Rzeszowa – w istocie rzeczy to i mieszkańcom Trzebowniska powinno na tym zależeć. Jednak sposób zabiegania o to połączenie obrany przez Prezydenta naszego Miasta zraził ich kompletnie do tego pomysłu, stąd gwałtowny sprzeciw wobec każdej kolejnej próby. Dlatego ponawianie zabiegów w tym samym stylu jest bezcelowe.
Po połączeniu wszystkie dochody i mienie gminy Trzebownisko, podobnie jak dotychczasowe dochody i mienie Rzeszowa, stają się współwłasnością powiększonej wspólnoty samorządowej, a nowe władze (po połączeniu odbywają się nowe wybory !) stają się odpowiedzialne za dobro wszystkich jej mieszkańców. Wartość majątku gminnego przypadającego na jednego mieszkańca połączonych gmin byłaby wyższa niż obecnie w Trzebownisku. Można to sprawdzić porównując dane zawarte w sporządzanej corocznie przez wójta informacji o stanie mienia gminy (wymaga tego art. 267 ust. 1 pkt 3 ustawy o finansach publicznych). Nie mam czasu na poszukiwanie tych danych dla Trzebowniska. Poinformuję jedynie, że w Rzeszowie na jednego mieszkańca wartość tego majątku wynosi wg danych na koniec roku 2013 – 14.858 zł. Mogę natomiast porównać kwoty budżetów naszych gmin przypadające na jednego mieszkańca: w Rzeszowie ta kwota jest prawie dwa razy wyższa niż w Trzebownisku.
Jak wiem, pewien problem dla mieszkańców gminy Trzebownisko stanowi mienie sołeckie, które jest majątkiem zawiadywanym przez lokalną społeczność poszczególnych wsi. Otóż nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w Rzeszowie w charakterze jednostki pomocniczej powołać także sołectwa. Dzięki temu byłoby możliwe nie tylko zachowanie dotychczasowej tradycji sołectw, ale i korzystanie z funduszu sołeckiego, który pozwala uzyskać dofinansowanie z budżetu Państwa do niektórych lokalnych przedsięwzięć.
W efekcie w razie połączenia nikomu z mieszkańców Trzebowniska nic nie ubędzie, a wartość społecznych praw własności (wirtualnych w istocie rzeczy) wzrośnie. Co jednak najważniejsze, wzrosłaby także zdolność inwestycyjna nowej gminy – w porównaniu z dotychczasowymi możliwościami Trzebowniska w sposób radykalny. Nowa, silniejsza gmina miałaby zwiększone możliwości sięgania po środki unijne. I mogła realizować zadania, które małemu Trzebownisku mogą się tylko marzyć.
Wbrew rozpowszechnianym tu i ówdzie opiniom, zadłużenie Rzeszowa jest wprawdzie wysokie, ale nie dramatyczne. Wprost przeciwnie: w stosunku do innych dużych miast Polski mieści się w strefie stanów średnich. A na jego straży stoi Regionalna Izba Obrachunkowa.
Gminie powstałej ze zgodnego połączenia przez 5 lat przysługują dodatkowe wpływy z podatków od osób fizycznych, ale też pewne ubytki dochodów. Prezydent Rzeszowa deklaruje, że ta kwota (wg moich obliczeń bilans wyniesie ok 86 mln zł) byłaby w całości przeznaczona na inwestycje w gminie Trzebownisko. Jeśli zważyć, że na inwestycje gmina Trzebownisko może roczne wydać kilkanaście milionów złotych, to myślę, że jest to kwota nie do pogardzenia.
Prezydent Rzeszowa często powtarza, że Rzeszów musi osiągnąć poziom 200 tys. mieszkańców. Jest jasne, że z formalno-prawnego punktu widzenia ta liczba mieszkańców i 200 km2 powierzchni nie ma żadnego znaczenia (no może poza tym, że zwiększa się wówczas do 28 liczba radnych i do 4 liczba dopuszczalnych zastępców prezydenta). Nie ulega jednak wątpliwości, że granice te mają znaczenie psychologiczne. Myślę, że całkiem spore. I ranga Rzeszowa w skali kraju by dzięki temu wzrosła. Jednak nie jest prawdą, że bez tego wzrostu grozi nam likwidacja województwa. Ani to, że były tego rodzaju poważne zamiary w przeszłości.
Jednak przyłączenie Trzebowniska ma również swoje wady. Główna jest oczywista. W skład Miasta wchodzą wsie oddalone o kilkanaście kilometrów, które nie mają i długo nie będą miały charakteru miejskiego. To się zdarza w wielu miastach, ale problem w tym, że takich terenów mielibyśmy nieproporcjonalnie dużo. Do najdalszego krańca tak powiększonego Rzeszowa byłoby z centrum ze 20 km.
Jest pewnie dla wszystkich oczywiste, że szanse na zgodne połączenie Rzeszowa z Trzebowniskiem są dziś niewielkie. Moim zdaniem z wnioskiem o połączenie można teraz występować dopiero po długim i dającym szanse na końcowy sukces przekonywaniu mieszkańców gminy do tego projektu. To przekonywanie powinno być poparte szczegółowym opisem zmian, jakie połączenie niesie oraz równie szczegółową wizją rozwiązań, które zostaną zastosowane, aby skala zmian nie była dla mieszkańców Trzebowniska zbyt gwałtowna, ani uciążliwa.
Można by to w szczególności zrobić tak.
Umówić się, że z przyłączanej gminy tworzymy w mieście jednostkę pomocniczą – dzielnicę, której statut przewidywałby szczególne uprawnienia. Znacznie szersze niż mają dziś rzeszowskie osiedla – pozostałe jednostki pomocnicze Miasta. Mianowicie:
- wybór rady dzielnicy w trybie i terminie takim jak wybory samorządowe;
- określenie jak najszerszych kompetencji rady i zarządu dzielnicy;
- powierzenie dzielnicy wyodrębnionego majątku do zarządzania;
- określenie diet dla wszystkich radnych dzielnicy na poziomie porównywalnym z dietami w radzie gminy;
- stworzenie urzędu dzielnicy, będącego swoistą delegaturą urzędu Miasta zawierającą wysunięte placówki wszystkich ważniejszych wydziałów;
- zapewnienie pracownikom urzędu pracy w tej delegaturze lub jednostkach pomocniczych Miasta. Pomijam tu fakt, że pracownicy samorządowi łączonych gmin na mocy art. 43a ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych stają się pracownikami nowego urzędu - ta propozycja ma służyć jedynie rozwianiu obaw, że w następnym kroku zostaną z nowego urzędu zredukowani.
Statut takiej dzielnicy powinien być uzgodniony z radą przyłączanej gminy i uchwalony przez Radę Miasta przed decyzją o połączeniu. Te z podejmowanych zobowiązań, których nie da się zapisać w statucie, musiałyby mieć charakter obietnicy publicznej złożonej przez radnych i Prezydenta Miasta.
Ponadto należało by:
- szczegółowe i rzetelnie policzyć zyski i straty z połączenia – oprócz tzw. bonusa mogą być również straty, wynikające z utraty przez Trzebownisko statusu gminy wiejskiej – chociażby z powodu zmniejszenia subwencji oświatowej, możliwości korzystania z programów przeznaczonych dla wsi, czy inne, o których nie wiem. Ta praca wymagałaby zaangażowania specjalistów od finansów gminnych;
- złożyć zobowiązanie, że oprócz kwot inwestowanych dotychczas przez gminę, całość dodatkowych środków otrzymanych z tytułu połączenia również zostanie tam wydana, a cele generalne zostaną określone jeszcze przez ustępującą radę gminy;
- zagwarantować, że ceny za korzystanie z usług komunalnych nie zostaną zwiększone;
- szczegółowo przedstawić różnice w podatkach i opłatach lokalnych przed połączeniem i po;
- tam, gdzie w dzielnicy Trzebownisko byłoby takie oczekiwanie, powołać dodatkowe jednostki pomocnicze w postaci sołectw.
To jest oczywiście luźny, wyjściowy projekt do dyskusji – zarówno publicznej jak i – a może nawet przede wszystkim – w zaciszu gabinetów. Po uzgodnieniu jego zapisów należało by w Trzebownisku przeprowadzić referendum o połączeniu gmin i dopiero w razie jego powodzenia składać do wojewody wniosek o połączenie. Teraz to jest działanie próżne, a przyczyn jego podjęcia, jakie mi przychodzą do głowy, wolę głośno nie artykułować.
Andrzej Dec