Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2016.02.12

Szok! Dała takie przedstawienie, że aż wstali z wrażenia!

Karnawał właśnie się skończył, ale emocje po Rzeszowskich Spotkania Karnawałowych w Teatrze Siemaszkowej nie przechodzą. Wymuszona zmiana planów teatru spowodowana dwiema niespodziewanymi sytuacjami wywarła na rzeszowskiej publiczności olbrzymie wrażenie!

Tłumy na 22 edycji RSK w Rzeszowie. Fot. Namysław Tomaka, archiwum Teatru Siemaszkowej.

Entuzjaści Rzeszowskich Spotkań Karnawałowych doskonale pamiętają wcześniejsze najlepsze czasy tej imprezy kulturalnej, podczas której spektakle teatralne przenikały się z hucznymi i wytwornymi przyjęciami karnawałowymi. Ostatnimi laty wydarzenie to z roku na rok nieco ubożało. A rok temu okazało się, że teatr z braku funduszy nie będzie miał możliwości zorganizować po raz kolejny karnawału z gwiazdami.

Po takiej informacji wielu pasjonatów tego wydarzenia, nie kryjąc żalu wieściło koniec tej imprezie. Nic z tych rzeczy drodzy Państwo, w tym roku Rzeszowskie Spotkania Karnawałowe nie dość że się odbyły, to jeszcze kierownictwo teatru przywróciło im trochę z dawnego blasku. A do tego, nim regionalne media zdążyły podać jakiekolwiek informację na temat tegorocznej edycji wydarzenia, bilety na spektakle rozeszły się niemal natychmiast, jak tylko ustalono cały program imprezy.

Koncertowy początek końca karnawału

I tak pierwszego dnia Rzeszowskich Spotkań Karnawałowych zawitał do naszego miasta Teatr Bagatela z muzycznym spektaklem „Szaleństwa Nocy” David Greiga i Gordona Mcintyre’a w reżyserii Iwony Jery.

„Szaleństwa nocy” w reż. Iwony Jery. Fot. Namysław Tomaka, archiwum Teatru Siemaszkowej.

Spektakl opowiada historię pary, prawniczki i muzyka, który ma na swoim koncie nie jeden szemrany interes. Obydwoje pogubieni w tempie życia, obciążeni oczekiwaniami innych ludzi i chcący lecz nie umiejący dokonać zmian we własnej egzystencji, świadomie i nieświadomie jednocześnie mocno poszukują prawdziwego uczucia. Opowieść o nich snują ekscentryczni artyści spotykający się towarzysko po zachodzie słońca. Sztuce niezwykłej dynamiki dodaje fakt, że poza dość interesującą grą aktorską, obsada spektaklu gra na instrumentach i śpiewa, a wszystko to oczywiście na żywo. Przyznam, że do niedawna taka formuła sztuk teatralnych niezbyt mnie przekonywała ale spektakl karnawałowy tak autentycznie zagrany i zaśpiewany – czemu nie. Tym bardziej, że niezwykle pozytywna energia jaka przepływała między aktorami a publicznością w trakcie spektaklu przeniosła się potem na dalszą część wieczoru. Jednym słowem prawdziwe szaleństwo nocy na scenie, a potem w foyer teatru, bo tego wieczoru pełnił on także funkcję parkietu do tańca podczas balu karnawałowego.

Bal karnawałowy po spektaklu. Fot. Namysław Tomaka, archiwum Teatru Siemaszkowej.

Przyszli na Jandę, Stuhra i Łapińskiego, a okazało się że królowa jest tylko jedna!

Kolejny festiwalowy dzień zapowiadał się wspaniale. Najpierw widzowie mieli zobaczyć spektakl „32 Omdlenia” w wyśmienitej obsadzie z Krystyną Jandą, Jerzym Stuhrem i Jerzym Łapińskim, a potem miało być jeszcze huczniej, bo zabawa w Trzebownisku w Podkowie u Janika. Wszystko jednak zaczęło się układać nie tak!

Miało być ognisko, smaczne jadło i mocne trunki a nawet kulig, tyle że brak zimy zapowiadał raczej radosny przejazd bryczkami. Aż tu na dzień przed planowaną imprezą w Trzebownisku została ona nagle odwołana przez gospodarza swojskiej restauracji. Postawiło to teatr w mocno niezręcznej sytuacji względem widzów, którzy już planowali dalszą część wieczoru po spektaklu na smakowitej imprezie.

To nie koniec kłopotów. Nad tym dniem RSK wisiało chyba jakieś fatum, bo na kilka godzin przed spektaklem okazało się, że również „32 Omdleń” nie dane będzie zobaczyć rzeszowskiej publiczności. Można się domyśleć, w jakiej konsternacji znaleźli się widzowie. Jedna z gwiazd wieczoru po prostu nie wystąpi. Dopiero w kilka dni później ogólnopolskie media podały informację, że Jerzy Stuhr miał problemy z sercem, co zmusiło włodarzy Teatru Polonia do odwołania spektaklu w Rzeszowie. Teraz całe szczęście aktor czuje się już lepiej.

Jednak, ażeby wynagrodzić rzeszowskiej publiczności brak zapowiedzianego spektaklu szefowa Teatru Polonia – Krystyna Janda zaproponowała w ostatniej chwili zmianę repertuaru. W zastępstwie rzeszowska publiczność miała obejrzeć monodram „Ucho, gardło, nóż” z jej i tyko jej udziałem. Niektórzy obawiali się czy spektakl będzie interesujący, w końcu to monodram, a to wymagająca forma sceniczna nie tylko dla aktora ale i widowni.

Widzowie przybywają na spektakl z udziałem Krystyny Jandy. Fot. Namysław Tomaka, archiwum Teatru Siemaszkowej.

A tu nagle zaskoczenie! Co prawda spektakl raczej niewiele w swojej wymowie miał wspólnego z radosnym czasem karnawału. To bezkompromisowa, brutalna opowieść Jandy wcielającej się tu w rolę Tonki Babić, 50-letniej kobiety, która ze względu na obciążenie syndromem wojny serbsko-chorwackiej na Bałkanach, spędza przed telewizorem bezsenne noce pochłaniając kolejne tabliczki czekolady i snując opowieść o swoim życiu, gdzie tragizm przeplata się z bardzo komicznymi epizodami. Ale cóż to był za spektakl!

Krystyna Janda jako Tonka Babić zawładnęła publicznością już od pierwszych minut spektaklu i utrzymała ten stan przez dwie godziny swojej scenicznej opowieści. Janda pokazała prawdziwą klasę. Na scenie czuła się jak ryba w wodzie, a sugestywną opowieścią tak mocno wciągnęła widzów, że nie byli w stanie powściągnąć w wielu momentach wyrazistych emocji. I tak oto rzeszowska publiczność wybuchała śmiechem, wzruszała się i gwałtownie zastygała w zadumie, bo przecież wojna na Bałkanach była prawdziwa. Jeszcze nie tak dawno byliśmy jej świadkami dzięki doniesieniom telewizji i prasy. A co najważniejsze, chyba nie możemy mieć pewności, że nigdy nam samym nie przytrafią się wojenne udręki. Zwłaszcza obecnie, gdy społeczeństwa borykają się z konfliktami zbrojnymi w różnych zakątkach świata, nawet w sąsiedztwie naszego kraju.

Krystyna Janda odbierająca owacje na stojąco od rzeszowskiej publiczności. Fot. Namysław Tomaka, archiwum Teatru Siemaszkowej.

Na scenie tego dnia miało wystąpić aż trzech uznanych aktorów, a okazało się, że cały wieczór należał do jednej aktorki. Bo królowa jest tylko jedna i dała nam to wyraźnie odczuć! Znakomicie przedstawiony w jej wykonaniu monodram, był tak zapadającym w pamięć wydarzeniem, że nikt z publiczności już nawet nie pamiętał o braku imprezy towarzyszącej, bo ten spektakl był prawdziwym karnawałem emocji.

Okazało się również, że tak naprawdę rzeszowska publiczność nie straciła, bo nie dość, że miała okazję przeżyć wspaniały popis umiejętności aktorskich Krystyny Jandy, to jednocześnie tego wieczoru otrzymała od aktorki jako szefowej Teatru Polonia zapewnienie, że jak tylko będzie to możliwe przyjedzie do rzeszowskiego Teatru Siemaszkowej w towarzystwie swoich zacnych kolegów Jerzego Stuhra oraz Jerzego Łapińskiego i przedstawią obiecane „32 Omdlenia”.

Tragedia ludzi głupich przy kawie i winie

Ostatni dzień karnawału w teatrze, to spotkanie publiczności ze spektaklem „Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej, który przyjechał do Rzeszowa z Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi.

„Ich czworo” w reż. Małgorzaty Bogajewskiej. Fot. Namysław Tomaka, archiwum Teatru Siemaszkowej.

Spektakl rozgrywa się w scenerii zimowej, od Wigilii do Nowego Roku. Przedstawia w sposób komiczny tragedię trójkąta małżeńskiego, której przymusowym świadkiem staje się dziecko. Uzależniona finansowo od męża żona, mimo wielu ciepłych uczuć względem niego, wplątuje się w bezsensowny romans z mężczyzną bez przyszłości, który nie będzie nigdy w stanie zapewnić jej godnego życia na poziomie do jakiego przywykła. W całą historię sytuacyjnie wplątani zostają również „postronni” – znajomi żony, znajomi jej kochanka i męża, a co najważniejsze, również niewinne dziecko. Gdy utajniony romans wychodzi na światło dzienne, mąż – szanowany profesor i majętny człowiek, mimo miłości do żony postanawia położyć kres związkowi. Gabriela Zapolska napisała tę obyczajową inscenizację w 1907 roku nadając jej również podtytuł „Tragedia ludzi głupich”. I dużo jest w tym racji. Często gdy małżonków dopada proza życia – głupieją. Niby bliscy sobie, a jednak dalecy, ulegają różnym osobistym pokusom i zamiast ratować małżeńskie relacje kiedy jest to jeszcze możliwe, oddają się często bez zastanowienia realizacji nieraz irracjonalnych pragnień, często nawet niezgodnych z ich własną naturą.

Spektakl, który przedstawiono w niedzielę rzeszowskiej publiczności bawił, ale nie zabrakło też momentów zadumy, bo choć ta sztuka powstała ponad sto lat temu, nie sposób nie zauważyć, że to „samo życie”, a dla niektórych nawet bardziej aktualny temat teraz, niż może te 100 lat temu?

Po emocjach rodzinnej tragikomedii na scenie, widzowie mogli odetchnąć w foyer racząc się pokazowo przygotowywaną kawą, oraz doskonałym winem podawanym przez someliera. Atmosferę poczęstunku umilały dźwięki muzyki jazzowej w wykonaniu „Tomek Stężalski Trio”.

22 edycja Rzeszowskich Spotkań Karnawałowych, mieniła się kalejdoskopem emocji na scenie i poza nią. Widzowie, którzy byli i widzieli z pewnością nie żałują czasu spędzonego w Teatrze Siemaszkowej. Już teraz można mieć nadzieję, że przyszłoroczne Rzeszowskie Spotkania Karnawałowe odbiją się kulturalnie równie mocnym echem, co tegoroczne.

Barbara Kędzierska



Widzowie w trakcie degustacji win. Fot. Namysław Tomaka, archiwum Teatru Siemaszkowej.

Fot. Namysław Tomaka, archiwum Teatru Siemaszkowej.

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
 



Dotarliśmy do dokumentów, ktoś majstruje przy Millenium Hall.
Mieszkańcy buczą, młodzież wściekła, a kolejne projekty Ferenca przepadają sromotnie. Czar jego rządów przygasa.
Plac przy ulicy Dąbrowskiego jest ewidentnie niedoceniany. A przecież to jedno z najpiękniejszych miejsc w mieście.
Po wielu latach Teatr Siemaszkowej znowu podbija Europę. „Pogorzelisko” wywołało szokujące reakcje Słowaków.
W Rzeszowie artystycznie przeniesiemy się co najmniej pół wieku wstecz. Ci artyści nadal tworzą i są podziwiani.
Dzisiejsze place zabaw są inne niż kiedyś, pełne świetnego sprzętu. Ale mimo to czasami dzieje się na nich ZŁO.
Tak, tak, to nasz bardzo ważny organ. Zastanówmy się chwilę jak go używamy.
Dziedzictwo krajobrazu to temat tegorocznych Pretekstów Kulturalnych. Muzealne wnętrza ożywi literatura i sztuka.
Marcin Sławiński wyreżyserował już cudowne „Szalone Nożyczki”. Czy jego nowa sztuka powtórzy ten sukces?
Gdzie znaleźć niebieską żabę? Jakim zwierzętom nie grozi Zawał? Pracujący kot w Pałacu Kultury i Nauki?
Rewolucja w motoryzacji i wizja przyszłości, którą przewidywano 40 lat temu i ziściła się obecnie.