Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2016.07.18

Aby ZUS nie zabił naszego biznesu

Doświadczenia w prowadzeniu małych paruosobowych firm przekonują do jednego. Jeśli nowy rząd nie zmieni zasad płacenia ZUS i podatków, to małe przedsiębiorstwa nie podźwigną się.

CZY TAKA ŁADNA SUKIENKA BILANSUJE SIĘ Z ZUSEM?
:

Wszystkie rady pt. „jak założyć własny biznes” są bardzo cenne i potrzebne, ale czemu nikt nie pisze o tym, jak go utrzymać? Jak go nie zamknąć po dwóch latach, kiedy ZUS staje się bardziej żarłoczny i ma się ochotę rzucić to wszystko i nigdy nie wracać? Powód?... Przez pierwsze dwa lata działalności płaci się ZUS w wysokości 452 zł. Natomiast potem kwota ta wzrasta do 1062 zł. Pomyśl, ile musisz sprzedać manufakturowych spódniczek, żeby zarobić na ZUS! Spódniczka kosztuje 120zł... A na życie? Moja firma nie ma jeszcze dwóch lat, a na dodatek działa w ramach fundacji Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, więc wysoki ZUS mi póki co nie grozi. Choć i tak już coraz bardziej dopomina się o swoje, odkąd rząd ozusował umowy zlecenia.

Ja to nic, ale moja koleżanka, która prowadzi sklep z fajnymi ciuchami od polskich projektantów, właśnie zakomunikowała światu, że zamyka ów sklep. Fajna babka, fajne ciuchy, fajni ludzie do współpracy, fajni klienci i co? I się zZUSowało. Zbyt mały przychód w stosunku do zbyt dużych kosztów. No bo ile trzeba sprzedać w miesiącu fajnie zaprojektowanych t-shirtów, żeby opłacić koszty ZUSu i wynajmu lokalu?

Nie ukrywam, że ta wiadomość mną wstrząsnęła, ale rozumiem też jej argumenty. Ileż można inwestować czasu i siebie w coś, co nie przynosi odpowiedniego wynagrodzenia? Powiedziała mi – „Chcę iść na etat i mieć wreszcie stabilną sytuację finansową”. I ja się pytam, jak tu działać w tym naszym kraju, z którego nie chcę nigdzie wyjeżdżać i z którego nie chcę przenosić działalności za granicę? Jak to zrobić, żeby zarobić i nie zwariować?

W ramach oderwania od czasowej frustracji biznesowo-ZUSowej czytam książkę Agaty Dutkowskiej „Jak założyć własny biznes. Okruchy, iskierki, fajerwerki”. Agata pisze, że koszty ZUSu trzeba od razu wkalkulować w koszty prowadzenia firmy i zastanowić się, czy nasz biznes przyniesie nam tyle dochodu, żeby ten ZUS był tylko cząstką całości, tylko niewielkim wydatkiem. I to jest strategia, która jest jak najbardziej słuszna. Sama tak zrobiłam otwierając manufakturę. Agata radzi, że jeśli Twój biznes już na samym początku nie wskazuje na to, że na te koszty spokojnie zarobisz, to lepiej zmienić koncept na swój biznes, bo ten, o którym myślisz, jest najwyraźniej wacikowy (czyli taki, w którym po opłaceniu kosztów zostanie Ci akurat tyle pieniędzy, żeby kupić sobie waciki).

Ale czy to znaczy, że te wszystkie piękne rzeczy, które robią kobiety, powinny się w ogóle na rynku nie pojawić, skoro nie zarobią z nich na ZUS? Albo zarobią TYLKO na ten ZUS? Czy w takim razie te szydełkowe serwetki powinno się robić po godzinach, jako hobby, a bawełniane torby szyć jako odskocznię od prowadzenia domu, prasowania i prania?

Zazwyczaj wolna jestem od takich frustracji i wierzę, że każdy biznes, no dobra – prawie każdy, za którym stoi fajny człowiek, da się zaplanować tak, żeby był dochodowy, żeby zarabiać te przyzwoite pieniądze, mieć godną wypłatę i godne warunki pracy i życia. Ale potem zewsząd słyszę o tym, że tu rząd zamierza to a to, tu osoby w moim środowisku zamykają działalność, rzucają wszystko w kąt (a wiem, że to są zaangażowane, fajne osoby) i wtedy już sama nie wiem, jak to jest. Na ile nam państwo utrudnia, na ile my sami sobie utrudniamy i kto jest winien? A może nikt nie winien, tylko taki mamy klimat? I jak w takim klimacie inspirować inne kobiety, żeby zakładały swoje firmy (co robię, kiedy tylko się da), takie małe, z pasji, na przykład krawieckie i żeby nie bały się tego, że się nie utrzymają? Czy tylko grube ryby nie dają się pożerać?

Mam głębokie przekonanie, że małe firmy wspomagają naszą gospodarkę i sprawiają, że nam się lepiej żyje. Marzę sobie o takim państwie, które wspiera młodych, przedsiębiorczych, które wspiera młode firmy. Na przykład wspiera kobiety, które są w domu na macierzyńskim i tworzą piękne rzeczy albo obmyślają nowe usługi potrzebne na rynku. I żeby nie było tak, że jak do takiej pięknej rzeczy lub usługi doliczą podatek dochodowy, VAT i koszt utrzymania firmy, to stwierdzą, że same by tego przedmiotu za taką cenę nie kupiły. Pomarzyć można, a jednak nasza rzeczywistość jest inna i trzeba jej stawiać czoła. A czasem sobie pomarudzić, ale tylko tak troszkę, bo a nuż z tego marudzenia wypłynie coś pozytywnego? Rozwiązania same zazwyczaj nie przychodzą, trzeba się powysilać, a nuż...?

Macie jakieś swoje sposoby na radzenie sobie z czasową (albo i tą poważną, długotrwałą) frustracją bizneZUSową? Może trzeba zmienić myślenie?

Monika Małgorzata Lis



manufakturamoniki.pl   

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
 



Pracując na etacie, zawsze otrzymacie dla siebie zadania. Gdy sami macie własną firmę, staniecie przed problemem.
Aby ZUS nie zabił naszego biznesu…
To zmora większości przedsiębiorców. Jak pogodzić fajne pomysły na aktywność z pazernością ZUS i urzędów?
Ten dylemat niechybnie pojawi się, gdy Wasza działalność gospodarcza już okrzepnie. Warto więc o tym wiedzieć.
Usuwanie włosów staje się coraz bardziej potrzebą nie tylko kobiet, ale i mężczyzn. Gdzie tego najsprawniej dokonać?
Nie zawsze wykonywanie w biznesie wszystkiego, co się umie jest opłacalne. To ważny wybór dotyczący samoograniczenia.
To ważne: jakich nowych umiejętności musimy nauczyć się sami, a kiedy można wykorzystać umiejętności innych.
Wyspecjalizowane zawody najszybciej męczą nasze oczy. Proponujemy, jak zadbać o ten ważny dla nas organ.
Gdy młody człowiek waha się czy odejść z pracy na etacie i założyć własny biznes, warto posłuchać tych doświadczeń.
Kolejne perypetie młodej rzeszowianki w biznesie. Tym razem o wpadkach, które są nieodłączną częścią tej branży.
Oto jak radzą sobie w życiu młodzi rzeszowianie. Własna działalność gospodarcza tylko na początku przeraża.