2016.06.13
Problem z zaplanowaniem szerokości oferty
W biznesie czasami trzeba podjąć ważną decyzję – czy zajmować się wszystkim, co potrafimy robić, czy skoncentrować się tylko na paru wybranych kierunkach, a resztę porzucić. Które rozwiązanie będzie lepsze? Wąska czy szeroka oferta?
Stało się. Zawężam ofertę. Nie wiem na pewno, czy dobrze robię, bo ta zmiana dla mnie samej jest niespodziewana. Jeszcze miesiąc temu o niej nie myślałam. Co więc konkretnego nagle się stało?
Prawda jest taka, że kiedy zakładałam manufakturę, nie miałam dobrze przemyślanej oferty. Szyłam po prostu to, co było potrzebne moim Klientom. Zaczęło się wszystko od poduszek-literek, potem były maskotki i stopniowo dochodziły kolejne wytwory. Pomysły były trochę spontaniczne podyktowane tym, co zdawało się atrakcyjne dla rynku.
Łuska gryki? Świetny pomysł, zainwestuje w 300kg.
Torby bawełniane? Koniecznie, bo na rynku powszechnie dostępne są głównie te kiepskiej jakości.
Nie mogę znaleźć dla siebie fajnej sukienki w sklepie? Nie ma problemu, sama uszyję!
Przyjaciółka potrzebuje pokrowca na Kindla? Zrobi się!
Aż do teraz taka sytuacja bardzo mi odpowiadała. Klienci ciągle przychodzili z nowymi wyzwaniami, więc mogłam się rozwijać, uczyć nowych umiejętności. Wreszcie zaczęłam być postrzegana jako osoba, która uszyje wszystko, co jest mniej lub bardziej niestandardowe. Cieszyłam się, bo bardzo zależało mi (i to akurat się nie zmieniło!), żeby jak najlepiej zaspokoić potrzeby Klienta.
Po drodze zaczęły pojawiać się problemy, które uparcie ignorowałam. Na przykład taki: jak wycenić zupełnie nowy projekt? Powinnam przecież w cenę wliczyć czas namysłu, projektu, uszycia prototypu... Ale skąd wiadomo, jak długi będzie to proces, skoro daną rzecz szyję pierwszy raz? W efekcie zaniżałam cenę, mimo że każdy nowy projekt był bardzo czasochłonny. Wiadomo – dobrze jest szyć coraz to nowe rzeczy, bo się człowiek rozwija, nie nudzi mu się praca, no i ma jeszcze z tego mnóstwo satysfakcji. Ale sama satysfakcja nie wystarczy do tego, żeby kupić sobie nawet te przysłowiowe waciki...
Problemy techniczno-produkcyjno-finansowe to jedna rzecz. A inna rzecz to na przykład kwestia... opowiadania o swoim biznesie na różnych spotkaniach.
- Cześć, jestem Monika, i w swojej manufakturze szyję poduszki, też takie z łuską gryki, torby, spódniczki, sukienki, fartuszki, maskotki, pokrowce, wałki do jogi, poduszki do medytacji...
No i właśnie! Przy końcu mojej wypowiedzi wszyscy już zdążyli zapomnieć, jaki był jej początek i czym ja się tak właściwie zajmuję. Jak zwięźle napisać o swoim biznesie na stronie internetowej, żeby ktoś, kto ją odwiedza, od razu wiedział, czego się po mnie spodziewać? Łatwiej jest, kiedy oferta jest na tyle wąska, że można to krótko przedstawić:
- Cześć, jestem Monika i w swojej manufakturze szyję spódniczki według sposobu mojej babci, torby na ramię, kolorowe kominy i ekoprodukty z łuską gryki. Wszystko z bawełny i dresu!
Lepiej, prawda? Już bez szczegółowego wspominania o maskotkach, pomocach do jogi i medytacji. Nie znaczy to, że rezygnuje z usług szycia według indywidualnych projektów. Po prostu będzie to coś extra. Muszę zdecydowanie postawić na zasadniczą ofertę tego, czego Klienci potrzebują ode mnie najczęściej.
Jeszcze nie wiem, czy to dobra biznesowa decyzja. Półtorej roku działałam z szeroką ofertą i doszłam do pewnej bariery. Mówią, że kto się nie zmienia, wypada z ryku. Ale i ten, kto zmienia się w niewłaściwy sposób, też wypada... Zobaczymy, czy to dobry kierunek dla manufaktury.
A Ty jak myślisz: dobrze robię? A może masz jeszcze inne argument za wąską ofertą? Podziel się komentarzem!
Monika Małgorzata Lis