2016.05.23
W biznesie człowiek wiele się uczy
Prowadzenie własnego biznesu wymaga wiedzy z wielu dyscyplin, które odkrywa się dopiero po napotkaniu problemów. Rzadko kiedy można wszystko przewidzieć. Dlatego prowadząc własny biznes przyzwyczajcie się mieć otwarty umysł na nowe umiejętności. Tak było i tym razem.
Odkąd założyłam firmę, nauczyłam się bardzo dużo rzeczy pozornie nie związanych z moją pracą. Nauczyłam się jak edytować/tworzyć proste strony internetowe, jak tworzyć grafikę wektorową, jak obrabiać zdjęcia, jak wystawiać faktury, jak posługiwać się instagramem, jak kupować tkaniny... Do tego oczywiście dochodzą wszelkie nowe umiejętności dotyczące szycia, ale dzisiaj właśnie chciałam nie o tym.
Można powiedzieć: świetnie, biznes uczy tak wielu rzeczy! Pewnie, że uczy, ale czasem bywa to frustrujące. Na przykład, jak uświadamiasz sobie, że Twoje umiejętności są ciągle niewystarczające, bo przecież nie potrafisz jeszcze robić dobrych zdjęć produktów...
Odkąd wreszcie przyznałam się do tego, że moje zdjęcia na stronie manufaktury są niewystarczająco dobre, okazało się, że istnieje kolejny obszar w biznesie, z którym powinnam się zmierzyć. Jasne, że nie można w swojej firmie robić WSZYSTKIEGO, bo i bez tego grafik zadań jest napięty. Ale akurat jeśli chodzi o fotografię produktów, to niestety – nie mogę tego zadania zlecić jakiemuś Profesjonalnemu Fotografowi w całości, bo skoro dużo szyję na indywidualne zamówienie, to nie mogę codziennie go wołać na zdjęcia, bo na taki luksus mnie nie stać. Więc co? Więc trzeba się nauczyć robić lepsze zdjęcia.
Jak tylko wypowiedziałam do wszechświata prośbę o podsunięcie mi nauczyciela fotografii, wszechświat postawił na mojej drodze Agatę, która jest fotografką i która powiedziała, że bardzo chętnie nauczy mnie robić dobre zdjęcia. I zgodziła się na barter, czyli: ja jej uszyję poduszkę do medytacji i pokrowiec na matę do jogi, a ona będzie mnie uczyć.
Agata przyjechała do mojej pracowni i pokazała mi cały nowy wielki świat, którego nie znałam.
Zrozumiałam, że z mojego bardzo prostego kompaktowego aparatu można wyciągnąć więcej, niż dotąd myślałam. Że użycie jednej prostej funkcji może zmienić wszystko. A sposób, w jaki ona robiła ujęcia, jak się ustawiała do zdjęć, jak wybierała kadry! Kolejna umiejętność, którą powinnam nabyć, a nabyć ją mogę tylko ćwicząc i ćwicząc i ćwicząc, bo praktyka – jak już wielokrotnie się przekonałam – czyni mistrza.
Niestety, mój zwyczajny aparat okazał się jednak niewystarczający, trzeba było zacząć rozglądać się za sprzętem z wyższej półki.
Bardzo szybko okazało się, że TAKI aparat będzie kosztował tyle, ile jedna z moich maszyn do szycia!
I ja się pytam, jak mam nazywać to szyciowym biznesem, skoro na sprzęt pomocniczy wydaję tyle, ile na overlocka? Najpierw stwierdziłam, że to się nie godzi, a później, że trudno, inwestycja to inwestycja, a jak będę mieć dobry sprzęt, to skorzysta na tym nie tylko moja manufaktura, ale i cała moja rodzina, bo będą mieć we mnie fotografa pod ręką.
Rozpoczęły się więc poszukiwania prostej lustrzanki. Wysyłałam zapytania do fotografów, czy nie mają jakiegoś aparatu, który dla nich jest już zbyt prosty, a dla mnie byłby dobry na start. Udało się! Kasia fotografka odsprzedała mi swój aparat (Nikona!) ze wspaniałym obiektywem do robienia zdjęć produktów (uwaga, to chyba było lokowanie produktu?!). Sprzęt sprzętem, ale trzeba jeszcze umieć go obsługiwać! Uczę się go powoli, ale powiem Wam, że jak patrzę teraz na swoje zdjęcia robione zwykłym kompaktem i lustrzanką, to te pierwsze wypadają bardzo blado (żeby nie powiedzieć: słabo). Jest różnica w samych zdjęciach i... w ilości lajków na facebooku ;) Inwestycja zdecydowanie się opłaciła!
Morał z tego taki: jeśli myślisz, że skoro Twój biznes opiera się na szyciu, to jedyne, co powinieneś doskonalić to właśnie szycie – grubo się mylisz.
Są setki innych umiejętności, które dobrze jest posiadać. Ostatnio nauczyłam się nawet... edytować czcionki w specjalnym programie graficznym! Zauroczyła mnie czcionka, która nie miała polskich znaków, więc zawzięłam się i (z pomocą męża) stworzyłem do niej polskie znaki. (Tak, to jest ta czcionka, którą widzisz na grafice ilustrującej felieton.) Stach pomyśleć, czego jeszcze będę się musiała nauczyć, żeby manufaktura się wciąż rozwijała! Choć tyle dobrego, że mam z tego mnóstwo satysfakcji.
Ach, tyle jest jeszcze pięknych rzeczy do zrobienia!
I do nauczenia się.
Monika Małgorzata Lis