Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach portalu TWiNN.pl stosujemy pliki cookies. Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu.
 
Homes
Forums
FaceBooks
Kontakts

2014.12.08

Rzeszowska Balladyna zdobyła tron w Krakowie!

W najbliższy piątek 12 grudnia w Teatrze Siemaszkowej odbędzie się premiera „Balladyny”. Już dzisiaj możecie Państwo poznać nasze pierwsze wrażenia po prapremierowym pokazie tej sztuki na Festiwalu Teatralnym Boska Komedia w Krakowie. Krok po kroku śledziliśmy narodziny tej niezwykłej scenicznej odsłony.

WOLNOŚĆ WIODĄCA LUD NA BARYKADY, Eugène Delacroix, 1830. W spektaklu „Balladyna” Radosława Rychika, jest to pierwszy widok, z którym spotykają się widzowie na scenie. Fot. fotograficzne: Wikimedia Commons.



Wyjątkowe przygotowywania rzeszowskiej odsłony

Już 4 grudnia w czwartek wieczorem w przeddzień wyjazdowej prapremiery miałam okazję znaleźć się w Teatrze Bagatela w Krakowie. Na dzień przed wystawieniem w tym miejscu „Balladyny” Radosława Rychcika czuć było gorącą atmosferę przygotowań rzeszowskiego zespołu teatralnego. To z pewnością wyjątkowy moment w życiu naszej lokalnej sceny, bowiem po raz pierwszy od niepamiętnych czasów rzeszowski teatr opuścił swoje mury i wybrał się z własnym spektaklem w Polskę. Wybrał się nie byle gdzie, ale od razu na bardzo prestiżowe wydarzenie, jakim jest Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia w Krakowie. I choć „Balladyna” nie była zakwalifikowana do prezentacji konkursowej, to sam fakt pojawienia się naszego teatru na tym festiwalu był już wyróżnieniem. Trudno się więc dziwić dużym emocjom, jakie towarzyszyły wszystkim osobom zaangażowanym w akt tworzenia tego spektaklu.

Było to zapewne także wyzwaniem i sprawdzianem dla samego młodego reżysera Radosława Rychcika, który prezentuje bardzo oryginalną koncepcję wpisania we współczesną świadomość historycznych sztuk dramatycznych. Szczególnie dzięki ostatniej realizacji „Dziadów” Adama Mickiewicza, o młodym twórcy zrobiło się głośno. Zyskał uznanie widzów i środowiska twórczego, które z uwagą zaczęło śledzić jego wizje artystyczne.

Prapremierowych przygotowań dodatkowo nie ułatwiał fakt różnorodności samego zespołu aktorskiego pracującego przy „Balladynie”. W jego skład weszli nie tylko aktorzy Teatru Siemaszkowej: Dagny Cipora, Robert Chodur, Robert Żurek, Anna Demczuk, Joanna Baran, Waldemar Czyszak, Grzegorz Pawłowski oraz Piotr Napieraj. Do obsady najważniejszych ról w Balladynie dołączyli nowi aktorzy wybrani w drodze castingu, którzy na co dzień nie współpracują z rzeszowskim teatrem: Julia Trembecka jako tytułowa Balladyna, Izabela Gwizdak jako jej siostra Alina, Tomasz Kowalski jako Kirkor, a także znany już państwu Paweł Dobek jako Fon Kostryn. To jednak jeszcze nie koniec nowości w sposobie obsady spektaklu. Zgodnie z zamysłem reżysera do spektaklu wybrano również ludzi, którzy cechowali się różną formą niepełnosprawności, niekoniecznie posiadający wyćwiczone zdolności aktorskie. Byli to: Danuta Fortyl, Zofia Jedziniak, Roksana Kotowicz, Daniel Ćwiąkała, Marcin Kostera, Tadeusz Leśków, Marcin Małek, Paweł Paja, Michał Pomianek, Dariusz Rogala i Jan Wojtaszek.

Próba generalna „Balladyny” 4.12.2014. Foto Jerzy Lubas / Teatr Siemaszkowej.

Tak skonstruowany zespół z całą pewnością potrzebował trochę czasu, by nim rozpocznie właściwą pracę nad spektaklem, poznał się wzajemnie na tyle dobrze, by późniejsza współpraca na scenie wypadła wiarygodnie i zgodnie z zamierzeniem, jakie postawił sobie reżyser.

Ta twórcza ekipa w przedostaniem dniu przygotowań do krakowskiej prapremiery powiększyła się jeszcze w pewien sposób o moją skromną osobę, która postawiła sobie za cel w maksymalny sposób poznać i reportersko opisać pracochłonny proces wyłaniania się na krakowskiej scenie odsłony „Balladyny” rzeszowskiego zespołu. Musze przyznać, że było to bardzo intrygujące i zarazem wzruszające doświadczenie móc przyglądnąć się, jak trwają przygotowania do spektaklu w takiej festiwalowej rzeczywistości. Ciekawie było obserwować, z jakimi emocjami przychodzi się zmierzyć wszystkim, którzy w tych przygotowaniach uczestniczą. Szczególnie interesującym doświadczeniem, jak się okazuje nie tylko dla mnie ale i dla całej ekipy, było poznanie spontanicznego, bo nieprofesjonalnego zaangażowania zatrudnionych do spektaklu statystów. Dla osób tych było to prawdziwe życiowe wyzwanie i dlatego często nie kryli emocji i stresu. Czy wszystko się uda, czy nie zawiodą kolegów aktorów na scenie i reżysera, który ich wybrał i powierzył im wizję artystyczną spektaklu, czy spodobają się publiczności i ta będzie ich oklaskiwać?

Próba generalna „Balladyny” 4.12.2014. Foto Jerzy Lubas / Teatr Siemaszkowej.



Tuż przed ostatnią próbą generalną

Tuż przed próbą generalną przysłuchując się rozmowom aktorów udało mi się co nieco zrozumieć z organizacji przedstawienia. Przede wszystkim – kto kim jest – szczególnie musiałam się rozeznać w twarzach nie znanych mi statystów i którym z nich przypadło w udziale trudne zadanie przemawiania ze sceny? W końcu – kto jaki będzie miał strój, jak bardzo będą one odbiegały od typowych kostiumów i scenografii znanych dzieł romantycznych? Jakie nowe elementy sceniczne zaskoczą mnie znającą przecież doskonale posągowy dramat polskiego romantyzmu. Muszę przyznać, że bardzo byłam ciekawa, w jaki artystyczny sposób powstanie „Balladyna” Rychcika. I nie ma co ukrywać, że oczekiwania moje były szczególnie duże po tym, co już widziałam w jego nowatorsko przeprowadzonych „Dziadach” wystawianych niedawno w Rzeszowie.

Jedno co z całą pewnością dało się dostrzec podczas próby generalnej, to z jednej strony stres i zmęczenie wszystkich, ale z drugiej strony ogromne zaangażowanie wynikające z odpowiedzialności za występ na tym prestiżowym festiwalu. Jednakowo odnosiło się to do wszystkich członków ekipy. Duże wrażenie zrobiła na mnie wspaniała komunikacja pomiędzy zawodowymi aktorami i statystami. Stworzyli oni jedną wielką sceniczna rodzinę. Ze wszystkich emanowała pozytywna energia i mimo, że była to próba generalna, a nie występ przy pełnej sali, to zespół bardzo się postarał. Tylko oprawa urządzeń technicznych sprawiała kłopoty i trzeba było mieć nadzieję, że nie powtórzy się to następnego dnia. Jednak jako miłośniczka teatru wiedziałam z doświadczenia, że najważniejszy jest i tak dobrze zgrany, empatyczny i twórczy zespół. To podstawowa cecha pozwalająca na osiągniecie scenicznego sukcesu. Bardzo im wtedy tego życzyłam. Zauważyłam, że zasługują na niego.

Po próbie reżyser jeszcze raz podzielił się z ekipą swoimi uwagami i teraz przed wszystkimi pozostawało już tylko dobrze zagrać swoje role. Dotyczyło to nie tylko aktorów i statystów ale również całego zespołu pozascenicznego.

Próba generalna „Balladyny” 4.12.2014. Foto Jerzy Lubas / Teatr Siemaszkowej.



Oczekiwany dzień prapremiery

Następnego dnia w foyer Teatru Bagatela w Krakowie, jakiś czas przed godziną 19.00, zaczęła gromadzić się festiwalowa publiczność. Z zaciekawieniem oberwała ona ludzi w ubraniach żołnierzy różnych europejskich armii początku XX wieku, poruszających się w głównym korytarzu i w okolicach wejścia. Były też tam kobiety – siostry miłosierdzia w strojach pielęgniarek z przepaskami czerwonego krzyża na rękach. Niektórzy mężczyźni w rozpiętych mundurach byli bez nóg, inni zabandażowani nie mieli rąk. Kilku poruszało się na wózkach inwalidzkich. Jedni stali z malującym się wyrazem troski na twarzach, inni walczyli o zdrowie ćwicząc podbijanie piłki lekarskiej. Goście festiwalowi znaleźli się nagle w nierealnej, cofniętej w czasie rzeczywistości. To właśnie zaczął się teatr Rychcika. Balladyna zaczęła roztaczać swój czar już przed spektaklem.

Tuż przed godzina 19.00 otworzyły się drzwi do sali teatralnej i widzowie zaczęli zajmować miejsca. Pierwszy widok, jaki przykuł uwagę widzów, to ogromny obraz wypełniający scenę – kopia znanego dzieła malarskiego. To WOLNOŚĆ WIODĄCA LUD NA BARYKADY francuskiego malarza Eugène Delacroix. Kiedy ciche komentarze i uwagi zgromadzonej publiczności wciąż jeszcze trwały, na tle szeptów zabrzmiał wreszcie mocny głos narratora. Na scenie pojawiła się postać Juliusza Słowackiego, którego przemowa rozpoczęła „Balladynę”. Zaczął się spektakl.

Ta scena mimowolnie przywołała mi z pamięci realizację „Dziadów” Rychcika, kiedy to Joker wszedł w ciemnościach na scenę i zaczął przemowę. W „Balladynie” podobny zabieg sceniczny, miał wprowadzić nas płynnie w świat klasycznego dramatu. Wszystko to, co w spektaklu zdarzyło się potem, wiodło widzów przez znany im świat romantyzmu, jednak widziany specyficznie oczami Radosława Rychcika.

Ponieważ, mam nadzieję, czeka Państwa rzeszowska premiera „Balladyny” w najbliższy piątek, celowo nie będę opowiadała o szczegółach spektaklu, ani go nawet dogłębnie nie zrecenzuję. Nie chce odbierać Wam efektu miłego zaskoczenia i w ten sposób uprzedzić dobrze zapowiadające się teatralne przeżycia. Powiem tylko tyle, że Radosław Rychcik nie zawiódł oczekiwań widzów, szczególnie tych, którzy niedawno w Rzeszowie mieli okazję widzieć jego „Dziady”. Znowu uraczył nas wspaniałą opowieścią złożoną z obrazów, w których przewrotnie ukrył elementy popkultury zupełnie nam współczesnej. Pojawia się na przykład postać Shirley Temple utożsamiona z postacią literackiej Goplany. Inny z głównych bohaterów Grabiec wyraźnie nosi cechy Frankensteina. Nawet Upiór w Operze przemyca w „Balladynie” swoje oblicze. W niektórych scenach można było dopatrzeć się analogii do Kabaretu Starszych Panów, a w przejmująco wygłoszonej mowie Grabca usłyszymy echa przemówienia Charliego Chaplina z filmu „Dyktator”.

Rychcik wspaniale miesza nam w głowie i zachęca do pobudzenia różnych pokładów naszej pamięci. Nie odbiera jednocześnie aktorom przyjemności mówienia do nas oryginalnym tekstem Juliusza Słowackiego. Podobnie jak w „Dziadach” reżyser również tym razem operuje dwuznacznościami i pokazuje zupełnie nowy współczesny kontekst „Balladyny”. Obserwując delikatne zabiegi sceniczne reżysera miałam lekkie dejavu i od razu myślałam o „Dziadach”. Okazało się, że był to jak najbardziej zamierzony efekt reżyserski. Rychcik postanowił świadomie zastosować wspólny mianownik do swoich kolejnych spektakli romantycznych. W ten sposób, mimo iż różne fabułą a nawet autorami, prezentują one spójną formułę estetyczną tworząc w pewnym sensie całość. Na przykład współczesność reprezentowana jest w „Dziadach” przez uciemiężonych czarnoskórych. W Balladynie ta współczesność jest pod postaciami niepełnosprawnych żołnierzy, z których wyrokiem sprawiedliwości musi jednak zmierzyć się silna i władcza Balladyna.

Prapremiera „Balladyny” inauguruje 7 Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia w Krakowie. 5.12.2014 r. Foto Jerzy Lubas / Teatr Siemaszkowej.

Nowa „Balladyna” choć zatrzymuje widza na dłużej w fotelu teatralnym – spektakl trwa 2,5 godziny – nie nudzi formą. Czasami śmieszy, ale przede wszystkim zastanawia. Sami się Państwo mogą przekonać, ale już teraz duży ukłon należy się reżyserowi i jego niespożytej energii twórczej. Na uznanie zasługują również aktorzy i statyści, bez których wspaniałego zaangażowania, spektakl ten nie byłyby tak dobry.

Szczególnie moją uwagę zwróciła debiutantka Julia Trembecka w roli tytułowej Balladyny. Bywa zabawna i zarazem stanowcza – bardzo przekonująca jako morderczyni. Wykreowała na scenie postać silnej, nieprzeciętnej kobiety, która wie dokąd zmierza i przed niczym się nie ugnie. To dobrze wróży jej artystycznej przyszłości. Podobnie jest w przypadku Dagny Cipory jako Goplany. Stworzyła wręcz koncertową postać nadając granej przez siebie Goplanie wyjątkowy czar i emocje. W mojej opinii ta rola jest wręcz stworzona dla niej.

Prapremiera „Balladyny”. Foto Jerzy Lubas / Teatr Siemaszkowej.

Bardzo dobrze wypadł również Paweł Dobek, którego rzeszowska publiczność pamiętać może z roli Eilerta Lovbørga w spektaklu „Hedda Gabler”. I tym razem nie zawodzi oczekiwań, podjął wyzwanie i zdecydowanie mu sprostał. Paweł to również jeden z tych aktorów, któremu wróżę ciekawą przyszłość sceniczną. W spektaklu skupia także uwagę Waldemar Czyszak, który ciekawie podszedł do swojej podwójnej roli wcielając się jednocześnie w postać Grabca i Frankensteina.

Prapremiera „Balladyny”. Foto Jerzy Lubas / Teatr Siemaszkowej.

Nie mogę pominąć również niezłych kreacji aktorskich Piotra Napieraja (Pustelnika i Juliusza Słowackiego), Grzegorza Pawłowskiego, który może nie do końca był takim Filonem, jakiego ja sobie wyobrażałam, ale ta nonszalancja i urok z pewną dozą cierpienia jaką niewątpliwe niesie w sobie ta postać, przekonały mnie. Anna Demczuk (wdowa), która również zaskoczyła mnie swoją rolą – nie takiej bowiem wdowy się spodziewałam – bardzo mi się spodobała. Robert Chodur (Skierka) i Robert Żurek (Chochlik), mam wrażenie że bardzo dobrze czują się w swoich rolach, co też nie pozostaje bez zauważenia. No i oczywiście Tomasz Kowalski jako Kirkor – jest stworzony do tej roli.

Prapremiera „Balladyny”. Foto Jerzy Lubas / Teatr Siemaszkowej.

Szkoda tylko, że Joanna Baran, która tak bardzo ujęła mnie w spektaklu „Hedda Gabler” dostała tylko niewielką rólkę i nie mogła w pełni zaprezentować swoich umiejętności. Również Izabela Gwizdak w roli Aliny, głównie ze względu na graną przez siebie postać, nie mogła pokazać całego spektrum swoich możliwości.

Na koniec warto docenić również udział i rolę statystów, bez nich ten spektakl nie miałby takiej siły przekazu. Pełniej rozumem teraz pomysł Rychcika, żeby do udziału w spektaklu zatrudnić niepełnosprawnych. Niektórzy z nich, mimo braku doświadczenia scenicznego, wykazali się świetną umiejętnością odnalezienia się w takiej fikcji twórczej, ale tym samym zapewnili spektaklowi większą autentyczność.

Prapremiera „Balladyny”. Foto Jerzy Lubas / Teatr Siemaszkowej.

Rozmowy na gorąco z aktorami, statystami i reżyserem spektaklu „Balladyna”, tuż po jego krakowskiej prapremierze w Teatrze Bagatela.



Radosław Rychcik. Foto Jerzy Lubas / Teatr Siemaszkowej.



Przekonywująca koncepcja artystyczna Radosława Rychcika

Reżyser Rychcik, przekonuje mnie coraz bardziej do swojej wizji teatru. Świata, który jest zakręcony, chaotyczny ale z drugiej strony w jakiś dziwny sposób układa się w całość, a u podstaw jego tworzenia, szczególne w przypadku wielkich dzieł romantycznych leży duży szacunek do oryginalnego tekstu. Dzięki zastosowanym przez niego obrazom scenicznym tekst ten nabiera nowego sensu i znaczenia we współczesnym świecie.

Wydaje mi się też, że Rychcik posiada niezwykle rzadką intuicję empatyczną, potrafi świetnie współpracować z ludźmi mimo tego, że reprezentuje postawę wielkiego indywidualisty i specyficznego twórcy. Wyjątkowo dobrze dobiera sobie współpracowników, w tym przypadku: Annę Marię Karczmarską odpowiedzialna za scenografię i kostiumy oraz Michała i Piotra Lis – proponują nam oni ciekawą oprawę muzyczną spektaklu.

Początkowo dość nieufnie podchodziłam do jego twórczych wizji, nie byłam przekonana, czy nie są jakąś ułudą i tanim popkulturowym rozbłyskiem. Przyznaję jednak, że „Dziadami” mnie ujął, teraz „Balladyną” przekonał i chętnie też zobaczę nową jego aranżację romantyczną – „Grażynę” Adama Mickiewicza, którą Radosław Rchycik chce w przyszłości wystawić w teatrze w Tarnowie.

Tymczasem zapraszam Państwa na „Balladynę” do Teatru Siemaszkowej w Rzeszowie, już w najbliższy weekend, warto zobaczyć ten spektakl.

Barbara Kędzierska



TUTAJ możecie Państwo obejrzeć zapis fotograficzny z przygotowań i prapremierowego wykonania „Balladyny” w Krakowie.

  

Nick:
Mail:
Treść:
 
Wszystkie pola są wymagane.
twinn> Tutaj możesz wyrazić swoją opinię na temat tego artykułu.
Tom> BALLADYNA. Miłe wspomnienia nasunęły się same po przeczytaniu tekstu Pani B. Kędzierskiej. Pierwszy kontakt z rzeszowskim teatrem zacząłem ... od Balladyny. Też zimową porą, chyba w grudniu 1957r. Jako małolat, pod opieką Ojca przeżyłem to pierwsze oczarowanie teatrem, które i dziś ściąga doń widza. Sztuka grana była klasycznie, dla mnie dziecka zadziwiająco, jak to do dziś zapamiętałem. Atmosfera sali, dużo ludzi w mundurach z żonami i ... dużo papierosowego dymu. Kilka miesięcy po tym sektaklu przygoda z Żeromskim i jego sztuką - Uciekła mi przepióreczka. Tak to się zaczęło. Co do oceny Dziadów sto procent poparcia - zrobiły wrażenie niesamowite. Bardzo chętnie i na to nowe wcielenie Balladyny się wybiorę... Dziękuję za artykuł ( jak wyżej).